Cezary z Pazurem: Gdyby Ruch Chorzów kilka lat temu zbankrutował...

Piłka nożna

Specjalnie dla magazynu Cafe Futbol Cezary Kowalski w błyskotliwy sposób przedstawił swój punkt widzenia na tematy związane z piłką nożną. Tym razem wziął on pod lupę legendarny, borykający się z problemami finansowymi śląski klub, Ruch Chorzów.

Gdyby kilka lat temu Ruch Chorzów został zdegradowany do 4. ligi i nie dostał licencji, być może dziś nie byłoby tematu do rozmowy, bo mielibyśmy do czynienia ze zdrowym sportowym organizmem, który po kilkuletnich zawirowaniach wrócił do Ekstraklasy. Należy brać też pod uwagę inną, znacznie bardziej drastyczną wersję. Jeden z trzech najbardziej zasłużonych polskich klubów, z prawie 100-letnią, piękną historią, definitywnie znika z mapy. i tylko ten apokaliptyczny scenariusz sprawia, że można byłoby się zastanawiać nad jeszcze jedną kroplówką dla tego organizacyjnego trupa.

To, że Ruch to jednak wartość sama w sobie, element tożsamości tysięcy ludzi. To przecież klub, który odegrał ważną rolę nie tylko w sportowej historii Polski. Wykreował setki wielkich zawodników z Gerardem Cieślikiem na czele. No i z czego Chorzów miałby być dumny? Tylko z wesołego miasteczka? Ruch Chorzów, bez wątpienia, jest dobrem ogólnospołecznym i nie można patrzeć na niego jedynie przez pryzmat klubowej kasy. Z drugiej strony to nie może być studnia bez dna. Te pieniądze pompowane przez lata z miasta do klubu idą psu... a nie na ratowanie legendy, przejadane przez kolejnych najemników zatrudnianych przy ul. Cichej. Kompletnie nic z tego nie ma. Żadnej perspektywy rozsądnego planu, nadziei.

Niby jakieś długi są spłacane, ale natychmiast pojawiają się kolejne, u innych podmiotów. Argument, że mamy do czynienia, że śląskim "bidokiem" któremu trzeba pomóc, nie do końca do mnie trafia. Te 56 mln złotych z budżetu miasta, w ciągu siedmiu lat wydanych na klub, pożyczki, utrzymanie obiektów itd., to nie jest śmieszna kwota. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jaki z niej zrobiono użytek. Przez lata pseudodziałacze z Chorzowa utrzymywali tę ruinę finansową poprzez "cuda na kiju" - ślizganie się, krętactwa, dziwne podwójne umowy dla zawodników. Wszystko to psuło wizerunek legendy.

Kibice, których żal tutaj najbardziej też muszą mieć świadomość, że ich podatki idą na coś takiego. Gdyby nie cała otoczka medialna klubu, ZUS i Urząd Skarbowy też z pewnością byłoby bardziej stanowcze, tak jak są dla zwykłych obywateli. Dziś wzywa się na ratunek legendy klubu, padają piękne słowa, jest nowy właściciel, śmiałe deklaracje... i można się zastanawiać, czy to prawdziwy przełom, czy może kolejna próba postawienia miasta pod ścianą.

Absolutnie nie wzywam do tego, aby radni nie głosowali za wydawaniem pieniędzy na sport. Lepiej chyba jednak przeznaczyć je na nowy stadion i szkolenie młodzieży. A kto na tym stadionie miałby grać? Spokojnie znajdą się na Śląsku młodzi i zdolni, którzy za kilka lat nie będą gorsi od tych obecnych zawodników, którzy sfrustrowani brakiem wypłat i ciągłym bałaganem wloką się w ogonie Ekstraklasy.

Cezary Kowalski, WP, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze