Artur Łukaszewski: Tak jak powiedział Maciej Kawulski, możecie przenieść się w czasie i stworzyć widowisko jeden do jednego, jak za starych czasów gladiatorzy? Podejrzewam, że to będzie szybka, ale jednak mocna walka.

 

Mariusz Pudzianowski: Oczywiście, że to może być szybka walka. To jest jednak MMA, które jest nieprzewidywalne. Przypadki chodzą po ludziach, jak to mówią, mogę się na coś nadziać, ale nie przypuszczam. Będę się bardzo pilnował. Po to ciężko zasuwam dwa razy dziennie, dziesięć jednostek treningowych w tygodniu. Jeszcze dużo pracy.  

 

Tyberiusz czegoś tobie zazdrości? W rywalizacji strongmanów przegrywał, to ty byłeś górą. Z czego wynika wasza niechęć do siebie?

 

Jest to po prostu taka sportowa zazdrość. Każdy chce wygrać. Możemy być dobrymi kolegami, ale wchodząc do klatki, jest taka zazdrość, rywalizacja. Przez to, że ze mną zawsze przegrywali, to na pewno jest taka nutka nienawiści, żeby wygrać z tym Pudzianem.  W zawodach strongmanów wygranie ze mną graniczyło z cudem. Wyrwanie mi jednej z ośmiu konkurencji był już szczytem marzeń chłopaków. Brzmi to nieskromnie, ale tam rządziłem.  W MMA jeszcze nie jestem na etapie, żebym mógł powiedzieć, wchodzę i urywam głowy. Mogę natomiast powiedzieć, że wygram, ale może być jakiś przypadek.

 

Tyberiusz jest na takim etapie, na którym byłeś kiedyś. Teraz jesteś już pełnym zawodnikiem MMA. To twój atut?

 

Tyberiusz może wszystkich oszukać, ale mnie nie oszuka. Wywodzimy się z jednego koszyka. Ważyliśmy ponad 140 kilogramów, razem dźwigaliśmy ciężary, struktura mięśniowa była identyczna. Pewnych etapów się nie przeskoczy. Tyberiusz jest na etapie, na którym ja byłem osiem lat temu. Jeśli ma siłę na trzy rundy, chylę czoła. Już dzisiaj. Jeśli tak się stanie, to jesteś fenomenem. W trzy lata zrobiłeś kondycję, której ja nie mogę jeszcze zrobić? Ciężko trenuję, ale znak zapytania zawsze jest.   

 

Cała rozmowa do obejrzenia w załączonym materiale wideo.