Gdy Tuchel zastępował Jurgena Kloppa, wszyscy w Dortmundzie byli przekonani, że na nowo zbuduje potęgę klubu i zostanie jego trenerem na lata. 44-latek wizjonerem był jednak tylko momentami, bowiem ma za sobą przeciętny sezon i nie jest tajemnicą, że jest skonfliktowany z prezydentem Hansem-Joachimem Watzke. Sytuację paradoksalnie spotęgował zamach bombowy na autokar wiozący zespół na ćwierćfinał Ligi Mistrzów.

Zespół Łukasza Piszczka walczy o bezpośrednią kwalifikację do LM z Hoffenheim, jednak misją na ten sezon było wydarcie Bayernowi mistrzostwa Niemiec. BVB do lidera traci jednak aż 16 punktów na dwie kolejki przed końcem sezonu.

To właśnie prawy obrońca reprezentacji Polski doskonale zna głównego kandydata włodarzy BVB. Mowa o Lucienie Favre, który w tym sezonie stworzył potężny zespół z przeciętnego OGC Nice i wprowadził go po raz pierwszy w historii do Ligi Mistrzów. Po drodze ograł dwie największe potęgi francuskiej piłki: Paris Saint-Germain i AS Monaco.

Wróćmy do Piszczka - obaj panowie spotkali się już w 2009 roku, gdy Favre był szkoleniowcem Herthy Berlin. To właśnie Szwajcar zupełnie niespodziewanie przemianował Polaka z pozycji napastnika na prawą obronę. Resztę historii doskonale znamy: Piszczek został jednym z wiodących zawodników na swojej pozycji i od 2010 roku rozegrał w Dortmundzie 266 spotkań.

Co może stanąć na przeszkodzie? AS Monaco. Ekipa z Księstwa niedługo może przypieczętować mistrzostwo Francji i chce się zabezpieczyć na wypadek odejścia trenera Leonardo Jardima - zastąpić go miałby właśnie Favre.