Był to pierwszy poważny sprawdzian zawodników aspirujących do kadry narodowej. Trenerzy poszczególnych grup, na podstawie wyników uzyskanych podczas poznańskich regat, dokonają selekcji na zawody Pucharu Świata w Szeged (26-28 maja) i Belgradzie (2-4 czerwca). W regatach kwalifikacyjnych rywalizacja toczyła się tylko w jedynkach.

Na Malcie pojawiła się krajowa czołówka, na czele z medalistkami olimpijskimi z Rio de Janeiro Beatą Mikołajczyk i Martą Walczykiewicz. Partnerka Mikołajczyk z osady – Karolina Naja - zawiesiła karierę.

Podopieczne trenera Tomasz Kryka po igrzyskach miały więcej czasu dla siebie i później zaczęły przygotowania do sezonu. Walczykiewicz dodatkowo borykała się z kontuzją barku. Mimo to doświadczone kajakarki pokazały dobrą formę na progu sezonu i wygrały swoje wyścigi – Walczykiewicz na 200 m, a Mikołajczyk na 500 m.

- Po zgrupowaniu w Wałczu dopadł mnie jakiś wirus, męczyłam się sześć dni. Dopiero w piątek mogłam zjeść normalne śniadanie. Rano zastanawiałam się, czy w ogóle wystartować, ostatecznie zrezygnowałam z "pięćsetki" i popłynęłam tylko 200 m. Forma była dobra, zanim dopadła mnie choroba, mam nadzieję, że do zawodów Pucharu Świata zdążę dojść do siebie – powiedziała PAP Walczykiewicz, która na swoim koronnym dystansie pokonała Annę Puławską (AZS AWF Gorzów Wlkp.) i Dominikę Włodarczyk (Zawisza Bydgoszcz).

Kryk zaznaczył, że jego zawodniczki nie przygotowywały się specjalnie do tego startu, a wyniki nie były dla niego żadnym zaskoczeniem.

- Mieliśmy sporo kłopotów zdrowotnych, pogoda w Wałczu, gdzie przebywaliśmy w ostatnim czasie, nas nie rozpieszczała. Cieszę się, że było "ciasno" w finałach i dziś mogę otwarcie powiedzieć, że w tej chwili mam pięć zawodniczek, które mogą pływać na wysokim poziomie na mistrzostwach Europy i świata. Oprócz Marty i Beaty, to Kasia Kołodziejczyk, Włodarczyk i Puławska. Jeśli one przegrywają z Martą o dziesiętne sekundy, to znaczy, że są w ścisłej czołówce – przyznał trener żeńskiej kadry.

W grupie kanadyjkarzy na olimpijskim dystansie 1000 m oraz na połowę krótszym triumfował ósmy zawodnik z Rio de Janeiro Tomasz Kaczor (Warta Poznań).

- Potwierdziłem swoją formę, choć ona jest jeszcze daleka od tej olimpijskiej z ubiegłego roku. Trenowałem indywidualnie, jak w poprzednich latach, w Poznaniu, z Dariuszem Bresińskim. Zaczęliśmy nieco później, ale sezon jest długi. Dużo dała mi współpraca z Anią Lewandowską, która prowadzi mnie pod kątem dietetyki. Pomogła mi znaleźć sponsorów na odżywki i mam nadzieję, że to zaowocuje medalem w Tokio - mówił Kaczor, który zdradził również, że za cztery miesiące po raz drugi zostanie tatą.

- Ta myśl daje mi pozytywnego "kopa", ale póki co mój 16-miesięczny syn dostarcza mi dodatkowej energii. Jak widzę rano uśmiech na jego twarzy i jak krzyczy: "tata", to nie wiem jak byłbym niewyspany, jestem pozytywnie naładowany - dodał.

Nowy opiekun kadry kanadyjkarzy Marek Ploch nie był zaskoczony wygraną Kaczora, który trenuje poza jego grupą.

- To były pierwsze w tym roku zawody wyższej rangi, takie prawdziwe ściganie. Zawodnicy objęci centralnym szkoleniem spisali się dobrze. Wygranych Tomka Kaczora nie należy traktować w kategoriach niespodzianki. Moi podopieczni przegrali z kanadyjkarzem światowego formatu. Przed nami zawody PŚ, na których zawodnicy będą rywalizować o udział w mistrzostwach Europy i świata - podsumował szkoleniowiec.