Mateusz Borek: Jesteś zawodnikiem, który widnieje wysoko w rankingach, którego wszyscy chwalą. Czy ty sam spodziewałeś się, że po zwycięstwie z Proksą wszystko będzie szło trochę szybciej, dużo szybciej czy zdecydowanie szybciej?

Maciej Sulęcki: Myślałem, że to będzie szło szybko, ale promotorzy trochę mnie studzili. Mówili, żebym nie spieszył się z walkami gdy pojadę do Stanów - żebym się przyzwyczaił do nowych realiów, stylu treningowego po amerykańsku i nowego życia. Ja chcę już wielkich walk, powolutku idziemy do przodu, ale ważne żeby iść do przodu. Dużych walk jak nie było, tak nie ma, ale trzeba walczyć i zbierać doświadczenie. Ja jestem gotowy - zmienię kategorię wagową, nie mam z tym problemów - zacieram rączki!

Z czego wynika fakt, że żaden mający topowych zawodników z pasami promotor nie chce dać ci dużej walki? Twoja klasa sportowa może ich zniechęcać, aby zaryzykować i dać szansę Sulęckiemu? Czy ty masz za duże oczekiwania finansowe?

Broń boże. Mój jedyny wymóg związany z pieniędzmi jest taki, aby były one uczciwe. Może faktycznie to wynikać z tego, że promotorzy boją się zaryzykować walki z młodym, silnym i perspektywicznym zawodnikiem, który nie jest bardzo znany, ale ma zero w rekordzie.

Istniał temat walki z Miguelem Cotto (40-5, 33 KO)?

Doszły nieoficjalne słuchy, że jest coś "grane" z Cotto. Nie było jednak żadnej oficjalnej informacji - byłem brany pod uwagę jako jeden z zawodników na rywala Cotto. Kiedyś odpaliłem sobie Twitterka, zaczepiłem Miguela - wielkim wyróżnieniem był już dla mnie sam fakt, że jestem brany pod uwagę. Fajnie byłoby wyjść do ringu i skopać tyłek jednemu z moich idoli.

Jaka jest koncepcja szkoleniowa na walkę 24 czerwca?

Zostaję z trenerem Pawłem Kłakiem, ponieważ potrzebuję stabilizacji i doskonale się dogadujemy. W Stanach nie będę się przygotowywał z prostego powodu: niedługo zostanę tatą. Tę walkę odbieram w następujący sposób: chcę wrócić na polski ring, pokazać się ludziom z jak najlepszej strony. Nie uważam, że ta walka wypcha mnie daleko w górę, więc chce zaprezentować kibicom jak pięknym sportem jest boks w moim wykonaniu. Dam im show!

Ostatnio sporo czasu spędziłeś z Australii, więc też chcieliśmy zrobić ci przyjemność, abyś za bardzo tego kraju nie zapomniał - stąd wybór twojego rywala.

Zdążyłem się już przekonać, że Australijczycy wychodzą do ringu i dają z siebie maksa. Nie będzie kalkulacji i jestem na to gotowy.

Chcemy wojny, a nie szachów!

Jasne! Od zawsze to powtarzam: chcę wyjść do ringu i dostać w łeb! Chcę, żeby ktoś mnie w końcu podłączył - wtedy poczuję krew. Ostatnimi czasy dostawałem walki z zawodnikami, którzy wychodzili do ringu "przeskakać" kilka minut… To z jednej strony fajnie: nie zmęczę się i pokażę z dobrej strony. Natomiast chciałbym wyjść do ringu i walczyć na poważnie. Z Jerkicem liczę na dobrą walkę, jednak z własnego doświadczenia wiem, że ta walka prawdopodobnie zakończy się przed czasem.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.