Lorek: Orebro skąpane w szczęściu

Żużel
Lorek: Orebro skąpane w szczęściu
fot. Cyfrasport

Mawia się, że na wielką miłość i wspaniały sukces warto długo czekać. Fredrik Lindgren udowadnia, że katorżnicza praca połączona z górskimi pejzażami Andory i solidnym wsparciem technologicznym, przynosi efekty. Szwed dorzucił drugi skalp do wygranej na Ullevi w 2012 roku i pokonał rywali na PGE Narodowym.

Peter Forsberg, znamienity szwedzki hokeista, słynął z doskonałego przygotowania kondycyjnego, bezpardonowej gry i nieziemskiej skuteczności. Dwukrotnie sięgnął po złoto igrzysk olimpijskich. Dwa razy sięgnął po Puchar Stanleya, tyleż samo razy świętował mistrzostwo świata z ekipą Trzech Koron. Koledzy z tafli mawiali na niego „Foppa”. Zaciskał zęby, łamał nadgarstki, pękały kości w dłoniach, grał nie będąc w pełni sił, ale zawsze dawał z siebie wszystko. Tak jak dla „Foppy” wzorem był Hakan Loob, tak Peter Forsberg jest idolem Fredrika Lindgrena. W górskich ostępach Andory próżno szukać plakatów Forsberga wiszących pomiędzy szaletami a kuchnią, ale w rodzinnym mieście Freddie Lindgrena – Orebro, niejedno namiętne spojrzenie powędrowało w stronę posteru z wizerunkiem „Foppy”. Nic dziwnego, że w rodzinie Lindgrenów kocha się lód. Tommy Lindgren uwielbiał ice racing do tego stopnia, że sięgnął po  złoty medal w rywalizacji drużynowej dla Szwecji w 1985 roku. Czasami, wybitnie dla kurażu duszy, Freddie spogląda na lodowe seraki, ale ponad taflę wyraźnie przedkłada narty zjazdowe. Ciskał przekleństwami kiedy Jarek Hampel do spółki z Rafałem „Szuminą” Szombierskim zrzucili go z podium indywidualnych mistrzostw świata juniorów w Kumli w 2003 roku… Siła brzydkich wyrazów wydobywających się wówczas z ust Freddiego skruszyłaby Grenlandię, ale Lindgrenowie to cierpliwy ród. Długo czekali, aby Freddie wydostał się z cienia i zerwał z pleców etykietkę o mało powabnym szyldzie: rokujący nadzieję. Przebywający w Warszawie legendarny menedżer Wolverhampton Wolves – Peter Adams, zna na wylot Fredrika. Adams pracuje co prawda dla Taia Woffindena, ale szczwany lis wie ile wart jest 32-latek z Orebro. W 2003 roku Peter Adams z błyskiem w oku mówił o Fredriku promotorowi „Wilków” – Chrisowi van Straatenowi. Przekonywał, że warto zaprosić młodego Szweda na Monmore Green. Czas pokazał, że eksperyment był udany… To co zademonstrował Freddie w dwunastym wyścigu Lotto FIM GP Polski w Warszawie, przeszło najśmielsze oczekiwania żużlowych purystów.

 

Królestwo za dwunasty wyścig

 

Dwunastka to dziwna liczba. Rzekłbym, że w kręgach zataczających się o zębatkę i dyszę, wręcz osobliwa liczba… 12 wyścig GP w Toruniu w 2011 roku. Pokaz speedwaya malowany pędzlem wyjątkowych artystów. Cóż to był za kwartet! Darcy Ward, Greg Hancock, Tomasz Gollob i Chris Harris. Porywające akcje, choć niektórzy przykleili Harrisowi łatkę statysty… Na PGE Narodowym dwunasty wyścig sprawił, że Petr Ondrasik, były finalista mistrzostw świata, odstawił szklankę z zacnym napojem, a Dawid Celt z Agnieszką Radwańską oniemieli z zachwytu. Mariusz Czerkawski zatęsknił za kijem i bodiczkiem, gdy zobaczył jak całowały się motocykle Lindgrena i Doyle’a. Bezszelestnie nadciągali w pobliże wahacza, byli blisko haka, ale zachowali odstęp. Kosmiczny wyścig. Na wejściu agresywnie w krawężnik wchodził Jason, a na wyjściu z wirażu „szczytował” jegomość z Orebro. Młodszy o 5 lat brat Fredrika – Ludvig, zacierał rączki widząc zwariowane, acz przemyślane akcje obu rycerzy, a Jerzy Szczakiel ekscytował się jakby siedział na beczce prochu. Jakież nerwy i serca mają kibice żużla, skoro po tym przytłaczającym wszelakie zmysły wyścigu, jęli oblizywać wargi na widok Meg, jednej z hostess, która w towarzystwie dwóch rosłych mężczyzn wyposażonych w walkie talkie, ruszyła w trybuny. James Easter, były menedżer amerykańskiej reprezentacji na żużlu z czasów Sama Ermolenko, Billy’ego Hancocka i Grega Hancocka, twórca wyjątkowej firmy „Travel Plus”, z trudem przełykał ślinę, gdy Meg wyprzedzała go po wewnętrznej. Kibice Włókniarza Częstochowa rozmyślali czy nie warto byłoby zaprosić Meg na mecz z „Krzyżakami” z Get Well Toruń, a Meg jak gdyby nigdy nic przeprowadziła zdawkowy wywiad z parą kibiców, która eskortowana przez wątłych osiłków powędrowała do parku maszyn. Cztery wyścigi z perspektywy tylnego błotnika i gogli: istna baśń. Jeszcze kurz nie opadł po dwunastym wyścigu, w którym Lindgren minimalnie pokonał Doyle’a, a wylosowani przez Meg młodzi ludzi opuścili sektor przylegający do trybuny VIP i podążyli do świątyni żużlowych emocji. Frajda tak olbrzymia jakby dotknąć małym paluszkiem bolidu Ayrtona Senny… To ostatni rok, w którym obowiązuje kontrakt pomiędzy Monster Energy a BSI/IMG. Joe Parsons, szeryf amerykańskiej kompanii na Europę Środkową, zapewnia, że puszka przesycona energią zostanie w cyklu GP, ale czeka na ofertę opracowaną przez Torbena Olsena. Ole Olsen, czyli Olsen senior, niestrudzony budowniczy torów, który 16 listopada ukończy 71 lat, spisał się na medal. Przygotował fenomenalny tor, który uchylił wrota dla żużlowców kochających walkę. Jak dotąd kultowym GP zorganizowanym na torze czasowym był turniej na Etihad Stadium w Melbourne w 2015 roku. Wówczas odnosiło się wrażenie, że żużlowcy podróżują po welodromie a la Mark Loram w Bradford w 1997 roku. GP w Warszawie obfitowało w gigantyczne emocje sportowe. Krister Gardell, sędzia zawodów, były żużlowiec Filbyterny Linkoeping i Indianerny Kumli, miał prawo poczuć się jak wódz plemienia Atabasków. Nic tylko wypalić fajkę pokoju i raz jeszcze obejrzeć tasowanie się pomiędzy Fredrikiem a Jasonem. Doyle to spec od dreszczowców. W ubiegłym roku kangur z Nowej Południowej Walii stworzył rzadkiej klasy widowisko z Taiem Woffindenem na stadionie imienia Edwarda Jancarza w Gorzowie Wielkopolskim. Cóż to był za finał GP… Tai piał z zachwytu i komplementował Doyle’a ze wszech miar. Teraz Jason nie mógł nachwalić się Lindgrena. A Joonas Kylmaekorpi, sąsiad Lindgrena z Andory, przesuwał w pamięci setki liczb i odliczał czas do kolejnych zawodów Speedway GP na Łotwie. Hej, azaliż to prawda, że Freddie będzie miał w głowie precyzyjną mapę toru w Daugavpils, wszak przed rokiem ścigał się dla pierwszoligowego Lokomotiv, więc ścieżki z pewnością nie są poplątane, choć Szwed lubi nieuczesane myśli… 97 turniejów GP, 2 zwycięstwa i 788 zdobytych punktów. Imponujące pokłady cierpliwości przechowuje w sobie Fredrik…

 

Wolfgang był pod wrażeniem

 

Przemiły człowiek z ojczyzny walca. Wolfgang Srb – dżentelmen mający w małym palcu historię motocrossu, prezydent FIM Europe, przyjaciel Antonio Cairoli, Stefana Evertsa i Jeffrey Herlingsa, legend w szybowaniu nad hopkami, po raz pierwszy gościł na PGE Narodowym. Żużel w ujęciu globalnym wyraźnie ustępuje motocrossowi, ale widowisko jakie stworzono 13 maja w Warszawie mogło zadowolić bardzo wybrednych kibiców. Pasjonujące wyścigi, znakomita publiczność i pokaz laserowy z baśniowym głosem Krystyny Czubówny – czegóż chcieć więcej? Peter Adams, menedżer Wilków, wolałby usłyszeć doskonałą nutę Led Zeppelin i nakłuwać uszy numerem pt. „Black Dog”, ale nie od razu Kraków zbudowano… Kamil Morydz, człowiek zrodzony na tejże samej piędzi ziemi co generał Józef Zachariasz Bem, trzymał kciuki za Martina Vaculika i doczekał się Słowaka w wielkim finale. Doyley co prawda wyznał, że w pojedynku najlepszych zawodników wieczoru mógł jedynie wygodnie zasiąść na tylnym fotelu i przyglądać się jak Fredrik z Maciejem wyrzucają z siebie morze adrenaliny, ale tak po prawdzie, Jason stawał na rzęsach. Australijczyk był tak piekielnie groźny, że nadciągał od wewnętrznej niczym huragan i zmuszał wrocławianina Macieja Janowskiego do walki na dwa fronty. Magic, światły jegomość, wiedział, że w finale dysponował olśniewająco szybką „szafą”, miał Lindgrena na wyciągnięcie rewolweru, ale musiał przezornie zerkać na krawężnik, bo co rusz po lewej stronie pokazywał mu się mistrz Australii’2015. 49 tysięcy fanów, którzy na stojąco oglądali ostatni wyścig Grand Prix na PGE Narodowym, ogłuszający doping i uśmiech goszczący na twarzy Bartka „Skrzyni” Skrzyńskiego. On, wrocławianin z krwi i kości, udowadnia nam, wędrującym na targ po rzodkiewkę i seler dzięki sile własnych nóg, co tak naprawdę oznacza harmonia ducha. Dochodziła 23 na zegarze, a „Skrzynia” wciąż penetrował park maszyn w Warszawie wdychając żużlowe perfumy. W domu u Adama Skórnickiego stoi słoiczek z fragmentem toru w Mildura. Założę się, że powietrze z parku maszyn na PGE Narodowym spoczywa w specjalnym naczyniu w grocie zamieszkanej przez „Skrzynię” nad Odrą… Bartek otworzy je dopiero po finale The World Games…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze