Przypomnijmy: najpierw było 30. miejsce na liście najlepszych pięściarzy świata według magazynu "The Ring", a później umieszczenie nie jednego, ale dwóch pojedynków "Górala" na specjalnej liście ESPN najwybitniejszych walk ostatniego dziesięciolecia na światowych ringach. Na 38. miejscu listy ESPN znalazł się pojedynek Adamka ze Steve'em Cunninghamem z 2008 roku, zaś osiem miejsc wyżej, właśnie ta pierwsza, odbyta dokładanie dwanaście lat temu, walka "o przeżycie" z Paulem Briggsem.

 

Kryteria wyboru były jednoznaczne – walka musiała być ekscytująca nie tylko dla znawców, ale i zwykłych fanów boksu, musiała być toczona o znacząca stawkę w rankingach lub utrzymanie statusu niepokonanego. I odbywać się przed pełną entuzjazmu widownią. Przeczytajmy, jak amerykańscy dziennikarze uzasadniali wybór walk Tomka, jednego z niewielu bokserów mających w "pięćdziesiątce" dwa pojedynki.

POZYCJA 30:


Tomasz Adamek (28-0) – Paul Briggs (23-1)


Data i miejsce: 21 maja 2005 roku, United Center w Chicago.
Stawka: tytuł mistrza świata wagi półciężkiej World Boxing Council, o który walczyło dwóch pretendentów
Rezultat: zwycięstwo Adamka stosunkiem głosów: 114-114, 115-113, 117-113.


To była walka dwóch nieustraszonych wojowników i naprawdę trudno rozgraniczyć te 24 rundy bitwy pomiędzy Polakiem Adamkiem i Australijczykiem Briggsem. Aż trudno uwierzyć, że pierwsza z tych brutalnych wojen nie była transmitowana przez amerykańską telewizję. Jeszcze trudniej, że są jeszcze tacy pięściarze jak Adamek.


Określenie "straszny twardziel" to dla niego zdecydowanie za mało. Adamek miał pęknięty nos na kilka tygodni przed walką. Miał okazję się wycofać, ale zdecydował się ukryć kontuzję, mówiąc później, że chęć zdobycia tytułu była zbyt silna. Skończyło się na tym, że przez 12 rund połykał krew płynącą z pękniętego ponownie podczas walki nosa, nazywając kontuzję "najcięższą jaką miał w życiu". Już w trzeciej rundzie Polak miał zapuchnięte oko, w ósmej był bliski znokautowania, ale szczęśliwie dla polskiego wojownika oddawał Briggsowi cios za cios i jeszcze z nawiązką, zdobywając tytuł WBC.


W tak samo brutalnym rewanżu, pomimo nokdaunu już w pierwszej rundzie, Adamek obronił tytuł, a komentujący dla HBO ten pojedynek Larry Merchant najlepiej podsumował to co działo się na ringu podczas walki Adamek – Briggs: "Oczy mnie bolały od patrzenia jak oni się biją".


POZYCJA 38:


Steve Cunningham (21-1) – Tomasz Adamek (35-1)


Data i miejsce: 11 grudnia 2008 roku, Prudential Center w Newarku.


Stawka: tytuł mistrza świata International Boxing Federation, broniony przez Cunninghama (21-1), i pierwsze miejsce w rankingu w wadze junior ciężkiej magazynu "The Ring".


Rezultat: zwycięstwo Adamka niejednogłośną decyzją 115-112, 112-114, 116-110.


To była najlepsza walka w tej kategorii wagowej od czasu pojedynku Holyfield – Oawi. Pomimo tego, że przez większość walki Cunningham kontrolował jej przebieg lewym prostym zadając więcej celnych ciosów niż Polak, to niezniszczalny Adamek zadał silniejsze ciosy, doprowadzając do trzech nokdaunów. Walka była tak wyrównana, że nawet w rundach w których Adamek kładł Cunninghama na deski, sędziowie punktowali 10-9 dla obrońcy tytułu. Adamek, były mistrz świata w wadze półciężkiej, zaliczył swój pierwszy nokdaun szybkim ciosem z prawej ręki na zakończenie drugiej rundy. W czwartej Cunningham przypuścił zdecydowany atak, prawie powstrzymując chwiejącego się na nogach Polaka. Niesamowita runda dobiegała końca, a mający granitową szczękę Adamek przyjmował cios za ciosem do tego stopnia, że komentujący pojedynek dla stacji "Versus" Wallace Matthews powiedział, że "gdyby Cunningham miał silniejszy cios, ta walka skończyłaby się 30 sekund temu". Kiedy Cunningham o mało się nie "wystrzelał", kończyła się runda, Adamek znowu powalił go na deski ciosem, który relacjonujący dla "Versusa" Nick Charles określił jako " prawa ręka znikąd". Nawet w ósmym starciu, kiedy cios Adamka zmusił Amerykanina do przyklęknięcia na kolano, Cunningham ciągle zadawał ciosy, czyniąc tę rundę trudną do punktowania.


Kiedy skończył się pojedynek, zarówno wśród dziennikarzy jak sędziów opinie "kto wygrał" były bardzo rozbieżne. To nie miało znaczenia: wygrali kibice, a my ciągle czekamy na rewanż...