Mało kto spodziewał się, że po dwóch jak dotąd rozegranych rundach liderem klasyfikacji generalnej będzie Szwed Fredrik Lindgren, który zachwyca wszystkich swoją skuteczną jazdą na silnikach GTR, które coraz bardziej są rozsławiane w światku żużlowym. Przy takiej postawie popularnego Fredki, już niedługo cała czołówka będzie ścigać się na ów sprzęcie, a popularne Jawy i GM-y pójdą w niepamięć. I pomyśleć, że jeszcze na przełomie obecnej dekady mówiło się, że ktoś taki jak Lindgren nie ma prawa zaistnieć w światowym speedwayu. Pamiętamy jaka krytyka była kierowana w jego oraz w stronę Nielsa Kristiana Iversena, kiedy to ci ścigali się w barwach Falubazu Zielona Góra, często zawodząc. Po czasie, Duńczyk odrodził się w Stali Gorzów i zdążył zdobyć medal IMŚ. Być może teraz nadszedł czas na Szweda?

 

Do końca jeszcze daleka droga, ale żużlowiec ścigający się obecnie dla rybnickich Rekinów ma szansę, aby w klasyfikacji generalnej jeszcze bardziej umocnić swoją pozycję. Wszak następny turniej odbędzie się na torze Lokomotivu Daugavpils, w którym to jeszcze nie tak dawno startował i był czołową postacią pierwszoligowca. Oczywiście jest wielu zawodników z Grand Prix, którzy doskonale znają ten owal, ale akurat Fredrik ma z niego najświeższe wspomnienia i pytanie, czy wykorzysta tę wiedzę w najbliższą sobotę. Gdyby tak się udało, wówczas szwedzcy kibice mogliby naprawdę zacząć wierzyć, że znajdzie się ktoś kto udźwignie ciężar legendarnego Tony’ego Rickardssona, który jako ostatni jeździec z kraju Trzech Koron sięgał po mistrzowski tytuł w 2005 roku.

 

Konkurencja jednak nie śpi. Wiceliderem klasyfikacji przejściowej jest podrażniony poprzednim sezonem Australijczyk Jason Doyle, który był o krok od pierwszego w karierze mistrzostwa świata, ale na przeszkodzie stanęła mu kontuzja. Zawodnik Ekantor.pl Falubazu Zielona Góra do pierwszego miejsca traci pięć punktów. Podium na tę chwilę uzupełnia Martin Vaculik, który wygrał już jeden turniej Grand Prix w tym sezonie w słoweńskim Krsko i na pewno nie spocznie na laurach.

 

Tuż za podium plasuje się dwójka Polaków, która spróbuje zaatakować czołowe lokaty. Maciej Janowski i Patryk Dudek mają taki sam dorobek punktowy, ale już dziesięć oczek mniej od Lindgrena, toteż wielce wskazane jest odrobienie chociaż części strat. Ten pierwszy już wie jak smakuje zwycięstwo na Łotwie, ponieważ wygrał tam w 2015 roku w pamiętnej deszczowej aurze, kiedy to zawody zostały przedwcześnie przerwane. Mile widziana będzie powtórka sprzed dwóch lat, ale już w pełnowymiarowym wydaniu. Liczymy także na pozostałych reprezentantów, którzy do tej pory spisują się w kratkę. Siódmy w klasyfikacji jest Bartosz Zmarzlik, którego potencjał jest znacznie wyższy niż obecna lokata, o czym zresztą przekonał nas wszystkich rok temu, kiedy to w debiucie w cyklu zgarnął brązowy medal. Wciąż jakby nie może odnaleźć się w tym wszystkim Piotr Pawlicki, dla którego to także drugi sezon w Grand Prix, ale znowu niezmiernie chaotyczny, z nierówną jazdą oraz upadkami. Tu potrzebna jest stabilizacja i spokój, bo przecież wychowanek Unii Leszno wie jak wygrywać z najlepszymi.

 

Słabo też spisuje się obrońca mistrzowskiego tytułu, Amerykanin Greg Hancock, który znajduje się poza czołową ósemką. Czyżby klątwa mówiąca o tym, że w Grand Prix niezmiernie trudno jest obronić złoto miała sprawdzić się także w przypadku 47-latka? Ostatni raz uczynił to Nicki Pedersen, który wygrywał cykle w latach 2007-2008. Od tamtej pory nikomu ta sztuka nie udała się. Notabene, Duńczyka niestety zabraknie na Łotwie ze względu na kontuzję. Szkoda, bowiem Power zawsze dobrze spisywał się na owalu przy ul. Jelgavasa 54, a ponadto jego sytuacja punktowa podobnie jak Hancocka jest trudna. Ten drugi aż trzykrotnie wygrywał Grand Prix Łotwy, ale teraz faworytem nie będzie. Mówimy jednak o mistrzu świata, toteż na pewno nie można go lekceważyć.

 

W stawce jest jeszcze wielu innych żużlowców, których stać na sukces. Zobaczymy jak zaprezentuje się dzika karta, Maksim Bogdanow, który będzie chciał pokazać się jak najlepiej przed własną publicznością.

 

Lista startowa:
1. Matej Zagar (Słowenia)
2. Tai Woffinden (Wielka Brytania)
3. Niels K. Iversen (Dania)
4. Fredrik Lindgren (Szwecja)
5. Jason Doyle (Australia)
6. Greg Hancock (USA)
7. Peter Kildemand (Dania)
8. Maciej Janowski (Polska)
9. Maksim Bogdanow (Łotwa)
10. Bartosz Zmarzlik (Polska)
11. Chris Holder (Australia)
12. Piotr Pawlicki (Polska)
13. Emil Sajfutdinow (Rosja)
14. Martin Vaculik (Słowacja)
15. Antonio Lindbäck (Szwecja)
16. Patryk Dudek (Polska)
17. Ķasts Puodžuks (Łotwa)
18. Jevgeņijs Kostigovs (Łotwa)