Na kolejkę przed zakończeniem sezonu ekstraklasy Legia z dorobkiem 43 punktów prowadzi w tabeli. Po dwa mniej mają Jagiellonia i Lech, które w niedzielę zagrają ze sobą w Białymstoku oraz Lechia, która wystąpi w Warszawie.

 

"W piłce nożnej wszystko jest możliwe, ale w tym przypadku nie przewiduję niespodzianki. Według mnie Legii nie stanie się już nic złego. Teraz wszystko zależy od stołecznego zespołu, który nie musi się oglądać na wyniki rywali. Poza tym gra na własnym stadionie z Lechią, która w tym sezonie prezentuje dwa oblicza. Drużyna Piotra Nowaka zupełnie inaczej wygląda na wyjazdach niż u siebie" - powiedział PAP Gilewicz.

 

Według niego jednak Lechia postawi "Wojskowym" trudne warunki.

 

"Zespół z Gdańska nie ma nic do stracenia i nie będzie kalkulował. Zawodnicy w tym spotkaniu powinni pokazać, na co ich stać i że nie przez przypadek liczą się w walce o mistrzostwo Polski do samego końca" - podkreślił były napastnik.

 

Dodał, że obecna sytuacja w tabeli powoduje, że do końca sezonu rozgrywki ligowe są emocjonujące.

 

"Jest znacznie ciekawiej niż choćby za czasów Stanisława Czerczesowa w Legii, kiedy Rosjanin przejął zespół, gdy ten miał 10 punktów straty do prowadzącego Piasta Gliwice, a potem spokojnie zdobył mistrzostwo Polski. Wówczas stołeczna drużyna wyraźnie dominowała w naszej ekstraklasie" - przyznał Gilewicz.

 

W tym sezonie najbardziej zaimponowała mu jednak Jagiellonia, która zajmowała pierwsze miejsce w tabeli po rundzie zasadniczej.

 

"Trener Michał Probierz wykonał świetną pracę, bo stworzył zespół z charakterem. Z czołowej czwórki ekipa z Białegostoku ma najniższy budżet, a co za tym idzie zawodników o najniższej wartości. Jednak ci piłkarze pokazali, że trzeba się z nimi liczyć i zasługują na drugie miejsce" - podsumował Gilewicz.

 

Ostatnia, 37. kolejka odbędzie się w najbliższy weekend. W piątek rozegrane zostaną mecze w grupie spadkowej (godz. 20.30), a w niedzielę w mistrzowskiej (godz. 18).