Problem z terminarzem. Nieudolność władz czy nadmiar imprez?

Żużel
Problem z terminarzem. Nieudolność władz czy nadmiar imprez?
fot. PAP

Truizmem byłoby powiedzieć, że żużel to sport specyficzny, wszak każda dyscyplina ma w sobie więcej lub mniej folkloru. Decyzje podejmowane przez żużlowe władze i konsekwencje jakie później następują sprawiają jednak, że ów sport wychodzi przed szereg, ale niekoniecznie w dobrym świetle.

Speedway sam w sobie jest sportem kuriozalnym. Sam fakt, że zawodnicy ścigają się na motorach bez hamulców już daje wiele do myślenia laikowi, który nie śledzi na co dzień tej dyscypliny. Reprezentowanie kilku klubów w jednym sezonie przez zawodników to już norma, która zdecydowanie odbiega chociażby od innych dyscyplin. To jest ten wcześniej wspomniany folklor, który stanowi esencję tego sportu i wcale nie trzeba tego zmieniać. Co innego w przypadku zarządzających tym sportem…

 

8 maja zaplanowany jest zaległy mecz w rozgrywkach PGE Ekstraligi pomiędzy Ekantor.pl Falubazem Zielona Góra i Włókniarzem Vitroszlif Crossfit Częstochowa. Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że tego samego dnia mają odbyć się półfinały Indywidualnych Mistrzostw Polski na torach w Opolu i Ostrowie Wielkopolskim, w którym wystąpić mają przedstawiciele obu klubów! Nikt chyba, oprócz kibiców i dziennikarzy, nie widzi w tym żadnego problemu. Wszak pamiętamy jak kiedyś polscy reprezentanci zdobywali w Lesznie złoto DPŚ, które z powodu opadów deszczu zostało przełożone z soboty na niedzielę rano, a tego samego dnia kilku z nich pojechało wieczorem w meczu ligowym. To nie żart, to żużel.

 

Innym paradoksem jest odwoływanie spotkań ligowych ze względu inne turnieje na drugim końcu Europy, których ranga jest zdecydowanie mniejsza. W przypadku Grand Prix lub wcześniej wspomnianego Drużynowego Pucharu Świata nie byłoby dyskusji, ale już kiedy mówimy o jakichkolwiek eliminacjach, dodatkowo młodzieżowych – to już powoduje białą gorączkę w polskich klubach. Niedawno mieliśmy taki przykład w Częstochowie, gdzie miało dojść do starcia tamtejszego Włókniarza z Get Well Toruń. Piękna pogoda, świecące słońce, ale meczu nie ma, bo kilkaset kilometrów dalej nie mogły odbyć się zawody we włoskim Terenzano, w którym startował jeden z zawodników ekipy z Torunia. Nie dość, że z niepokojem patrzymy w niebo w naszym kraju, to jeszcze niejednokrotnie musimy spoglądać poza horyzont. Żaden kibic nie kupi argumentu, który mówi, że impreza rangi międzynarodowej zawsze będzie wyżej notowana od rodzimych rozgrywek. Wszędzie, ale nie w żużlu, no chyba że za wyjątkiem Grand Prix i DPŚ.

 

Układanie terminarza na cały rok nie jest łatwe w tym sporcie ze względu na nadmiar imprez. Zbyt duża liczba różnego rodzaju kwalifikacji, eliminacji sprawia, że coraz ciężej znaleźć miejsce na naprawdę istotne imprezy. Tutaj można postawić pytanie bez odpowiedzi: Czy nie należałoby tego zmienić?

 

Tymczasem panowie w garniturach od czasu do czasu próbują nam serwować różnego rodzaju zawody, których niezbędność jest wątpliwa. Osobiście nic nie mam do Speedway Best Pairs, zreformowanych rozgrywek Speedway European Championship, czy nawet Speedway World League – ale pod jednym warunkiem, że żadna z tych imprez nie będzie nadrzędna w kontekście spotkań ligowych, które zawsze były, są i będą esencją speedwaya w Polsce.

 

Ostatnia kwestia w kontekście kalendarza to podróżowanie zawodników, które jest oczywiście czymś naturalnym w tym sporcie, ale można byłoby im nieco ułatwić życie. Nie raz żużlowcy są zmuszani, aby wciągu jednej nocy pokonać kilkaset, a czasami nawet ponad tysiąc kilometrów! Kiedy zawody typu X są zaplanowane w dalekiej Rosji lub we Włoszech, akurat zawsze dzień później ma odbyć się liga polska. W momencie, kiedy w naszym kraju jest impreza Y lub Z, to zawodnicy mają wolne dnia następnego, bo kolejka wówczas pauzuje… Gdzie tu logika?

 

Podobno mówi się, że polskie władze mają już powoli tego dosyć i chcą to zmienić (chodzi głównie o odwoływanie spotkań w Polsce ze względu na inne zawody) . Ten problem pojawia się jednak rokrocznie, a efektów nie widać. Polska nie jest pępkiem świata jeśli chodzi o żużel, ale powinna mieć zdecydowanie więcej do powiedzenia, bo gdy powiemy „veto”, to zobaczymy po której stronie staną zawodnicy, którzy u nas z głodu nie umierają.

Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze