Piłka nożna

Historyczny triumf Realu Madryt! "Królewscy"...

Jeden z Polaków opuścił już szpital. MSZ zapewniło, że polski konsul w Mediolanie udziela pomocy konsularnej drugiemu poszkodowanemu i jest w kontakcie z jego rodziną.

 

Do 1400 wzrosła liczba osób, które odniosły obrażenia w wyniku paniki, jaka wybuchła w sobotę w strefie kibica, zorganizowanej z okazji finału Ligi Mistrzów na placu w Turynie we Włoszech. Ten nowy bilans podano w niedzielę rano po całonocnej akcji niesienia pomocy.

Osiem osób jest poważnie rannych, w tym jedno dziecko.

 

Wielu spośród poszkodowanych już opuściło szpitale i punkty pogotowia ratunkowego.

 

Do zdarzenia doszło w trakcie wspólnego oglądania transmisji z Cardiff, gdzie trwał mecz finału Ligi Mistrzów Real Madryt-Juventus Turyn. Na centralnym Piazza San Carlo zgromadziły się tysiące osób.

 

Gdy nagle zawaliła się części metalowej konstrukcji, a ludzie usłyszeli huk, zaczęto krzyczeć o bombie. Setki osób rzuciły się do ucieczki, tratując się nawzajem.

 

Na placu pozostało wiele butów i torebek. Cała okolica jest zdewastowana.

 

W turyńskich szpitalach wprowadzono nadzwyczajny stan kryzysowy w związku z masowym napływem rannych - taki sam, jaki przewiduje się w przypadku ataku terrorystycznego.

 

Burmistrz Turynu Chiara Appendino pisała wcześniej na Twitterze, że jest wstrząśnięta tym, co się stało.

 

Z kolei szef wydziału zdrowia w zarządzie miasta Antonio Saitta powiedział, że bardzo wielu rannych odniosło obrażenia z powodu leżącego wszędzie szkła. "Tego łatwo można było uniknąć" - stwierdził. Jego zdaniem winę ponoszą ci, którzy wpuścili ludzi na plac bez kontroli i pozwolili im na wniesienie szklanych butelek.


Finałowy mecz w Cardiff wygrali piłkarze Realu 4:1.