Robert Murawski: Pierwszy weekend Ligi Światowej reprezentacja Polski zakończyła z dobrym bilansem: dwa zwycięstwa – jedna porażka, ale ostatni mecz turnieju w Pesaro chyba nieco popsuł nastroje, które po zwycięstwach nad Brazylią i Włochami były bardzo optymistyczne?

 

Ireneusz Mazur: Pierwsi przeciwnicy Polaków to absolutna czołówka światowa: mistrz i wicemistrz olimpijski. Wygranie z nimi było nie tylko sukcesem sportowym, ale i sprawą prestiżową. Po dobrych występach w tych dwóch meczach, niewątpliwie więcej oczekiwaliśmy po starciu z Iranem – drużyną, która wcześniej poniosła dwie porażki. Wydawało się, że ta reprezentacja jest skazana na przegraną również w konfrontacji z Polską, stało się jednak inaczej.

 

Co zadecydowało o porażce Polaków z Iranem?

 

Złożyło się na to kilka spraw. Mam wrażenie, że w szeregach reprezentacji Polski nastąpiło, może trochę mimowolnie, pewne rozluźnienie przed tym meczem. Trudno się temu dziwić: po ograniu dwóch topowych zespołów, Iran – choć to drużyna nieobliczalna – nie wydawał się rywalem aż tak groźnym. Wiem, również z własnego doświadczenia, że w trzecim takim meczu szalenie trudno jest utrzymać koncentrację. Do tej dekoncentracji, pewnego rozluźnienia mogło dojść zmęczenie. Uśpił nas też pierwszy set, wygrany łatwo, tak trochę z rozpędu. Warto również wspomnieć o zmianach. W pierwszych meczach sporą rolę odegrały zagrywka i blok Bartłomieja Lemańskiego, który w spotkaniu numer trzy nie pojawił się w wyjściowej szóstce. Trener dokonał również zmiany na przyjęciu.

 

Czy po dwóch wygranych meczach te zmiany były potrzebne?

 

Takie zmiany są konieczne i są wykonywane w sposób planowy, bo przecież tych meczów jest dość dużo, a oprócz tego jest cel nadrzędny, czyli mistrzostwa Europy w Polsce. Trener musi więc mieć jakiś plan związany z rotacją zawodników, rozkładem obciążeń. Z tej przegranej nie warto robić wielkiego dramatu. Po tym turnieju, zarówno po wygranych meczach, jak i po tej porażce, trener ma sporo materiału do przemyśleń, które powinny pozwolić mu uniknąć podobnych błędów w przyszłości.

 

Co po tych pierwszych meczach możemy powiedzieć o pracy trenera Ferdinando De Giorgiego? Oglądaliśmy sytuację nieco inną, niż w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, gdzie zwykle stawiał na jedną szóstkę zawodników. W Pesaro rotował składem. W kluczowych momentach setów nie bał się zdjąć z parkietu największych gwiazd i wstawić w ich miejsce zawodników z mniejszym doświadczeniem.

 

Tak, to było komplementowane. Myślę, że jest to jeden z elementów, w którym Ferdinando De Giorgi pokazał odwagę i zmysł trenerski. W dwóch pierwszych meczach te zmiany odegrały kluczową rolę, w trzecim to już jednak nie wystarczyło do odwrócenia losów rywalizacji. Wiemy również, że w klubie trener ma ograniczoną liczbę zawodników i z reguły jest tak, że ten skład jest dosyć stały. Reprezentacja daje trochę inne możliwości, tu trzeba rotować, iść szerszą ławą.

 

Których polskich siatkarzy można nazwać bohaterami tego weekendu, a którzy na tym etapie sezonu nie są jeszcze w najwyższej formie i rozegrali we Włoszech słabsze zawody?

 

To jest normalny stan rzeczy. Zakończenie sezonu, krótki okres urlopowy, ciężka praca na zgrupowaniu w Spale... To wszystko dało znać o sobie i nie wszyscy zawodnicy są już w tym momencie w optymalnej formie. Nie ma więc powodu, żeby wskazywać siatkarzy, którzy byli w nieco słabszej dyspozycji. Nie chciałbym klasyfikować poszczególnych graczy, siatkówka to gra zespołowa i zarówno zwycięstwa, jak i porażki są udziałem wszystkich zawodników. Warto dodać, że nowy trener to również nowy duch w zespole, nowa siła, nowa energia i nowe oczekiwania. Widać było, że zawodnicy chcą się pokazać. Myślę, że niektórzy – szczególnie w dwóch pierwszych meczach  – pokazali nawet więcej, niż można było od nich oczekiwać. Warto zaznaczyć dobre wejście do składu młodych zawodników, takich jak Bartłomiej Lemański, Aleksander Śliwka czy Maciej Muzaj. Kilku innych, których już znamy z występów w drużynie narodowej, jak choćby Dawid Konarski, przeniosło swoją dobrą grę z sezonu ligowego na reprezentację. Oczywiście, kilku graczy odkryło swoje słabsze strony, nad którymi trzeba pracować.

 

Trochę krytyki spadło choćby na Bartosza Kurka, który w spotkaniach z Brazylią i Włochami nie imponował skutecznością w ataku, a w trzecim meczu nie przebywał na parkiecie zbyt długo...

 

Myślę, że te oceny krytyków są zbyt płytkie. Bartosz Kurek miał swe problemy w Bełchatowie, gdzie trenerzy uznali, że będzie rezerwowym na pozycji atakującego. Na szczęście, w miarę szybko się obudzili i przesunęli go na przyjęcie. Dzięki temu udało mu się zbudować formę sportową i pomóc drużynie w awansie do finału PlusLigi. Przypuszczam, że teraz odreagowuje sprawy związane z obciążeniami treningowymi w reprezentacji. Moim zdaniem Kurek to zawodnik, który ma nam wygrywać duże imprezy, powinien być dobrze przygotowany do najważniejszych meczów. To nie jest tak, że Kurek jest w złej formie, on jest dopiero w procesie budowania optymalnej formy. Wierzę w to, że jego dobra dyspozycja przyjdzie w kluczowych momentach.

 

Czego możemy spodziewać się po występie Polaków w Warnie, w drugim turnieju Ligi Światowej, gdzie – obok Brazylijczyków, z którymi już graliśmy – rywalami będą również Bułgarzy i Kanadyjczycy?

 

W mojej ocenie taki sam wynik, jak w pierwszym turnieju, czyli dwa zwycięstwa – jedna porażka, będzie zadowalający. Chciałbym przede wszystkim potwierdzenia dobrej dyspozycji z dwóch pierwszych gier imprezy w Pesaro. Liczę na to, że ta drużyna będzie stabilizowała swoją formę sportową. Wierzę, że ten duch, ta nowa energia, która weszła do drużyny wraz z nowym trenerem, będzie czynnikiem kluczowym w mobilizacji i koncentracji przed najważniejszymi meczami.

 

Dodatkowym smaczkiem tego turnieju będzie rywalizacja Stephane Antigi ze swymi byłymi podopiecznymi z reprezentacji Polski. Prowadzona przez niego Kanada bardzo przyzwoicie, bo od dwóch wygranych, rozpoczęła te rozgrywki.

 

Stephane Antiga z Kanadyjczykami dobrze zaczął ten sezon. Jego praca z reprezentacją Polski to już historia, on teraz buduje nową historię, nową drużynę. To wciąż jest bardzo młody trener, przed nim kolejne wyzwania i zapewne konfrontacja z reprezentacją Polski będzie go dodatkowo mobilizowała. Dla polskich siatkarzy będzie to okazja to spotkania z byłym trenerem. Jedni wspominają go miło, inni mniej miło, ale gdy rozpocznie się to spotkanie, wszystkie te sprawy odejdą gdzieś na dalszy plan. Myślę, że te akcenty emocjonalne bardziej będą u kibiców, niż u samych zawodników.

 

W załączonych materiałach wideo fragmenty meczów: Polska – Brazylia (3:2), Polska – Włochy (3:1), Polska – Iran (1:3), Włochy Brazylia (1:3) oraz Kanada – USA (3:2).