Cztery mecze w play-offach i zaledwie jedna wygrana. To bilans niegodny mistrza. A taki właśnie osiągnęli w fazie pucharowej obrońcy tytułu grając na wyjazdach. W ćwierćfinale porażka i wymęczone zwycięstwo z Polpharmą Starogard Gdański. W półfinale dwie przegrane ze Stalą Ostrów Wielkopolski.

W tej sytuacji słowa kapitana Stelmetu Łukasza Koszarka dziwić nikogo nie mogą. - Mam nadzieję, że odczarujemy nasze fatum. Graliśmy w play-off cztery mecze na wyjeździe i żaden z tych meczy nie był rewelacyjny. Fartownie wygraliśmy w Starogardzie, za oba mecze w Ostrowie Wielkopolskim zagraliśmy źle.

Stelmet w fazie pucharowej u siebie i na wyjeździe to dr Jekyll i pan Hyde. Na wyjeździe koszykarze z Zielonej Góry rzucają 68,7 p., podczas gdy u siebie ta średnia wynosi 90. Ponad 20 punktów różnicy! A skuteczność z gry? Na wyjazdach, z wyjątkiem wygranego meczu z Polpharmą, tylko raz powyżej 40 procent. U siebie co najmniej 50 procent to norma.

Ale nie tylko wyjazdowe słabości Stelmetu wlewają nadzieję w miejscowych. - Jak wrócimy do Torunia, to będzie tam nasz boisko i tam zwyciężymy dwa razy – pocieszał się po drugim przegranym meczu Krzysztof Sulima.

Po dwóch pierwszych pojedynkach właściwie tylko zmiana lokalizacji serii to argument za tym, że w tych finałach może się coś zmienić. Bo argumentów sportowych zdecydowanie brakuje drużynie z Torunia.

Polski Cukier w grze umiał się utrzymać zaledwie przez niecałe 20 minut.  W pierwszym meczu to była dająca nadzieję na odrobienie strata, w drugim goście długo prowadzili. Ale to co było najbardziej charakterystyczne w grze gospodarzy to pewność siebie. Pewność mistrza? Być może. Koszykarze z Zielonej Góry nie popadali w panikę nawet gdy przegrywali. Grali swoje, znając swoją siłę.

Ta siła kryła się przede wszystkim w szerokim składzie. Wygląda na to, że mamy dużo lepszych rezerwowych – zauważył po meczu Koszarek. Liczby nie kłamią. Zawodnicy wchodzący z ławki Stelmetu rzucili w obu pojedynkach 79 punktów, a Polskiego Cukru 33. Krótki rzut oka na ławki wiele wyjaśnia. U mistrzów siedzą na początku Adam Hrycaniuk, Przemysław Zamojski, Jarosław Mokros, Karol Gruszecki czyli czterech reprezentantów Polski, a do tego świetny w finale rozgrywający James Florence. W drużynie Pierników Łukasz Wiśniewski, Tomasz Śnieg, Aleksander Perka czy Jure Skifić.

 

Sytuacja Torunian nie jest więc wesoła. Ale plan podobno mają. Jak mówił Sulima po drugim pojedynku przyjezdni „odrobili lekcje w połowie” i na połowę to wystarczyło. Teraz jednak trzeba odrobić ją w całości. A potem zastosować. A co konkretnie?

 

Zatrzymać kontratak, wygrać zbiórkę i walczyć, jeżeli to zrobimy to zwyciężymy – twierdzi Sulima. Jedno jest pewno proste to nie będzie na pewno.

Transmisja meczu Polski Cukier Toruń – Stelmet BC Zielona Góra w Polsacie Sport Extra. Początek studia o 17.20.