Marcin Feddek: Wypada, żeby to właśnie kapitan powiedział pierwsze słowa po przegranym meczu. Gdybyście zagrali w przerwszej połowie tak odważnie jak w drugiej, to może wynik ułożyłby się inaczej. Czemu cofnęliście się od razu po strzeleniu gola? Taki był pomysł?

Tomasz Kędziora: Nie było takiego pomysłu. Po prostu cofnęliśmy się za głęboko łącznie z całą linią pomocy. Powinniśmy bronić znacznie wyżej, ale Słowacy zepchnęli nas do defensywy i wykorzystali swoje sytuacje.

Tak naprawdę w pierwszej połowie był problem z wyprowadzaniem piłki. Mariusz Stępiński cofał się bardzo głęboko i nie mieliście jak rozgrywać akcji. W rezultacie nawet po odbiorze w ofensywie brakowało ludzi...

Przede wszystkim brakowało nam utrzymania piłki z przodu. Z tyłu jeszcze jakoś to wyglądało. "Mario" wiadomo starał się, ale niestety nie zawsze to wychodzi. Szkoda tej pierwszej połowy, bo gdybyśmy zagrali tak jak w drugiej, to mielibyśmy szansę na zwycięstwo.

Przegraliście pierwszy mecz i tak naprawdę stoicie pod ścianą. Żeby awansować dalej będziecie musieli wznieść się na wyżyny. Wydaje mi się, że odstawaliście od Słowaków również fizycznie, czy może jednak się mylę?

Myślę, że mieliśmy więcej sytuacji od Słowaków. Główkę Pawła Dawidowicza i sam na sam Przemysława Frankowskiego obronił ich bramkarz. Swoją sytuację miał również Karol Linetty. Gdybyśmy je wykorzystali, to teraz rozmawialibyśmy w innych humorach.

Rozmowa z Tomaszem Kędziorą w załączonym materiale wideo.