Kiedy prezydent Roc Nation Sports Michael Yormark po raz kolejny oskarżył Rosjanina o "chamskie zachowanie", zrobiło się naprawdę gorąco. Sam Kowaliow, po krótkim podziękowaniu transmitującej w USA walkę telewizji HBO oraz dziennikarzom, wskazał palcem na Warda, powiedział "bądż przygotowany!" i z trenerem Johnem Davidem Jacksonem oraz menedżerem Egisem Klimasem... opuścił konferencję.

 

Za wyjście z konferencji bardzo skrytykował Kowaliowa menedżer Warda, bardzo znany w środowisku pięściarskim i muzyki rap James Prince. - Może tak się ludzie zachowują w Rosji, ale nie w Ameryce. Rozumiem, że na konferencję po walce Kowaliow też nie przyjdzie, bo znowu przegra... - powiedział Prince. Skończyło się na tym, że zamiast oczekiwanej konfrontacji twarzą w twarz Warda z Kowaliowem, zobaczyliśmy twarzą w twarz Warda, ale z występującym również na gali znakomitym Guillermo Rigondeaux.

 

Trudno się dziwić zdenerwowaniu "Krushera", znając finansowe kulisy pojedynku w Las Vegas. Ward ma zagwarantowaną przez Roc Nation Sports wypłatę przynajmniej 6,7 mln dolarów, natomiast gwarancja Kowaliowa wynosi... ZERO. Rosjanin otrzyma, po zapłaceniu wszystkich kosztów, 75 procent wpływów z PPV oraz sprzedaży biletów. Biorąc pod uwagę słabe zainteresowanie tym pojedynkiem, już teraz wiadomo, że będzie to kilkakrotnie mniej niż wypłata jego rywala.

 

Transmisja walki Andre Ward - Siergiej Kowaliow w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport.