Marcin Lepa: Po igrzyskach olimpijskich pański zespół został poważnie zmieniony. W czym tkwi sekret, że reprezentacja Stanów Zjednoczonych co roku prezentuje bardzo wysoki poziom?

 

John Speraw: Dla nas najważniejszą imprezą są zawsze igrzyska olimpijskie.  Co za tym idzie, budując drużynę, pracujemy w cyklu czteroletnim. Gdy rozpoczynałem pracę z kadrą, wiedziałem, że kilku naszych weteranów prędzej czy później zakończy kariery. To był więc nieuniknione i w naszych szeregach musiała pojawić się młodzież. Pojawiły się także kontuzje. Tym bardziej musieliśmy szukać nowych zawodników. Koncentrujemy się na graczach uniwersyteckich. Większość chłopaków jeszcze się uczy albo dopiero co zakończyła edukację. Ten system świetnie się sprawdza. To, że wszyscy są w podobnym wieku sprawia, że atmosfera jest bardzo dobra. Mieliśmy też trochę szczęścia, że trafili się nam tacy zawodnicy, jak Taylor Sander.

 

To niesamowite, że cała grupa jest od samego początku tak znakomicie przygotowana fizycznie, jak i mentalnie.

 

Dokładnie. Bardzo się z tego cieszymy. Tym bardziej, że oni z czasem będą jeszcze lepsi. Jeśli chodzi o aspekt mentalny, to przykładamy do tego bardzo dużą wagę. Ważną rolę odgrywają weterani, którzy wprowadzają młodych graczy do drużyny. Są liderami i autorytetami. To bardzo umacnia cały zespół.

 

Cała rozmowa z Johnem Speraw w załączonym materiale wideo.