Inne

Po zdrowie z Martą i Karoliną: Przepis na...

Mój Pan jojo, sam był nie jeden raz na diecie i doskonale wie, że w naturze nic nie ginie, spalone kilogramy przede wszystkim, dlatego czeka cichutko na moment, kiedy się złamię, jak lód na patyku i wpadnę w wir o smaku bitej śmietany. Pan jojo był kiedyś agentem, bo zawsze, kiedy próbuję go złapać na gorącym uczynku znika i tylko jego szuranie sandała jest jedynym znakiem, że w ogóle tu był. A  był na pewno, bo tacy jak on nie odpuszczają łatwo, chyba że sami muszą się czymś wykazać, wtedy ciach bach - pozamiatane, pan nie wie, nie pamięta, zarobiony jest.

Zupełnie inaczej prowadzi się jojo Karoliny. Jej Pani to twarda sztuka, nie znika, nie ucieka, nie przepuszcza staruszek w kolejce. Sama wie wszystko najlepiej i oczywiście nigdy nie była gruba, a geny prawujka pozwalają jej ze smakiem jeść jak drwal. To właśnie Ona twierdzi, że wszystkie diety są złe i niezdrowe, bo najzdrowiej jest zdrowo jeść, tak jak Ona, za pięciu i kropka. A, że ktoś tyje od sałaty? Kłamca, Ona nie wierzy i Ona hejtuje. Najśmieszniej jest kiedy mój Pan jojo, spotyka się z jojo Karoliny. Wtedy dopiero się dzieje. Brzuchol nie ma szans przekrzyczeć mądrale, więc tak się kotłują i gotują, aż w końcu sami nie wiedzą, kto z nich spektakularniej przytyje. I proszę nam wierzyć, takie myśli w głowie ma każdy, kto schudł i już „jojował”.

Powrót do starej wagi, długo po schudnięciu dzwoni w głowie i wyrywa ze snu, kiedy w śnie jesz wielką porcję czegoś zakazanego. Jest jak mucha, która siada na czubku nosa by ku przestrodze pamiętać, że po diecie jeszcze wiele może się zdarzyć, a wieniec laurowy pierwszy spada z głowy nawet od małego wiatru. Psychologowie nazywają to ładnie mentalnym grubasem w rozmiarze S. Dlatego, jeżeli ktoś pyta się nas, czy boimy się efektu jojo, zazwyczaj spokojnie odpowiadamy, że tak. Nie w smak jest nam przecież drażnić lwa.