Balski miał się zmierzyć z Vikapitą Meroro w najważniejszym starciu swojej krótkiej jeszcze kariery, lecz na skutek problemów rodzinnych Namibijczyka, zmienił mu się rywal. Kto by pomyślał, że zastępstwo wywoła aż takie zainteresowanie? W buty Meroro wskoczył bowiem... Janik.

 

Balski był faworytem i wydawało się, że będzie chciał szybko załatwić robotę. Już na początku trafił potężnie na korpus, lecz Janik przetrwał i później zyskał na czasie, gdyż jego rywal uderzył go poniżej pasa. Balski różnicował ciosy i do mocnych ciosów na górę, dokładał kilka na tułów. Widać było jak na dłoni, że jego uderzenia robiły spore wrażenie na byłym pretendencie do tytułu mistrza świata.

 

W trzeciej rundzie Janik wylądował na deskach! Balski zaczął od bicia na dół, by w trzeciej minucie rundy idealnie trafić lewym sierpowym na brodę! Wydawało się, że Janik nie będzie w stanie się podnieść, ale pokazał gigantyczne serce do walki. Wstał i przetrwał ostatnie 40 sekund...

 

Balski nie poszedł na całość po bardzo udanej trzeciej rundzie. Czekał, czekał i się w końcu doczekał. Trafił potężnym ciosem w pas Janika, który od razu zgiął się w pół, padając na deski. Sędzia ringowy zaczął liczenie, choć "Lucky Look" był przekonany, że cios został ulokowany poniżej pasa! To jednak nie mogło zmienić losów tego pojedynku i Balski wygrał przed czasem!