Phil Jackson - bolesny upadek legendy NBA

Koszykówka
Phil Jackson - bolesny upadek legendy NBA
fot. PAP

Trudno sobie wyobrazić upadek większej trenerskiej legendy niż koniec kariery w roli prezydenta New York Knicks Phila Jacksona. Najbardziej utytułowany szkoleniowiec w historii National Basketbal Association, jedenastokrotny mistrz ligi (6 tytułów z Chicago Bulls, 5 z Los Angeles Lakers) zupełnie nie sprawdził się w nowej roli, zostając zwolniony przez właściciela Knicks - Jamesa Dolana. Za to, żeby Jackson nie prowadził drużyny, Dolan... zapłacił 24 miliony dolarów.

Kiedy pięć lat temu, właściciel nie tylko New York Knicks, ale także Madison Square Garden podpisał z dziś 71-letnim Philem Jackconem pięcioletni kontrakt, wydawało się, że to znakomity pomysł. Dziwiono się co prawda, jak można gwarantować komuś 60 milionów za coś, co inni robią w NBA za połowę tej sumy, ale nazwisko robiło swoje. Już po pierwszych dwóch sezonach, wiadomo było, że powierzenie Jackosnowi pełnej kontroli nad roszadami zawodników i trenerów było olbrzymim błędem. Jackson, który święcił olbrzymie triumfy jako trener w Chiacago i Los Angeles, zupełnie nie potrafił sobie poradzić w roli szefa zespołu.

 

W ciągu trzech lat na tym stanowisku, widać było, że nowy prezydent zupełnie nie ma wizerunku tworzonej w zakochanym w koszykówce mieście drużyny. Trzy sezony, trzy różne koncepcje zespołu i fatalna statystyka – tylko 80 zwycięstw i aż 166 przegranych meczów Knicks.

 

Phil Jackson podejmował jedną złą decyzję po drugiej, ale żadna nie była bardziej niszcząca dla klubu niż zapłacenie w 2014 roku 124 milionów dolarów za pięcioletni kontrakt Carmelo Anthony'ego. Nie chodziło nawet o pieniądze, ale o fakt, że Anthony zastrzegł sobie w kontrakcie, iż Knicks nie mogą, bez jego zgody, sprzedać go do innego zespołu. Szybko okazało się, że pomysł z budowaniem zespołu wokół Anthony'ego był błędem, ale koszykarz tym cześciej powtarzał, że zostanie w Nowym Jorku, im bardziej publiczne stawały się jego kłótnie z Jacksonem. Jeszcze w lutym tego roku, James Dolan powiedział publicznie, że „Phil Jackson ma  nasze pełne poparcie”. Nie miał go już cztery miesiące później, kiedy Jackson zaszokował NBA, stwierdzając, że jeśli oferta będzie odpowiednia, „nie widzi, dla dobra klubu, dlaczego nie miałby pozbyć się z klubu Kristapsa Porzingisa”.

 

Zaledwie 21- letni Łotysz uznawany jest w NBA za jedną z największych, przyszłościowych gwiazd ligi, a fakt, że Jackson poważnie brał pod uwagę pozbycie się tak wartościowego gracza, przepełnił w Nowym Jorku czarę goryczy.

 

Trudno wyobrazić sobie, by ktokolwiek, w jakiejkolwiek poważnej roli, mógł teraz zatrudnić Jacksona. Być może wyląduje jako „konsultant” w Lakers, ale wpływu na to, co dzieje się w zespole, na pewno mieć nie będzie. Forsowana przez niego na siłę trenerom Knicks taktyka trójkąta ofensynwego, przestała mieć rację bytu w w nowej, opartej na rzutach z dystansu i szybkim ataku NBA, jakieś dziesięć lat temu. Do tegho nowa generacja koszykarzy uważa  go kogoś, kto zawsze stara się im udowodnić, że jest mądrzejszy, a National Basketball Association to liga, w której rządza zawodnicy. Phil Jackson  zapomniał, że metody, które pasowały do trenera dekadę lub więcej temu, nie mają racji bytu w 2017 roku. 

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze