Pindera o walce Pacquiao - Horn: Senator znów w ringu

Sporty walki
Pindera o walce Pacquiao - Horn: Senator znów w ringu
fot. PAP

Manny Pacquiao zawędrował aż na Antypody, by stoczyć kolejną walkę. Tym razem z Australijczykiem Jeffem Hornem.

To będzie pierwszy pojedynek "Pacmana" w otwartej telewizji od 2005 roku. Król pay-per-view, pięściarz którego walki przyniosły ponad miliard dolarów dochodu, ma otrzymać za starcie z Hornem, byłym nauczycielem z Brisbane, 10 mln dolarów. Walka z Australijczykiem odbędzie się w niedzielę, we wczesnych godzinach popołudniowych miejscowego czasu na Suncorp Stadium, i obejrzy ją na żywo 55 tysięcy ludzi.

 

Nie brakuje głosów, że to może być szansa dla boksu, nowe otwarcie i powrót wielkich, rozpoznawalnych na całym świecie gwiazd do otwartych telewizji. Brzmi dobrze, ale to raczej fałszywy trop. Z tego co mówi 85-letni Bob Arum, który ten rynek zna jak mało kto, gwiazda "Pacmana" świeci coraz słabiej i w systemie pay-per-view, przy finansowych wymaganiach mistrza, zwyczajnie nie ma już dla niego miejsca.

 

Ale kto wie, może Pacquiao (59-6-2, 38 KO) raz jeszcze zdobędzie Amerykę, tak jak zdobył ją wiele lat temu? Najpierw musi jednak pokonać Horna (16-0-1, 11 KO), rywala od siebie znacznie młodszego, wyższego, potrafiącego zadawać ciosy proste i mocno zdeterminowanego, by wykorzystać życiową szansę.

 

Cudu bym jednak nie oczekiwał. Mistrz ośmiu kategorii wagowych, dziś posiadacz pasa WBO w kategorii półśredniej ma wprawdzie 38 lat i na koncie 67 walk, ale wciąż wie na czym polega boks. Nie znokautował wprawdzie nikogo od 2009 roku (Miguel Cotto), ale wygrywał z takimi znakomitościami jak Shane Mosley, Juan Miguel Marquez czy Timothy Bradley, więc 29-letni Horn powinien mieć się na baczności, bo "Pacman" to wciąż światowa klasa.

 

I wcale nie zamierza kończyć kariery, choć obowiązki senatora na Filipinach zabierają mu sporo czasu.

 

Arum już planuje kolejny występ Manny'ego Pacquiao, jesienią w jego ojczyźnie, konkretnie w Manili, gdzie wielkie kasyna są gotowe sfinansować występ najbardziej znanego Filipińczyka. Ale najpierw musi wygrać w Brisbane, najlepiej przez nokaut, bo takie zwycięstwa najbardziej przemawiają do wyobraźni tych, którzy kupują bilety.

 

W innych walkach, które zostaną rozegrane na Suncorp Stadium, zobaczymy Michaela Conlana, mocno promowanego przez Aruma, który zmierzy się z Jarrettem Owenem, oraz Shane’a Mosleya Jr w starciu z Davidem Touissaintem.

 

25-letni Conlan (2-0, 2 KO) był mistrzem świata (2015), Europy (2015) i brązowym medalistą igrzysk w Londynie (2012). Irlandczyk z Belfastu liczył jeszcze na złoto w Rio de Janeiro (2016), ale sędziowie nie pozwolili mu wygrać w ćwierćfinale z Rosjaninem Władimirem Nikitinem. Conlan był lepszy, zasłużył na półfinał i medal w wadze koguciej. Zmierzyłby się w nim z Shakurem Stevensonem, uznawanym za jeden z największych talentów amerykańskiego boksu ostatnich lat. Nic z tego nie wyszło. Walka na którą ostrzyłem sobie zęby komentując turniej w Rio nie doszła do skutku. Ostatecznie Stevenson nie walczył też z mocno poobijanym (przez Conlana) Rosjaninem, który półfinał oddał walkowerem.

 

W finale Stevenson nie dał rady Kubańczykowi Robeisy Ramirezowi, który tym samym sięgnął po drugie olimpijskie złoto (tym razem w wyższej kategorii), ale zaprezentował się z jak najlepszej strony i kilka miesięcy później podpisał kontrakt z Top Rank Aruma. Mają więc z Conlanem, który w gronie profesjonałów debiutował w marcu, w Madison Square Garden Theater, w Dniu Świętego Patryka, tego samego promotora, co daje nadzieję, że kiedyś się w ringu spotkają.

 

W niedzielę, w Brisbane, Conlan będzie faworytem w starciu z 31-letnim Australijczykiem Jarrettem Owenem (5-4-3, 2 KO), podobnie zresztą jak młody Mosley (10-1, 7 KO) w pojedynku z Touissaintem (10-0, 8 KO), rodakiem Owena.

 

Dla syna słynnego "Sugara" to kolejna próba, by pokazać, że jest w stanie pójść w ślady ojca. Mierzący 185 cm, 26-letni Mosley Jr (kat. superśrednia), poprzeczkę ma jednak zawieszoną chyba zbyt wysoko. Ojciec był wybitnym pięściarzem, legendą swoich czasów, więc mało prawdopodobne, by Shane Jr wygrał z nim wyścig o sławę. Wielu innych synów znanych ojców próbowało i nie dało rady. Kto wie, może młodemu Mosleyowi się uda, choć osobiście wątpię, ale chętnie obejrzę jego występ. Nie ukrywam jednak, że magnesem, by nad ranem usiąść przed telewizorem będzie Pacquiao.

 

Transmisja gali, na której dojdzie do walki Pacquiao - Horn, w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport. Początek o godz. 3:00.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze