Pojedynek bardzo aktywnie rozpoczał Powietkin, który od pierwszego gongu nacierał na Rudenko. Po jednej z akcji Rosjanina, Ukrainiec sklinczował i otrzymał cios w tył głowy. Na pierwszy rzut oka uderzenie nie wyglądało groźnie, ale tuż po nim obserwowaliśmy kilkuminutową przerwę. Rudenko nie był w stanie boksować dalej i taką też informację przekazał swojemu trenerowi. Sytuacja wyglądała bardzo dziwnie, gdyż narożnik Ukraińca chciał, by ich podopieczny mimo wszystko kontynuował pojedynek. Całą sytuację na Twitterze skomentował Mateusz Borek.

 

 

W kolejnych rundach obserwowaliśmy bardzo jednostronny pojedynek, w którym Powietkin był wyraźnie lepszy od swojego rywala. Ani przez sekundę Rudenko nie był w stanie zagrozić Rosjaninowi, który bardzo dobrze pracował na nogach i skutecznie unikał pojedynczych ciosów Rudenko. Plan urodzonego w Dniepropietrowsku pięściarza był prosty - skontrować Powietkina jednym z mocnych ciosów sierpowych.

 

Im bliżej końca walki, tym przewaga Rosjanina powiększała się. Rudenko z każdą ubiegającą minutą tracił refleks, a Powietkin nabierał wiatru w żagle. Najlepsza w wykonaniu byłego mistrza świata była ostatnia runda. Wtedy to wydawało się, że Ukrainiec jest blisko nokdaunu. "Sasza" kilkoma mocnymi ciosami skutecznie wstrząsnął Rudenko, jednak nie był w stanie ponowić ataku, gdyż jego rywal momentalnie klinczował. Sędziowie punktowi nie mieli wątpliwości - Powietkin był znacznie lepszy w tej walce i zasłużenie wygrał każdą z rund.

 

Powietkin wrócił na ring po półrocznej karze, którą otrzymał za stosowanie niedozwolonych substancji. Ostatni pojedynek "Sasza" stoczył 17 grudnia 2016 roku, kiedy to również w Rosji pokonał przez nokaut w 6. rundzie Johanna Duhaupasa.