Krystian Natoński: Zdobyć mistrzostwo świata to jedno, ale zdobyć je w takim stylu to nie lada sztuka.

 

Ireneusz Mazur: To tylko potwierdza, że to nie był przypadek, że ta nasza drużyna znalazła się kolejny raz na najwyższym stopniu podium tych rozgrywek młodzieżowych, bo powtórzenie takiego wyniku na kolejnej imprezie jest czymś wyjątkowym, szczególnym. W samym finale gdyby byli Rosjanie, to prawdopodobnie postawiliby trudniejsze warunki, ale przy takim rywalu grającym lepiej, nasza reprezentacja z pewnością zagrałby jeszcze lepiej. Ja nie twierdzę, że byłby lepszy wynik, ale mówię o samej grze, bo często rywal powoduje iż gra zaczyna być na jeszcze wyższym poziomie i można wyciągać z niej szczególne elementy, które przeciwnik słabiej dysponowany nie jest w stanie wyzwolić.

 

Oglądając ten mecz zastanawiałem się, czy Polska jest tak mocna, a może Kuba jednak zagrała poniżej oczekiwań?

 

Naszą drużynę rozpatrujemy przede wszystkim przez pryzmat tego ile turniejów i jakie turnieje wygrała, poza tym jakie mecze grała w tej pierwszej fazie, w drugiej fazie, w półfinale i finale. To były mecze po 3:2 i również nasi reprezentanci je wygrali. Wygraliśmy z Brazylią, jeszcze wcześniej z Kubą. Mamy więc na rozkładzie wszystkie zespoły z wyjątkiem Rosji, która potknęła się na Kubańczykach. To jest świadectwo naszej jakości gry, że przeciwnicy nie byli w stanie znaleźć rozwiązania. To już jest ich problem. Nie potrafili znaleźć takiej specjalnej taktyki, która neutralizowałaby nasze atuty. Jak się okazało w finale i wcześniej – żaden z przeciwników nie znalazł klucza do zwycięstwa z nami.

 

Były też obawy o regenerację. O tym rozmawialiśmy po meczu półfinałowym z Brazylią. Gdyby to spotkanie finałowe dłużej potrwało, to wtedy byłyby obawy. Dobrze, że skończyło się na szybkim 3:0.

 

Oczywiście to jest gdybanie, bo tego nie wiemy jakby to się potoczyło. Wiemy jak się skończyło, czyli bardzo krótko i szybko, chociaż cały czas gdzieś tam była świadomość zagrożenia ze strony Kubańczyków. W meczu z Brazylią było widać, że potrafimy grać znakomicie dwa sety, po czym w tych kolejnych dwóch setach to rywale narzucili nam swój styl gry. Były obawy nawet co do zwycięstwa. Jak się okazało te obawy były niepotrzebne, bo w tym piątym secie na nowo otworzyła się ta gra, nasz zespół zmobilizował się na nowo, a to tylko świadczy o takiej dojrzałości, którą wynieśli już z dorosłej siatkówki. Przez ostatni sezon mieli taką okazję poznać ją w rozgrywkach ligowych w PlusLidze. To potem przeniosło się na boiska mistrzostw świata.

 

Zgadza się pan z wyborem nagród indywidualnych? A może jeszcze kogoś wyróżniłby pan z naszych reprezentantów? Wiadomo, że najlepiej gdyby to była cała szóstka.

 

To jest prawda, bo ta szóstka, czy siódemka zawodników, bo trzeba dołączyć również libero, to są najlepsi gracze na swoich pozycjach i to nie ulega wątpliwości. Oczywiście są też tacy w innych zespołach. To jest niewątpliwie sprawa uznaniowa, ale kogokolwiek nie wymieniłoby się z naszej drużyny, to prawdopodobnie nie byłoby żadnego błędu. Być może widziałbym jeszcze miejsce dla libero, bo według mnie Masłowski jednak prezentował się lepiej w grze od Brazylijczyka. Nie chciałbym deprecjonować wartości tego młodego człowieka, bo to są nagrody, które niczego nie zmieniają w hierarchii drużyn, które grały. To jest sprawa uznaniowa, dlatego chylę czoła przed tymi ludźmi, którzy dokonywali tych wyborów i gratuluję zawodnikom, którzy zostali wybrani. W naszej reprezentacji Kwolek na przyjęciu, rozgrywający Kozub i oraz Kochanowski jako MVP. Czego można pragnąć więcej?

 

Kozub już rozgrywający, czy jeszcze wystawiający? Jak to mówi Stanisław Gościniak o zawodnikach na tym poziomie.

 

Ja myślę jednak, że Kozub jest takim graczem kreatywnym. To jest reżyser gry, to nie jest wyłącznie wystawiający. To jest naprawdę gracz, który potrafi pięknie reżyserować. Czasami zdarzają mu się błędy, ale nie wyboru, a bardziej dokładności. To jest normalne i tego się nie uniknie. Miał świetnego rywala. Był rosyjski rozgrywający i myślę, że warto go zapamiętać, bo dobrze rozgrywał.

 

To jeszcze muszę zadać dwa pytania. O przeszłość i o przyszłość. O przeszłość ze względu na pana obecność, bo minęło 20 lat od złotego medalu wywalczonego przez pana zespół. Mówiło się o złotym roczniku ’77. No to teraz możemy mówić o złotym roczniku ’97.

 

Piękna konotacja i przeniesienie, ale trzeba wspomnieć o złotym medalu Grzegorza Rysia z Michałem Winiarskim, Michałem Ruciakiem, Mariuszem Wlazłym i całą tą plejadą chłopaków, którzy budowali podstawy tej siatkówki nowożytnej – jak to ludzie mówią. Ten ’97 to jest taki rocznik dosłownie złoty, bo wygrał na wszystkich imprezach złoto i on już wpisał się bardzo mocno w historię. Teraz kolejnym krokiem jest to, żeby zadbać o nich. Bo to nie jest tak, że oni się sami obronią. To może dotyczyć tylko tych, którzy zostaną powołani do pierwszej reprezentacji i będą tam funkcjonować. Będą jednak też gracze z tej grupy, którzy być może będą troszeczkę dłużej czekać na swoją kolej gry. W związku z tym warto otoczyć ich szczególną opieką i uwagą ze strony PZPS-u, wydziału szkolenia. Widziałem w trakcie transmisji, że był tam Paweł Papke – jeden z tych złotych chłopaków z rocznika ‘77 i młodszego, bo ja miałem trzy roczniki ’77, ’78, ’79. Był tam na miejscu. On jest z wydziału szkolenia PZPS-u i pewnie wie doskonale co to znaczy zadbać i dopilnować, aby ta młodzież nie zginęła tam gdzieś po drodze z widoku. Trzeba pomagać im, żeby dobrze się usytuowali w tych klubowych realiach i żeby nam nie umknęli, bo to jest bardzo ważne już w kontekście przyszłości. Żebyśmy później nie narzekali, że nie mamy atakujących, rozgrywających, środkowych. Trzeba po prostu dbać, żeby nie było tego problemu.

 

Nie wiem, czy trener oglądał piłkarskie Euro U-21 i to jest takie wymowne, że polscy piłkarze nie spisali się dobrze, a ich rówieśnicy w siatkówce zdobyli mistrzostwo świata. To pokazuje, że polska siatkówka jednak ma się dobrze.

 

Przede wszystkim wygrał rocznik, bo pamiętajmy, że wygrał określony rocznik. Przed tym rocznikiem takich sukcesów nie było ostatnimi laty. Nie wiemy jak będzie po tym roczniku. To jest określone pokolenie. Nie możemy tak za bardzo generalizować. Oczywiście możemy i należy podkreślać fakt, iż jest to system szkolenia, który powoduje, że zawodnicy trafiają do tej Szkoły Mistrzostwa, do tej kuźni, akademii siatkarskiej i są to bardzo zdolni siatkarze, ale to jest określony rocznik. On zdobył wszystko w swojej kategorii wiekowej. Wcześniejsze roczniki nie za bardzo wygrywały, po nich też nie wiemy czy będą wygrywać następni. Dbajmy o to co mamy. Nie możemy sobie rozrzutnie rzucać tymi rocznikami. Tym rocznikiem trzeba się szczególnie zająć i mieć nad nim szczególną opiekę i nie pozwolić sobie, żeby z tej grupy młodych ludzi ktokolwiek zniknął bezpowrotnie, bo nie będzie powoływany do jakichś grup wiekowych, bo może nie załapie się do dobrego klubu, czy do klubu, w którym nie będzie grał, bo może usiąść na ławce. Albo będzie miał menadżera, który nie dopilnuje pewnych rzeczy. Trzeba tego pilnować i to jest już rola wydziału szkolenia PZPS-u.

 

Ale nie można jednak porównywać ich do piłkarzy.

 

Oglądałem Euro U-21 i przeżywałem te wszystkie wydarzenia. Tam rywalizacja jest ogromna. Przebić się piłkarzom jest szalenie trudno. Nawet jeśli mamy takie nazwiska jak Linetty. Wiemy, że po tych mistrzostwach paru graczy pójdzie do dobrych klubów, co świadczy o tym, że jednostki mamy. Nie udało się osiągnąć dobrego wyniku, ale może następne pokolenie to osiągnie? To jest pewien cykl szkoleniowy, który powoduje, że gdzieś trafiają się lepsze lub gorsze roczniki. W tym roku mistrzostwo Europy zdobyliśmy w organizacji turnieju. Sportowo słabiej, chociaż myślę, że gra nie była najgorsza. Ja się emocjonowałem i z przyjemnością patrzyłem na grę. Wyniki były troszeczkę mniej udane, ale tak to jest, że w sporcie nie wszystko wychodzi.