Adam Sławiński: Pan jest jednym z tych trenerów, którzy mówią, że europejskie pucharu to "pocałunek śmierci", czy jednak dla was to będzie przygoda, która da motywacyjnego kopa na cały sezon?

 

Leszek Ojrzyński: Pierwszy raz przed takim wyzwaniem stoimy jako drużyna i ja jako trener. Na pewno jest to wielka przygoda i mam nadzieję, że będzie trwała długo. Zobaczymy jak to wszystko się ułoży, bo nie wiemy z  kim będziemy grali pierwszy dwumecz, oby nie był on ostatni. Na razie mamy inne rozgrywki przed sobą. Myślę, że to jest niesamowita przygoda, po to się trenuje, gra, zdobywa Puchar Polski, żeby zmierzyć się na arenie międzynarodowej z innymi zespołami.

 

Wcześniej jest jednak Superpuchar Polski, może kolejna niespodzianka.

 

Oby tak było, wiadomo, że gramy w innej scenerii, co prawda w Warszawie, ale na innym stadionie, gdzie gospodarzem jest Legia. Arka w poprzednim sezonie wygrała przy Łazienkowskiej, kiedy trenerem był mój poprzednik. To jest pierwsze spotkanie o stawkę dla nich i dla nas. To pierwsze przetarcie, będziemy wiedzieć jak wyglądamy na tle mistrza Polski, czego nam jeszcze brakuje. Jedziemy tam sprawić niespodziankę, bo zawsze gramy o zwycięstwo. Wiemy też, że kibice z Gdyni się wybierają i chcemy, żeby mieli fajny powrót.

 

Pana syn komu będzie kibicował w tym meczy jako legionista?

 

Myślę, że Legii. Gra w tym zespole, po drugiej stronie barykady ma ojca, trenera Arki. Trzeba się będzie go spytać. Taka nasza profesja piłkarza i szkoleniowca, że można mieć jakieś sympatie, ale jesteś tam gdzie pracujesz. Znaczy on jeszcze w sumie nie pracuje, bo nie zarabia, ale ciężko trenuje, by być dobrym zawodnikiem.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.

 

Supepuchar Polski Legia Warszawa - Arka Gdynia w piątek o godzinie 20.30 w Polsacie Sport. Studio od godziny 19.00.