Bacsinsky: Mimo bólu wciąż wierzyłam, że mogę coś zdziałać

Tenis

Timea Bacsinszky zaznaczyła, że w rywalizacji z Agnieszką Radwańską w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu przeszkodził jej uraz uda. "Mimo bólu wciąż wierzyłam, że mogę coś jeszcze zdziałać" - zaznaczyła szwajcarska tenisistka po porażce 6:3, 4:6, 1:6.

"To dość frustrujące, bo w pierwszym secie zagrałam naprawdę świetnie. Byłam w stanie jej skutecznie przeszkadzać. W sumie zawsze, gdy gramy ze sobą, to jestem w stanie to robić. Potrafię dość dobrze czytać jej grę. To bardzo mi pomagało w pierwszej partii" - zaznaczyła na konferencji prasowej Bacsinszky.

 

Jak zdradziła, kłopoty z lewym udem zaczęły się u niej w połowie drugiej odsłony.

 

"Gdzieś tak przy stanie 3:2 dla rywalki poczułam ostry ból rozchodzący się w kierunku mięśnia czworogłowego, a jeszcze bardziej w kierunku przywodziciela. Duży kłopot sprawiało mi zejście niżej na nogach, co pomogło mi bardzo podczas dwóch wcześniejszych meczów. Bardzo się cieszyłam z tego, jak gram w tym roku na trawie. Przykro mi z powodu tego, co mi się dziś przytrafiło, ale starałam się jakoś sobie z tym radzić i grać do końca" - podkreśliła Szwajcarka.

 

Jeden z dziennikarzy zapytał, czy to z tego powodu nie trafiła w pole gry przy kilku próbach smeczów, z którymi zazwyczaj nie ma problemu.

 

"Przy tych smeczach straciłam jednak punkt czy trzy. Nie wydaje mi się to ważne w porównaniu do liczby zagrań, które mogłam wykonać, stojąc mocno obiema nogami na korcie i uderzając piłkę mocno w dowolnym kierunku. Wydaje się dość jasne, że nie poruszałam się dobrze, a Agnieszka jest zawodniczką, która dostrzega szybko, co dzieje się po drugiej stronie. Wydaje mi się, że szybko się zorientowała w sytuacji. Pewnie założyła, że trzeba mnie zmusić do biegania kiedy tylko się da. Czułam to. Czułam, że od drugiego seta byłam wolniejsza" - podsumowała.

 

Jak zapewniła, mimo kłopotów z nogą, nadal starała się stawić opór rywalce.

 

"Wciąż wierzyłam, że mogę coś jeszcze zdziałać. Może gdybym przełamała ją od razu i byłoby 2:0, a potem podwyższyłabym na 3:0... To mogłoby wiele zmienić. Tak się jednak nie stało. Za każdym razem gdy serwowała, to miałam szansę na odrobienie +breaka+. Mogła odpuścić, ale walczyła do końca. Nawet jeśli w pewnym momencie grałam lepszy tenis. Czasem grasz lepiej niż rywalka, ale to nie zapewnia ci zawsze zwycięstwa, bo wiele innych czynników wchodzi w rachubę. I tak też było dzisiaj" - oceniła Bacsinszky.

 

Spytana o to, czy uraz sprawił, że niemożliwym stało się dla niej grać tak, jakby chciała, odparła, że nie lubi słowa "niemożliwe", które - jej zdaniem - jest nadużywane.

 

"Uważam, że ludzie mogą czasem przekraczać swoje granice. Czasem kończy się to poważną kontuzją, ale niekiedy wciąż można wygrać mecz lub uciec od czegoś. To wykracza więc poza tenis. Jestem osobą, która wierzy, że coś jest możliwe, do samego końca. Agnieszka wykorzystała dziś swoje szanse najlepiej jak mogła. To oznaka świetnej zawodniczki, doświadczonej. Ona zna znacznie lepiej ode mnie ten obiekt. Ja grałam na tutejszym korcie centralnym po raz pierwszy. Może to, że grałyśmy na korcie centralnym, pomogło jej się skupić. Widziałam bowiem jej dwa poprzednie spotkania i dziś była znacznie bardziej waleczna. Udało jej się zatrzymać mnie i zniwelować moje dobre samopoczucie na trawie" - dodała 28-letnia Helwetka.

o.s, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie