Raz niebieski, wiecznie niebieski, czyli piękna historia Rooneya

Piłka nożna
Raz niebieski, wiecznie niebieski, czyli piękna historia Rooneya
fot. PAP

Po trzynastu latach spędzonych w Manchesterze United, „ex-WonderBoy” wraca do klubu, w którym dorastał i debiutował w dorosłym futbolu. W międzyczasie zapisał się w historii pod wieloma względami. Najwięcej bramek w historii Premier League, mnóstwo trofeów, piękne gole i trenerzy, którzy chcieli zrobić z niego pomocnika, a może nawet obrońcę…

„Raz niebieski, wiecznie niebieski”

 

Zacznijmy od jego rekordów, które nigdy się nie znudzą i nigdy nie zostaną zapomniane. Rekordy, który unaocznią z kim mamy do czynienia. Najlepszy strzelec Manchesteru United we wszystkich oficjalnych rozgrywkach (253 gole), zawodnik, który strzelił najwięcej goli w Premier League w barwach jednego klubu (183 gole dla Czerwonych Diabłów), najlepszy strzelec w historii reprezentacji Anglii.

 

To Wayne Mark Rooney, który większość swojej kariery spędził w Manchesterze United, ale już w tym momencie ponownie jest zawodnikiem Evertonu. Powiedział „nie” chińskim milionom, które stanowią raj dla wielu zawodników pod koniec swoich karier. Rooney odmówił z kilku powodów, ale były przede wszystkim dwa podstawowe. W wieku 31 lat nie czuje się jeszcze piłkarskim emerytem, a poza tym Everton wciąż w jego sercu zajmuje trochę miejsca. Powrót po trzynastu latach do klubu, w którym dorastał, debiutował i wypromował swoje nazwisko. To historia, która sprawia, że wciąż śledzimy i oglądamy futbol z minimum nadzieją i wiarą.

 

W 2002 roku w dorosłym futbolu zadebiutowało wielu wielkich piłkarzy. Rooney miał ledwo skończone 17 lat, ale włodarze Evertonu zdawali sobie sprawę, że zwlekanie z daniem mu szansy po prostu nie ma sensu. Młody chłopak świetnie się spisywał, był głodny gry, pokazania się światu i przede wszystkim wyróżniał się na tle swoich rówieśników. Posiadał technikę, która była rzadko spotykana u innych zawodników w tym wieku. Po prostu „WonderBoy”.

 

Wielkie możliwości pokazał w młodzieżowym finale FA Cup przeciwko Aston Villi, w którym zdobył bramkę, po której zademonstrował koszulkę z napisem „Raz niebieski, wiecznie niebieski”. W tym momencie kibice The Toffees byli przekonani, że taki napis będą oglądać na jego piersi bardzo długo. Urodzony tutaj, wychowany tutaj, będący jednocześnie kibicem tego klubu, zdający sobie jednak sprawę, że za chwilę pojawią się oferty z klubów, którym się nie odmawia.

 

Początki nie zawsze bywają trudne

 

Już pierwszy rok w roli zawodowego piłkarza pokazał, że młody Rooney chce bardzo szybko zaistnieć w dorosłym futbolu i tworzyć historię. Jego debiut miał miejsce 17 sierpnia w 2002 roku. Wyszedł w podstawowym składzie przeciwko Tottenhamowi. Pierwszą bramkę zdobył 1 października w Pucharze Ligi przeciwko Wrexham. Ustrzelił wówczas dublet w wygranym meczu 3:0. Ręce wysoko uniesione do góry, wypięta klatka piersiowa i głowa uniesiona ku niebiosom – to cieszynka, którą zaprezentował i którą mieliśmy okazję oglądać jeszcze wiele razy.

 

Z kolei 19 października miało miejsce jego prawdziwe apogeum. Żeby poznać piłkarza mającego zadatki na wielkiego mistrza, muszą nastąpić trzy elementy – rywal na wysokim poziomie, historyczny mecz i niezapomniany gol. Mecz Everton – Arsenal. Pierwszy element spełniony, biorąc pod uwagę, że The Gunners byli aktualnymi mistrzami kraju i przed tym spotkaniem mieli passę 21 meczów bez porażki w lidze. Londyńczycy wyszli na prowadzenie już w 8. minucie za sprawą gola Fredrika Ljunberga. Drugi element także zrealizowany ze względu na przebieg starcia. Rooney wchodzi na boisko na dziesięć minut przed końcem meczu w miejsce autora wyrównującej bramki, Tomasza Radzinskiego. W ostatniej minucie padł gol nie do zapomnienia, bo decydujący i strzelony z trzydziestu metrów, nie do złapania przez Davida Seamana. Rooney trzy wspomniane wcześniej elementy spełnił i udowodnił swoje zadatki na mistrza.

 

W Evertonie został jeszcze przez dwa sezony, zdobywając 15 bramek, aż pojawiła się oferta, której nie mógł odmówić – z Manchesteru United, który gwarantował walkę o najważniejsze trofea, co w tamtych czasach było priorytetem dla większość piłkarzy, zanim do futbolu weszły naprawdę gigantyczne pieniądze. Takiej oferty nie mógł odmówić również Everton, który zainkasował 39 milionów euro za chłopaka, który miał raptem 19 lat. To była jedna z lepszych inwestycji dokonanych przez Sir Alexa Fergusona.

 

Epidemia 90. minuty

 

Debiut Rooneya w nowym zespole był wręcz wymarzony. Nie dość, że miał miejsce w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na świecie, czyli w Lidze Mistrzów, to jeszcze okraszony kapitalnym hat-trickiem przeciwko Fenerbahce. Dlaczego kapitalnym? Bo zdobyty lewą, prawą nogą oraz z rzutu wolnego. Było to 28 września 2004 roku. Na pierwszą bramkę zdobytą w Premier League dla Czerwonych Diabłów musiał czekać kolejny miesiąc. 24 października była już 10. kolejka ligowa, ale Rooney czekał na swojego ulubionego rywala… Arsenal. Kanonierzy kolejny raz byli aktualnymi mistrzami Anglii i mieli passę 49 meczów bez porażki. Rooney kolejny raz zapisał się na liście strzelców w 90. minucie w wygranym meczu 2:0. „Epidemia 90. minuty” powiedział angielski powieściopisarz, Nick Hornby. Epidemia, której nosicielem był Wayne Rooney.

 

Jeden sezon musiał czekać ówczesny 20-latek na swoje pierwsze trofeum z United. W sezonie 2004/2005 wniósł do góry pierwszy z czterech wywalczonych później Pucharów Ligi. Potem nastąpił prawdziwy deszcz trofeów. Pięciokrotnie wygrywał Premier League, z czego trzy razy z rzędu w latach 2006-2009. Sześciokrotnie zwyciężał w Tarczy Wspólnoty, raz w FA Cup. Wreszcie w 2008 roku triumfował w Lidze Mistrzów, grając później jeszcze w dwóch finałach tych rozgrywek. W 2008 roku wygrał również Klubowe Mistrzostwo Świata, strzelając decydującą bramkę w finale. Zwieńczeniem jego sukcesów był triumf w Lidze Europy w minionym sezonie pod wodzą Jose Mourinho.

 

Gol, który zatrzymał piłkarski świat

 

Jego najpiękniejszy gol? Było ich mnóstwo, ale wybór jest raczej prosty. Osobowość Rooneya polegała na tym, że im gorzej radziła sobie jego drużyna, tym lepiej on spisywał się na boisku. Potrafił zaciekle walczyć o każdą piłkę, cofając się do obrony, aby wspomóc swoich kolegów. Umiał wybić wślizgiem futbolówkę z nóg przeciwnika pod własnym polem karnym. Jak prawdziwy Anglik, nigdy nie odstawiał nogi. Zawsze najważniejsza dla niego była drużyna, nigdy nie wdawał się w polemikę z trenerami. Rok 2011 był dla niego udany ze względu na bramki, które zdobywał. Był autorem hat-tricka w upokarzającym dla Arsenalu meczu na Old Trafford, skończonego porażką 2:8 (znowu ten Arsenal…), ale przede wszystkim został zapamiętany przez trafienie, które zanotował w derbach Manchesteru. Jego gol z przewrotki w tak prestiżowym starciu ciężko opisać słowami – jeden z piękniejszych w historii Premier League. I znowu ta sama radość jak wtedy, kiedy był nastolatkiem - ręce wysoko uniesione do góry, wypięta klatka piersiowa i głowa uniesiona ku niebiosom.

 

Drużynowo mogło być lepiej. Dotarł co prawda razem z Manchesterem do finału Ligi Mistrzów, w którym strzelił bramkę na wagę remisu, ale ostatecznie lepsza okazała się FC Barcelona. Rok później był autorem gola w ostatniej kolejce ligowej przeciwko ekipie Sunderlandu. Tytuł mistrzowski po dramatycznych okolicznościach trafił jednak w ręce rywali zza miedzy, Manchesteru City. W kolejnym sezonie Rooney powetował to sobie jednak wspólnie z kolegami i odzyskał tytuł, jednocześnie strzelając w derbach dwie bramki, stając się najlepszym strzelcem w historii rywalizacji City-United (10 goli).

 

Najlepszy obrońca wśród napastników? Najlepszy napastnik wśród obrońców?

 

Prawdziwego mistrza poznaje się także wtedy, gdy umie zareagować w trudnych chwilach, w nowych wyzwaniach, w nowej roli. Po odejściu Fergusona jego następcy David Moyes i Luis Van Gaal chcieli wykorzystać jego charyzmę i doświadczenie, przekształcając Rooneya w środkowego pomocnika. Piłkarz, który w trakcie swojej kariery dzielił atak z takimi zawodnikami jak Ruud Van Nisterlooy, Cristiano Ronaldo, Carlos Tevez, Robin Van Persie, Michael Owen, nagle musiał nauczyć się współpracy z Michaelem Carrickiem. To nie przeszkodziło mu w zdobywaniu kolejnych bramek oraz notowaniu asyst. Tylko trzech piłkarzy może pochwalić się więcej niż setką goli oraz kluczowych podań w historii Premier League. Ci dwaj pozostali to Frank Lampard oraz Ryan Giggs

 

21 stycznia 2016 roku Rooney odebrał z rąk Sir Bobby’ego Charltona nagrodę za zdobycie 250. gola w koszulce United, bijąc przy okazji rekord żywej legendy angielskiego futbolu

 

Po przyjściu Mourinho rola już doświadczonego Rooneya znowu uległa zmianie. Z podstawowego zawodnika, ostoi drużyny, stał się rezerwowym, ale nawet w tym przypadku bohater tej opowieści nie zrezygnował z ciężkiej pracy. W finale Ligi Europy Portugalczyk wpuścił go na samą końcówkę, niejako symbolicznie. Być może to był moment, w którym Wayne zdał sobie sprawę, że czas wrócić do domu. „Raz niebieski, wiecznie niebieski” – ciekawe, czy wciąż posiada tę koszulk

Krystian Natoński, Polsat Sport, Skysport.it

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze