Marcin Lepa: Sportowcy podkreślali, że otwarcie było dawką energii, która naładowała ich na kolejne dziesięć dni. To co piękne w sporcie udało się dzisiaj zaprezentować za pomocą historii i sztuki.

Krzysztof Materna: Było to wydarzenie, w którym zrealizowaliśmy wiele kompromisów. Zestawiliśmy bowiem historię Wrocławia, a także historię The World Games oraz wszystkich, często w Polsce w ogóle nie znanych, dyscyplin. Ponadto było ono skierowane głównie do ludzi młodych, uprawiających sport i zdających sobie sprawę, że łączy się on ze zdrowiem.

Dzisiaj można było mieć uczucie, że wszyscy jesteśmy wrocławianami. Oprócz dumy z historii miasta przebijała się również duma z biało-czerwonych barw.

Osobiście jestem ogromnym kibicem polskiego sportu i dla mnie flaga na maszcie i "Mazurek Dąbrowskiego" to każdorazowo łezka w oku, mimo że jestem bardzo dojrzałym mężczyzną. Nie ukrywam, że kocham sport i kibicuję wszystkim sportowcom. Zdaję sobie sprawę z tego jak ciężka jest to praca, ale z drugiej strony wiem też w jaki sposób aktywność wyzwala energię u młodych ludzi. Dzisiaj stadion dosłownie buzował i to za sprawą zarówno gości z Fidżi, jak i tych, którzy przyjechali do nas z państw sąsiednich.

Oglądając te wszystkie historyczne wydarzenia moją uwagę przykuł jeden obrazek. 1997 rok i cały Wrocław pod wodą... Dzisiaj mija dwadzieścia lat od tych wydarzeń, a stadion "skąpany" jest w tysiącach fanów i odśpiewywane jest "We are the champions" zespołu Queen.

Z tego co wiem The World Games cieszy się wielkim zainteresowaniem i wyprzedane zostały bilety na większość dyscyplin. Chciałem również powiedzieć, że otwarcie było ogromnym ryzykiem, istnym "pokerem pogodowym". Nie dysponowaliśmy bowiem zadaszoną sceną i jakikolwiek deszcz byłby wielką katastrofą. Zwykle jednak jest tak, że jak się ma dobre intencje, to wówczas nie dzieją się rzeczy złe.

Cała rozmowa z Krzysztofem Materną w załączonym materiale wideo.