Pindera: Kubańczycy nie zawsze wygrywają

Sporty walki
Pindera: Kubańczycy nie zawsze wygrywają
fot. PAP

Cuba Domadores nie sięgnęli po raz kolejny po tytuł najlepszej drużyny World Boxing Series. Przegrali w Kazachstanie z Astaną Arlans.

Tym razem rozgrywki te znalazły się w cieniu innych wydarzeń, a szkoda, bo od początku były ciekawe, a finałowa faza bardzo interesująca.

Tym razem Kazachowie wykorzystali fakt, że Wielki Finał rozegrany został na ich terenie i po wyrównanych, zaciętych walkach pokonali nieznacznie (6:5) Kubańczyków wygrywając po raz trzeci te rozgrywki.

A goście prowadzili już 5:2. W zespole Domadores zawiedli jednak superciężki Yoandry Toirac przegrywając z Olżasem Bukajewem, oraz dwukrotny mistrz olimpijski Lazaro Alvarez (waga lekka) pokonany przez Zakira Safiullina. Wygrana Kazacha była niejednogłośna, walka bardzo wyrównana, ale w takich sytuacjach jak ta trzeba liczyć sę z tym, że ściany pomagają gospodarzom. Wcześniej bardzo istotne zwycięstwo odniósł jeszcze Asłanbek Szymbergenow wygrywając z utytułowanym Ronielem Iglesiasem.

O ostatecznym sukcesie Astany Arlans decydował więc dodatkowy pojedynek w wadze muszej (52 kg) w którym zmierzyli się mniej znani  Olżas Banijazow z Frankiem Zaldivarem. Wygrał Kazach dając swojej drużynie zwycięstwo w Wielkim Finale oraz trzeci tytuł  w rozgrywkach World Series of Boxing.  Można więc powiedzieć, że Kazachowie wrócili na swoje miejsce, a Kubańczycy nie zawsze wygrwają.

Warto jeszcze przypomnieć, że Kazachowie w półfinale dwukrotnie pokonali British Lionhearts (4:1 i 3:2), a Kubańczycy najpierw przegrali w Kolumbii z Colombia Heroicos (2:3), by w rewanżu rozbić ich w swoim stylu (5:0). Był to bardzo udany debiut kolumbijskich pięściarzy w WSB, teraz czekamy na więcej w kolejnych sezonach.

Tym bardziej, że rozgrywki te odgrywać będą ogromną rolę w sezonach przedolimpijskich. Wszystko bowiem wskazuje na to, że  najwięcej kwalifikacji olimpijskich będzie można wywalczyć właśnie w World Series of Boxing.

Władze Polskiego Związku Bokserskiego(PZB) powinny jak najszybciej pomyśleć co z tym fantem zrobić. Stworzenie nowej Husarii jest koniecznością jeśli chcemy zwiększyć swoje szanse na udział w turnieju olimpijskim w Tokio (2020).

W Londynie (2012) nie było żadnego Polaka, w Rio de Janeiro (2016) mieliśmy Tomasza Jabłońskiego (awans z WSB) oraz Igora Jakubowskiego, który prawo startu w igrzyskach wywalczył w turnieju kwalifikacyjnym w Baku.

Ale teraz o kwalifikacje będzie znacznie trudniej, bo w męskim boksie olimpijskim nie będzie już dziesięciu kategorii wagowych, tylko osiem. Jeszcze nie wiemy, które kategorie przejdą do historii, ale nie zmienia to faktu, że teraz droga do Tokio będzie jeszcze bardziej kręta niż ta, która prowadziła do Rio.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze