Talarek: Pojadę do Francji i wygram. Nie boję się "jaskini lwa"

Sporty walki
Talarek: Pojadę do Francji i wygram. Nie boję się "jaskini lwa"

Robert Talarek (18-12-2, 11 KO) pokonał Norberta Dąbrowskiego (20-7-1, 8 KO) podczas Polsat Boxing Night 7. Po wyleczeniu kontuzji łuku brwiowego oraz odpoczynku pięściarz urodzony w Garwolinie przygotowuje się do walki o wakujący pas IBO Inter-Continental. Jego rywalem będzie Frank Haroche Horta (41-16-5, 17 KO), a do starcia dojdzie we Francji.

Jakub Borowicz: Robert, czy odpocząłeś już po ostatniej walce z Norbertem Dąbrowskim? Trenujesz normalnie, czy jeszcze ładujesz akumulator?

 

Robert Talarek: Trenuję. W moim wieku nie ma już czasu na odpoczynek. Ważne jest podejście. Dwa tygodnie po walce siedziałem w domu i nawet nie chodziłem do pracy. Miałem rozcięty łuk brwiowy, a w kopalni jest sporo pyłu i rana mogłaby mi się zabrudzić. Od PBN minął już ponad miesiąc, więc od jakiegoś czasu przygotowuję się normalnie do kolejnego pojedynku.

 

Co czułeś po największym jak do tej pory zwycięstwie w swojej karierze? Udało ci się zrewanżować „Norasowi” podczas dużej gali przy wielu kibicach  i – co ważne – w Polsce, bo to u ciebie nie zawsze jest regułą.

 

Ja się czułem normalnie – nic specjalnego mi nie towarzyszyło po akurat tym zwycięstwie. Byłem przed walką bardzo pewny siebie, mimo że nie lubię tego okazywać. Miałem swój plan na pojedynek, który udało mi się zrealizować. Pewne elementy musiałem zastosować w walce i mi to wyszło. Czy czuję coś więcej? Chyba nie, nie zajmuję swojej głowy takimi rzeczami.

 

Miałeś moment zawahania, kiedy Mateusz Borek zadzwonił do ciebie i zapytał, czy nie wystąpisz na PBN?

 

Nie, wziąłem walkę od razu. Dostałem telefon, wysłuchałem propozycji i powiedziałem, że chcę na PBN wystąpić. Nie było nad czym się zastanawiać.

 

Norbert Dąbrowski powiedział przed tym pojedynkiem, co zresztą nie jest niczym nadzwyczajnym, że na pewno cię pokona. Wiele osób to jego stawiało w roli faworyta po tym pojedynku.

 

Nikt nie wiedział, jaki ja zrobiłem postęp w tym czasie. Każdy myślał, że Talarek pracuje w kopalni i raz na jakiś czas wyjdzie na salę, by chwilę poboksować. Zmieniłem się pięściarsko od pierwszej walki z Norbertem, co zresztą było widać w ringu. Dobrze przepracowałem ten okres.

 

 „Noras” bardzo dobrze wypadł na tle Eleidera Alvareza i wiele osób zaczęło mówić, że mimo porażki jego kariera powinna ruszyć.

 

Widziałem ten pojedynek, moim zdaniem Alvarez miał go od początku do końca pod kontrolą, aczkolwiek nie przegrać przez nokaut z takim zawodnikiem to samo w sobie jest już niezłe osiągnięcie. Norbert ma widocznie wokół siebie dobrych ludzi od marketingu, bo ta porażka uszła za bardzo dobry wynik, a wciąż jest tylko porażką.

 

Widzę, że na spokojnie podchodzisz do tego zwycięstwa. Raczej nie „odfrunąłeś” po pokonaniu Dąbrowskiego.

 

Nie odfrunąłem, bo jestem już na tyle doświadczonym zawodnikiem, że nie będę celebrował i rozdmuchiwał swojego sukcesu, który jest tylko kolejnym szczeblem w drodze po naprawdę spore osiągnięcia. Cieszę się, ale bez przesady. Lecimy dalej.

 

Co powiedziałeś swojemu promotorowi, gdy wróciłeś po PBN na salę treningową? Chciałeś od razu przygotowywać się do kolejnej walki czy poczekać na coś bardziej konkretnego?

 

Ja mogłem walczyć w sierpniu, wrześniu – naprawdę, gdyby ktoś mi odpowiednio szybciej zaproponował pojedynek i to byłaby poważna oferta, to bym ją przyjął i walczył. Nie mam już na co czekać. Trochę czasu w swoim życiu straciłem już na przerwy między walkami, a chcę się rozwijać. Do tego potrzebne są mi pojedynki z coraz lepszymi pięściarzami.

 

Kiedy dowiedziałeś się o propozycji walki 3 listopada we Francji? Twoim rywalem będzie Frank Haroche Horta (41-16-5, 17 KO). 

 

Kilka dni temu. Nie miałem czasu, żeby zobaczyć tego gościa i przyjrzeć się jego walkom. Stąd czekałem kilka dni z decyzją. Zobaczyłem co potrafi i postanowiłem, że chcę z nim walczyć.

 

Na temat walk wyjazdowych wypowiadałeś się w swojej karierze wielokrotnie, ale to wraca jak bumerang – znowu jedziesz do jaskini lwa.

 

Trzeba zrobić wszystko, żeby „jaskinia lwa” zamieniła się w „zieloną łąkę”. Tak będzie. Pojadę i wygram tam.          

 

Aż 16 porażek twojego rywala – to daje nadzieję na zwycięstwo przed czasem? Inaczej może być trudno pokonać Francuza w jego ojczyźnie.

 

Na to liczę. Pokonanie jego da dużo punktów rankingowych, które są mi bardzo potrzebne. Z takim nastawieniem jadę do Francji – chcę wygrać, żeby wspiąć się w zestawieniu jeszcze wyżej.

 

Czy to, że stawką tego pojedynku będzie wakujący pas IBO Inter-Continental ma dla ciebie jakieś znaczenie?

 

Nie ma znaczenia. Dobrze, fajnie, cieszę się, ale nie będę ci teraz mówił, że zdobycie pasa Inter-Continental od zawsze było moim marzeniem i spełni się coś, o czym marzę od dziecka. Nic z tych rzeczy.

 

Do walki we Francji zostały ponad trzy miesiące. Planujesz zawalczysz jeszcze w międzyczasie?

 

Jeżeli będzie konkretna oferta, to na pewno się zastanowię. Gdyby było coś na przełomie sierpnia i września, to pewnie tak. Jeżeli później, blisko terminu walki we Francji, to nie – może pojawić się kontuzja, a nie chcę ryzykować urazem.

 

Mówi się coraz więcej, że pod koniec roku miałaby się odbyć kolejna edycja PBN. Kalkulowałeś decydując się na pojedynek we Francji, że możesz wypaść z tej gali? Nałożą się na siebie terminy i zostaniesz pominięty.

 

Brałem to pod uwagę, ale mimo wszystko zdecydowałem się wziąć ten pojedynek. Dostałem dobre warunki, nie było się co zastanawiać.

 

Dobre warunki, jak rozumiem, również finansowe.

 

Jeżeli chodzi o pieniądze, które zarobię za tę walkę, to szału nie ma.

 

No dobra, to wyobraź sobie, że dzwoni Mateusz Borek i znowu proponuje ci walkę na PBN. Rezygnujesz z Francji i walczysz w Polsce?

 

Staram się zrobić wszystko, żeby wystąpić na dwóch galach. Jeżeli będzie je dzieliło dwa tygodnie przerwy, to odmawiam Mateuszowi Borkowi. Jeżeli miesiąc, to przyjmuję tę propozycję.

 

Podczas pojedynku możesz jednak nabawić się kontuzji.

 

Jeżeli kości nie będą połamane, to biorę walkę w ciemno. Tylko tego typu uraz może mnie powstrzymać. Rozwalony łuk brwiowy, jak miało to miejsce podczas walki z Dąbrowskim, na pewno mnie nie powstrzyma. Z taką kontuzją na spokojnie sobie poradzę.

Jakub Borowicz, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze