Autorami trzech najlepszych w tym roku wyników na świecie w rzucie oszczepem są Niemcy: Johannes Vetter - 94,44, mistrz olimpijski z Rio de Janeiro Thomas Roehler - 93,90 oraz Andreas Hofmann - 88,79. Czwarty jest brązowy medalista mistrzostw świata sprzed dwóch lat z Pekinu Fin Tero Pitkamaki - 88,27, natomiast piąty rezultat należy do Krukowskiego – 88,09.

- Poziom w tym roku w tej konkurencji jest potworny, ale na najważniejszych imprezach mój wynik tylko raz, podczas mistrzostw świata w 2001 roku, nie dał medalu. Nie można oczywiście przyjąć, że w Londynie też tak będzie. A podstawowe założenie jest takie, że znowu muszę tak daleko rzucić jak na mistrzostwach Polski w Białymstoku - powiedział rekordzista kraju, który 21 lipca wymazał z tabel wynik Dariusza Trafasa z 16 czerwca 2002 roku – 86,77. Jednocześnie prawie o trzy metry poprawił swoje najlepsze osiągnięcie sprzed dwóch lat – 85,20.

25-letni zawodnik nie ukrywa, że warunki w Białymstoku nie sprzyjały oszczepnikom.

- Padało, a w deszczu słabo się rzuca. Rozbieg jest śliski, mokre staje się osznurowanie i palce nie mają odpowiedniej przyczepności. Krople też w minimalny sposób wpływają na lecący oszczep. W takich warunkach tylko kilka osób osiągnęło lepszy rezultat ode mnie. Poza tym w ogóle nie było wiatru, a podmuchy z tyłu i z prawej strony mogą ponieść sprzęt nawet kilka metrów dalej - tłumaczył.

W ostatnim starcie przed mistrzostwami świata Krukowski wygrał w sobotę 5. Festiwal Rzutów im. Kamili Skolimowskiej. We Władysławowie uzyskał jednak rezultat znacznie odbiegający od swojego najlepszego osiągnięcia – 80,60.

- Wynik średni, ale z tatą, który jest moim trenerem, mieliśmy dylemat. Czy już tylko podtrzymywać formę przed Londynem, czy też po mistrzostwach Polski wykonać jeszcze dwie ciężkie siłownie i później poluzować. Wybraliśmy ten drugi wariant i po dwóch mocnych treningach, których dawno nie robiłem, trochę mnie "przykwasiło". Czułem się +skrócony+, bo nie miałem pełnego zakresu ruchu, ale najważniejsze, że w wyniku była ósemka z przodu. I poniżej takich rezultatów nie zamierzam już schodzić - zapowiedział.

Z Władysławowa zawodnik razem z kulomiotem Michałem Haratykiem wrócił na zgrupowanie do Spały, ale za chwilę ich drogi muszę się rozejść. Przyjaciele spotkają się dopiero 8 sierpnia na lotnisku w Londynie.

- Kulomioci będą wracać po swoim, miejmy nadzieję, bardzo udanym konkursie, a ja będą szykował się do swojej rywalizacji. Konkurs rzutu oszczepem niemalże zamyka mistrzostwa świata, bo eliminacje zostały zaplanowane 10 sierpnia, a finał dwa dni później, w przedostatnim dniu zawodów - wspomniał.

Reprezentant Polski przekonywał, że ranga imprezy go nie paraliżuje, ale wręcz dodatkowo mobilizuje.

- Lubię atmosferę takich konkursów i nie stresuję się nimi. Nigdy przed zawodami nie miałem problemów ze snem, ręce też mi się nie trzęsą ze strachu. W Londynie zamierzam spokojnie przejść przez eliminacje, ustabilizować swoje wyniki na 83-84 metrach, oddać w finale dobry pierwszy rzut, a następnie pójść "ogniem" na całość - zdradził swój plan Krukowski.