- Przed nami wielka szansa. Awans do czwartej rundy, który byłby naszym ogromnym sukcesem, zapewni nam nie tylko zwycięstwo, ale także remis. Zdajemy sobie jednak sprawę, że do osiągnięcia w rewanżu korzystnego wyniku wszyscy musimy, tak jak w pierwszym spotkaniu w Gdyni, zagrać na 130 procent swoich możliwości - przyznał Marcus Vinicius.

W miniony czwartek to właśnie Brazylijczyk zdobył dwie bramki, w tym jedną z rzutu karnego, a trzecią, w doliczonym czasie, dołożył Rafał Siemaszko.

- Nie ma większego znaczenia, kto z nas strzela gole, bo liczy się interes zespołu. Wiemy, o co gramy w czwartek w Herning i zrobimy wszystko, aby wykorzystać szansę. Analizowaliśmy rywali, którzy zapewne także nas rozpracowywali i wiemy, co mamy grać w rewanżu. Oczywiście taktyki nie mogę zdradzić, ale powiem, z jakim nastawieniem udajemy się do Danii. Będziemy walczyć, bo jesteśmy niesłychanie zdeterminowani, aby sprawić kolejną niespodziankę - zapewnił.

W ostatnim ligowym spotkaniu gdynianie nie zaprezentowali najwyższej dyspozycji i tylko zremisowali w niedzielę u siebie z Wisłą Płock 1:1.

- Każdy mecz jest inny. Co prawda po pokonaniu Midtjylland wyżej zawiesiliśmy sobie poprzeczkę i wiele osób może teraz spodziewać się, że będziemy wszystko wygrywać w polskiej lidze. Takie oczekiwania są normalne, ale realia są inne. Trzeba szanować ten punkt wywalczony po walce. Byliśmy co prawda od Wisły lepsi w większości statystyk, jednak w tej najważniejszej, czyli goli, był remis. Z czwartek spodziewamy się również innego spotkania, w którym to gospodarze będą atakowali i dłużej utrzymywali się przy piłce - ocenił.

W ostatnim ligowym meczu bramkę dla Arki z rzutu karnego zdobył Marcin Warcholak, co nie oznacza, że w drużynie zmieniła się hierarchia egzekutorów „11”.

- Ja w tym spotkaniu nie wystąpiłem, a Marcin czuł się pewnie i chciał strzelać. Nadal jestem jednak wyznaczony jako pierwszy do wykonywania karnych, które ćwiczę też po każdym treningu. Jeszcze raz podkreślę, że nie ma znaczenia, czy trafi Warcholak, ja czy inny zawodnik. Najważniejsze, aby Arka wygrała - stwierdził.

W czwartkowym meczu, który rozpocznie się o godzinie 20.30, żółto-niebieskich wspierać będzie co najmniej 1000 kibiców. Tyle bowiem osób wybiera się tylko z Gdyni do Herning.

- Nie dziwię się, że po pierwszym meczu jest takie zainteresowanie. Po zwycięstwie 3:2 daliśmy nie tylko sobie, ale także naszym sympatykom wielką nadzieję na awans do kolejnej rundy Ligi Europy. I wiemy, że będą teraz oczekiwali od nas korzystnego wyniku - podsumował 33-letni zawodnik.