Łukasz Kadziewicz: Wypożyczyliśmy melexa, bo jesteśmy właściwie dwoma emerytami. (śmiech) Ty cały czas jesteś czynnym zawodnikiem, ale na spalski stadion nie chciałem Cię już zapraszać na bieganie. Trochę tu już wybiegaliśmy.

 

Łukasz Żygadło: Trochę tu wybiegaliśmy. Jak wspomnisz były takie okresy w kadrze, że było bardzo ciężko i dziękuję Ci za ten pomysł, bo super tutaj jeździć. Nawet jako trener można by coś takiego wymyślić. Dużo tutaj zdrowia straciliśmy. Mam nadzieję, że praca młodszego pokolenia, które teraz trenuje (a słyszeliśmy, że bardzo ciężko trenuje), przyniesie rezultaty. Widzieliśmy Grzesia Łomacza, który ledwo co stopy odrywa od podłoża...

 

Tęsknisz czasami do tych właśnie lat? Teraz już się nie biega, troszkę inaczej się trenuje, ale tęsknisz do tego okresu, gdzie wydawało nam się, że jest to monotonia, że to coś ciężkiego, a później nie zawsze, ale przychodziły sukcesy?

 

Ja uważam, że ciężko jest wykasować mi te wspomnienia z kadry i ja tak naprawdę czuję się cały czas częścią kadry. No bo tak jest, że jesteś z kadrą na dobre i złe, to jest kawał Twojego życia. Ja uważam, że to były fantastyczne momenty i chyba Ty też tak przyznasz. Ciężko się pracowało, ale akurat trzeba powiedzieć, że mieliśmy to szczęście, że po tej ciężkiej pracy były sukcesy. Były piękne momenty, fala kibiców po Japonii. Nikt się tego nie spodziewał, żeby była taka fantastyczna atmosfera. To są chwile, w których ja mam gęsią skórkę. Takie chwile na pewno się wspomina. Mogę powiedzieć otwarcie: wiele rzeczy w życiu wygrałem, może więcej w klubie, ale największe sukcesy były z reprezentacją, albo w Polsce.

 

Czujesz, że to Twoje sportowe "do widzenia" już coraz bliżej?

 

Cały czas taką presję czuję, bo wielkie pożegnania mieliśmy w tym roku. Jedne pożegnania z racji wieku, drugie niestety też ze względu na kontuzje. Kiedyś, jak byłem młodszy, stawiałem sobie granicę, a teraz stwierdziłem, że nie warto, bo każdy sezon, każdy rok pokazuje czy możesz, czy nie możesz. Ja kiedyś byłem przecież na takiej granicy. Jak leżałem w szpitalu w Kazaniu i robili mi w kręgosłup znieczulenie przed zabiegiem, to lekarz mnie zapytał czy skończyłem studia. Ja się odwróciłem wymęczony po godzinach badań i przygotowany do operacji i pytam się, dlatego mnie o to pyta. A on odpowiada: bo teraz będziesz musiał zarabiać z tego czego się nauczyłeś na studiach. Więc wyobraźcie sobie jak czuje się człowiek, gdy Ci nagle mówią, że to już koniec. A tak praktycznie było. Lekarze odsyłają Cię do kolejnych, aby inny lekarz podjął decyzję co robić. Ale wiesz, są takie momenty i to był jeden z tych momentów, że powiedziałem ja Wam pokażę! Skoncentrowałem się na tym, aby wyzdrowieć i wrócić do grania, nic dla mnie innego nie istniało. Wiesz jak nieraz jest kiedy eliminujesz wszystko z życia. Rodzina też cierpi, są pewne rzeczy, które trzeba naprawić bo wszyscy są skoncentrowani, bo pomagają Ci, żeby wrócić. Na szczęście wróciłem do grania, kosztowało mnie to bardzo dużo, kosztowało to wszystkich moich bliskich dookoła bardzo dużo stresu, ale mogę im jeszcze raz podziękować i wszystkim kibicom i osobom, które mnie wspierały, podziękować za ten moment. Dostałem dużo energii. Energii potrzebnej żeby wrócić i wróciłem.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.