Lechia wygrała co prawda na inaugurację 2:0 w Płocku z Wisłą, ale później przegrała u siebie 0:1 z Cracovią i 2:3 we Wrocławiu ze Śląskiem, a w ostatnim spotkaniu zremisowała na własnym stadionie 1:1 z Górnikiem Zabrze.

 

- Zdobyliśmy cztery punkty i z pewnością nie jest to wymarzony start, bo każdy z nas inaczej to sobie wyobrażał. Tym bardziej, że nie graliśmy przecież z potentatami i z kandydatami do mistrzostwa Polski - ocenił Peszko.

 

32-letni boczny pomocnik przekonuje, że po sporych zmianach w składzie Lechia potrzebuje czasu, aby na nowo się zgrać.

 

- Jesteśmy inną drużyną niż w poprzednim sezonie. Odeszło 10 zawodników, kilku przyszło i taki skład od razu się nie zazębi. Trudno wymagać, aby po wstawieniu czterech-pięciu nowych piłkarzy zespół nadal grał ultra ofensywnie i skutecznie bronił. Nie powiem jednak, że Lechia jest słabsza niż na wiosnę. Straciliśmy co prawda kilku bardzo dobrych chłopaków, ale mnie najbardziej brakuje zrozumienia z nowymi graczami. Poza tym linia pomocy była zestawiona inaczej, bo przez kontuzje wypadli z niej Wolski, Krasic i Haraslin - powiedział.

 

Reprezentant Polski uważa jednak, że niezależnie od wszystkich okoliczności jego drużyna nie powinna stracić takiej bramki jak w spotkaniu z Górnikiem. - Ta sytuacja wymaga analizy, bo popełniliśmy w niej nie szkolny, a przedszkolny błąd. Rywale mieli wrzut z autu i piłka szła do nas. W taki sposób nie możemy tracić goli - stwierdził.

 

Peszko nie był również zaskoczony postawą rywali z Zabrza, który we wcześniejszych spotkaniach potwierdzili, że są groźnym zespołem.

 

- Goście nie zaskoczyli mnie. Górnik to beniaminek, ale bardzo dobry beniaminek. Stara się prezentować ofensywny futbol i u siebie wygrywa. W Gdańsku przeciwnicy zagęścili jednak środek drugiej linii, trochę się cofnęli i czekali na kontrę. I każda nasza strata w środku pola kończyła się ich kontratakiem. Po jednym z nich Angulo mógł trafić do pustej bramki - przypomniał.

 

Mecz z Górnikiem był dla pomocnika biało-zielonych pierwszym występem w tym sezonie. Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN zawiesiła mu na pół roku dyskwalifikację ostatniego czwartego meczu za czerwoną kartkę otrzymaną w konfrontacji z Legią w Warszawie.

 

- Od początku starałem się wchodzić w drybling i wypracowywać sytuacje kolegom, ale w końcówce zabrakło mi sił, bo dynamicznych akcji z mojej strony było mniej niż w pierwszej połowie. Od 4 czerwca nie rozegrałem jednak nie tyle spotkania o stawkę ile nawet sparingu, ale stopniowo powinienem wrócić do dawnej dyspozycji i odzyskać meczowy rytm - zapewnił Peszko.