Karierę zaczął od skoku wzwyż, bo w tym specjalizował się jego trener. Uznali jednak, że jest zbyt niski i trafił do tyczki. To – jak się okazało po latach – było strzałem w dziesiątkę. Teraz śmiało może mówić, że jest jednym z najlepszych na świecie.

 

"Czemu skok o tyczce? Zawsze byłem trochę ryzykantem. Lubię wyzwania. Gdy poprzeczka jest zawieszona na szóstym metrze, to jest na wysokości drugiego piętra. Zdaję sobie z tego sprawę, ale nie myślę w tych kategoriach. Jestem maksymalnie skupiony na tym, co muszę zrobić. Skupienie i panowanie nad ruchami jest najważniejsze" – podkreślił.

 

Lisek to od lat światowa czołówka. Dwa lata temu w mistrzostwach świata zdobył brąz, na najniższym stopniu podium stanął także w halowym czempionacie globu i Europy. Zimą tego roku przyszedł przełom. Jako pierwszy Polak pokonał granicę sześciu metrów. Wygrał pierwszy złoty medal dużej imprezy – w Belgradzie wywalczył złoto halowych mistrzostw Europy.

 

"Ale to srebro z Londynu jest moim największym sukcesem w karierze, ale tak naprawdę celowałem w złoto. Chciałbym móc się pochwalić, że wygrałem w 2017 roku wszystko, co było do wygrania, ale tak się nie stało. Jestem w 95 procentach usatysfakcjonowany” – przyznał zawodnik OSOT Szczecin.

 

By znaleźć się w Londynie na podium trzeba było skoczyć 5,89. To bardzo wysoki poziom, o czym mówią wszyscy.

 

"Warunki były ciężkie. Plan chyba zrealizowałem tak, jak założyliśmy. Jak wiedziałem już, że mam medal, choć konkurs nadal trwał, nie rozluźniłem się. Skupiałem na tym, żeby walczyć i chyba jestem z tego zadowolony” – powiedział.

 

Złoto wywalczył Amerykanin Sam Kendricks. On jako jedyny pokonał poprzeczkę na 5,95.

 

"Nie zazdroszczę mu niczego. Każdy z nas ma swoje atuty i minusy. On ma ich mniej, bo wyżej skacze. Jesteśmy na bardzo podobnym poziomie. Oboje uzyskaliśmy w tym roku sześć metrów – on na stadionie, ja w hali. Oboje musimy to powtórzyć. Walka była do ostatnich wysokości” – dodał Lisek.

 

On sam czuł jeszcze oddech Renaud Lavillenie. Polak skakał poszczególne wysokości jako pierwszy. Gdy trzy razy zrzucił 5,95, przeskoczyć mógł go jeszcze Francuz.

 

"Nie lubię takich sytuacji, kiedy to rywal ma ostatni skok, a ja czekam, co się wydarzy i na którym miejscu skończę. Raczej wolę brać sprawy we własne ręce. Niestety tutaj się nie udało, ale dobrze się skończyło” – cieszył się.

 

Polska ma w dorobku londyńskich mistrzostw świata cztery medale – w rzucie młotem Anita Włodarczyk wywalczyła złoto, a Malwina Kopron brąz, srebro w biegu na 800 m zdobył Adam Kszczot. Impreza potrwa do niedzieli.