Kowalski: Trzeci sort Hiszpanów robi sobie face lifting w Ekstraklasie

Piłka nożna
Kowalski: Trzeci sort Hiszpanów robi sobie face lifting w Ekstraklasie
fot. Cyfrasport

Sześć goli w pięciu meczach strzelił Igor Angulo z Górnika Zabrze, cztery Carlitos (Wisła Kraków), po jednym Ruben Jurado (Arka Gdynia), Dani Suarez (Górnik Zabrze), Gerard Badia (Piast Gliwice). Głównie dzięki grze sporej liczby hiszpańskich "nołnejmów", którzy są prowadzeni przez Kiko Ramireza, Wisła Kraków prowadzi w Ekstraklasie. A Górnik Zabrze, który jeszcze w maju tego roku był bliżej spadku do drugiej ligi niż awansu, jest rewelacją i chce grać o mistrzostwo.

Idę o zakład, że przeciętny kibic w Hiszpanii nie ma pojęcia co to za gracze. To co najwyżej w tamtych warunkach trzecioligowcy, dojrzali, bez perspektyw na Primera, a nawet Segunda Division. Bez żadnych już szans na poważne granie.

 

Uwielbiam Hiszpanię i Hiszpanów, na ich futbolu dobrze byłoby się wzorować, przyjemnie się ogląda nawet tych trzecioligowców, bo potrafią grać w piłkę. Głębsza refleksja w związku z tymi hiszpańskimi podbojami nie jest jednak dla nas wesoła.

 

Ucieka nam Europa! Bo nic nie znaczący w skali europejskiej zawodnicy przyjeżdżają do nas robić za autentyczne gwiazdy. Jak mówi nestor wśród polskich trenerów Bobo Kaczmarek, "robią sobie w Polsce face lifting, poprawiają CV, bo nastrzelać można tu jak nigdzie indziej i dają nura na Cypr czy gdzieś gdzie lepiej płacą". Fakt, że raz na jakiś czas trafi się w Ekstraklasie ktoś pokroju Danijela Ljuboji, Razaka Traore, Marcelo, Maora Meliksona, Juniora Diaza czy Vadisa Odjidji-Ofoe, ale generalnie z zagranicy ściągamy gwiazdy mogące świecić tylko na naszym rynku. Namiastki prawdziwych.

 

Gdzie jest w tym wszystkim polska młodzież, to widzieliśmy podczas ostatniego naszego meczu podczas Euro U-21. Oprócz Karola Linettego wystąpili tam sami nasi ligowcy. I jak gorzko żartuje jeden z byłych selekcjonerów, oko w oko z angielskim bramkarzem stanęli tylko raz. W tunelu przed wyjściem na murawę...

 

Wypada zgodzić się ze Zbigniewem Bońkiem, który wojując z zadowolonymi z siebie, czyli tzw. produktu, władzami Ekstraklasy SA, zarzuca klubom brak pomysłu. Nie może być tak, że bazuje się jedynie na ładnym opakowaniu, public relations, sprzedaży praw telewizyjnych. A do tego ściągniemy paru Hiszpanów czy Słowaków i jakoś to będzie. No nie będzie, co obnażają "popisy" w europejskich pucharach.

 

Tłumaczenie, że odstajemy finansowo jest zasadne i generalnie to rzeczowe alibi. To nie jest jednak tak, że jak nie ma wielkiej kasy to już kompletnie nic nie da się zrobić. Trzeba jednak zarządzać z głową, spróbować przebić się sposobem, podziałać perspektywicznie, a nie tylko doraźnie. Polityka cieplej wody w kranie to droga do wykopania jeszcze większej przepaści między nami a choćby przeciętnymi ligami europejskimi. PZPN też może coś w tej kwestii zrobić. Trzeba szkolić trenerów młodzieży. Wystarczy porozmawiać z ludźmi zajmującymi się młodzieżą, aby przekonać się, że to jest największy problem. W tych wszystkich krajach, które zrobiły ostatnio ogromny postęp, m.in Szwajcarii, Austrii czy Islandii właśnie od tego rozpoczęto.

 

Tymczasem nasze kluby wciąż wolą drogę na skróty, idą na łatwiznę, organizując piłkarzom-turystom promocyjny "face lifting".

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze