Krychowiak wróci, kiedy przestanie udawać Lewandowskiego

Piłka nożna
Krychowiak wróci, kiedy przestanie udawać Lewandowskiego
fot. Cyfrasport

Katastrofa, Dramat Krychowiaka, Miał wszystko, a teraz nie ma nic, Upadek na samo dno… Rozumiem poetykę tytułów w mediach, ale histeryzowanie z tego powodu, że nasz czołowy piłkarz po raz pierwszy nie dostał powołania do kadry, bo nie mieści się w kadrze Paris Saint Germain uważam za mocno przesadzone.

Ot, pomocnik znalazł się na zakręcie swojej kariery, bo przeszacował swoje możliwości sportowe. Postawił na zarabianie, dzięki kontraktowi w stolicy Francji dostaje 4,5 mln euro rocznie. Używając terminologii watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”, nazywanie takiej sytuacji dramatem, jest obrazą ludzi ubogich…

Jasne, wiadomo że chodzi o zjazd sportowy pomocnika, który w poprzednim sezonie rozegrał ledwie parę meczów w PSG, stracił formę i wypada teraz z kadry. Wystarczy jednak, że w otwartym jeszcze okienku transferowym odejdzie, zacznie grać w nowym miejscu i wszystko powinno wrócić do normy. Historia jakich w futbolu możemy przytoczyć setki. Nic nadzwyczajnego. Za parę miesięcy moglibyśmy czytać sportowym zmartwychwstaniu, cudownym powrocie itd…

Zasadne pytanie jest jednak takie, czy przypadek Krychowiaka nie jest jednak nieco inny niż wszystkie. O ile sam za sam wybór Paryża jako miejsce kontynuowania kariery i wspominany w związku z tym wzrost finansowy nie powinien być żadnym zarzutem (na podstawie dobrych występów w Sevilli i reprezentacji Polski mógł przecież liczyć, żę będzie tam choćby żelaznym zmiennikiem, któregoś z tuzów PSG), to już o zmianę spojrzenia zawodnika na siebie samego pretensje mieć można.

Bo widać od jakiegoś czasu wyraźnie, że Krychowiak mocno się przeszacowuje. I nie chodzi o pozytywną pewność siebie, ale raczej o to, że uwierzył w swój wielki piłkarski talent, którego tak naprawdę nie ma. Każdy trener powie, że to zawodnik bazujący na niesamowitej sile, ogromnej pracy, którą wykonuje podczas meczów głównie w destrukcji i umiejętnościach czysto taktycznych, które nabył szkoląc się od juniora we Francji. Jeśli Krychowiak przestaje harować, traci dynamikę, przestaje istnieć na boisku. Nie jest dobry technicznie, nie jest finezyjny, trudno z nim pograć kombinacyjnie do przodu.

Ale pal licho. I to co Krychowiak ma plus trochę szczęścia sprawiło, że dwukrotnie z Sevillą sięgał po zwycięstwo w Lidze Europy, a Hiszpanie z Andaluzji autentycznie się w nim zakochali. Bo dawno w Sevilli nie było zawodnika, który pracował na drużynę aż tak mocno. Fani przyzwyczajeni byli do często pretensjonalnych mniejszych bądź większych gwiazd grających pod siebie.

Prawdopodobnie właśnie to plus ogromne podwyższenie statusu w Polsce, bo wszyscy wmawiali Grzegorzowi, że jest wielki, że jest tuż za Lewandowskim i pewnie jeszcze jakieś podpowiedzi z najbliższego otoczenia sprawiły, że „Krycha” uwierzył, że na tę półkę „Lewego” już wskoczył. Niewykluczone, że od początku zresztą Krychowiak miał jakiś kompleks Lewandowskiego.

Świadczyć o tym mógłby choćby fakt z czasów gdy Adam Nawałka zmieniał kapitana reprezentacji. Jak usłyszeliśmy w sztabie reprezentacji, najbliższe otoczenie zawodnika bardzo mocno naciskało, aby to właśnie Krychowiak, a nie Lewandowski przejął opaskę od Jakuba Błaszczykowskiego.

Wydaje się, że teraz powrót pomocnika do swojej normalnej dyspozycji jest mniej więcej tożsamy z tym kiedy wyląduje on na ziemi mentalnie. Kiedy zrozumie, że drugim Lewandowskim nie jest i nigdy nie będzie. I skupi się na tym w czym jest najlepszy. Sygnały, które odbieramy z Paryża na razie optymistyczne jednak nie są. Angielski menedżer Polaka właśnie w stylu agentów z Wysp wysyła tzw. fake newsy o rzekomym zainteresowaniu jego klientem najpoważniejszych europejskich klubów. Stąd te bzdury o Juventusie czy Chelsea. Prawdopodobnie po to, aby zainteresować kluby mniejsze czy też wyrobić sobie dobrą pozycję negocjacyjną.

Niewykluczone, że strategia ludzi ze sztabu Krychowiaka polega na tym, że zdecydowano nie stracić nawet eurocenta i biorą teraz PSG na przeczekanie. Czyli liczą, że pracodawca chcąc się pozbyć kłopotliwego pracownika wypłaci mu różnicę jaka powstanie w jego kieszeni po odejściu do innego klubu. Takie oczekiwanie do ostatniej godziny okienka transferowego może działać jednak na psychikę obu stron (Krychowiak ryzykuje przecież kolejne pół roku bez gry, co mogłoby już mu na dobre zamknąć drogę do sensownego powrotu).

To która ze stron pęknie jest oczywiście niesamowicie ciekawe. Tyle, że dla postronnych obserwatorów. My reagujemy emocjonalnie. I tęsknimy za Krychowiakiem, którego uważano za płuca reprezentacji i który nie udawał nikogo innego…

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze