Nice 1 liga: Pierwsze zwycięstwo GKS-u Katowice. „Sędzia podejmował dziwne decyzje”

Piłka nożna
Nice 1 liga: Pierwsze zwycięstwo GKS-u Katowice. „Sędzia podejmował dziwne decyzje”
fot.Cyfrasport

W jednym ze spotkań 4. kolejki rozgrywek Nice 1 Ligi ekipa Rakowa Częstochowa podejmowała u siebie GKS Katowice. Lepsi okazali się przyjezdni, którzy wygrali 3:1 i było to ich pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Radości z tego nie ukrywał szkoleniowiec GieKSY, Piotr Mandrysz, dla którego początek sezonu nie był łatwy.

Katowiczanie w trzech pierwszych kolejkach zgromadzili na swoim koncie zaledwie jedno oczko. GKS przegrał u siebie dwa spotkania z Puszczą Niepołomice oraz Pogonią Siedlce, natomiast na wyjeździe zremisował z Miedzią Legnica. Atmosfera w obozie ekipy z Górnego Śląska była bardzo napięta i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali pierwszego zwycięstwa w tym sezonie.

 

Scenariusz ten został spełniony w Częstochowie. Jedni z faworytów do awansu do Lotto Ekstraklasy zdobyli bramkę już w drugiej minucie, natomiast kilkanaście minut później prowadzili już 2:0. Dublet ustrzelił Andreja Prokić. - Zdawaliśmy sobie sprawę w jaki sposób grę będzie prowadził Raków. Było więcej miejsca i Andreja znakomicie to wykorzystał. Oprócz tych dwóch sytuacji, które z zimną krwią zamienił na gole, miał jeszcze kilka innych, które przy lepszym dograniu mogły się również skończyć bramkami. To doświadczony piłkarz i naprawdę robi postępy jeśli chodzi o grę na boku. Oprócz serca dołożył też skuteczność, co też wiemy, że było to naszą piętą achillesową – powiedział po meczu opiekun gości, Piotr Mandrysz.

 

Doświadczony szkoleniowiec nie ukrywał zadowolenia, że jego zespołowi udało się wyjść na prowadzenie już na samym początku meczu, co mocno skomplikowało życie rywalom. - Na pewno fajnie się mówi po meczu, ale jak zdobywa się gola już na początku to gra się zdecydowanie łatwiej. My strzeliliśmy do przerwy aż dwa i stąd mogliśmy w drugiej połowie zagrać troszkę spokojniej a upływający czas na pewno nie był sprzymierzeńcem zespołu gospodarzy – stwierdził.

 

W drugiej połowie częstochowianie potrafili zdobyć bramkę kontaktową i wśród kibiców Rakowa odżyły nadzieje na doprowadzenie do remisu. Katowiczanom udało się jednak przetrwać napór rywali, a następnie ustalić wynik na 3:1 po trafieniu z rzutu karnego Wojciecha Kędziory. - Spodziewaliśmy się takiej gry Rakowa. Po ich ostatnim spotkaniu z Chojniczanką Chojnice udało nam się wyciągnąć właściwe wnioski i odpowiednio ustawić zespół pod przeciwnika. Dla nas był to trudny mecz, bo przeciwnik zagrał solidne spotkanie a myśmy się dobrze przeciwstawili. Mieliśmy trudny moment po przerwie - zdobyta przez Raków bramka troszkę zaburzyła nasze granie, ale przetrwaliśmy szturm przeciwnika. Dokonaliśmy też dobrych zmian, co ostatnio różnie z tym było. Podwyższyliśmy również nasze prowadzenie, które skutecznie dowieźliśmy do końca. Gratuluję swojemu zespołowi, który zagrał solidne spotkanie i zasłużenie sięgnął po trzy punkty – mówił trener GKS-u.

 

Rozczarowany postawą swojego zespołu w pierwszej połowie był opiekun RKS-u, Marek Papszun. - Nie byliśmy sobą w pierwszej połowie. Po ostatnim meczu z Chojniczanką wydawało nam się, że każdy kolejny będzie tak samo wyglądał. Jednak tak nie jest. Przeciwnicy oglądają nasze spotkania i do nich się przygotowują. My już nie jesteśmy drużyną anonimową i "zwykłym beniaminkiem" i do tego też musimy się przystosować – przyznał.- Dzisiaj kilku zawodników, nie wiemy dlaczego - nie mogło "wejść" w mecz. Rozegraliśmy jak do tej pory najsłabszą pierwszą połowę w rozgrywkach Nice 1 Ligi. Natomiast po przerwie tworzyliśmy zespół, stwarzaliśmy akcje, które zaczęły się "zazębiać" – kontynuował swoją wypowiedź.

 

Szkoleniowiec gospodarzy odniósł się także do pracy sędziego, który w jednej z sytuacji nie uznał bramki zdobytej przez Jose Embalo, który rzekomo faulował swojego rywala w walce o piłkę. - Sędzia podejmował dziwne decyzje, który trochę nas wybijał z rytmu. Nie wiem dlaczego nie uznał tej pierwszej bramki, chyba sam wie to najlepiej. Z mojej perspektywy podjął dużo kontrowersyjnych decyzji, ale walczyliśmy i strzeliliśmy bramkę kontaktową. Mieliśmy kolejne sytuacje, ale niestety nic nie chciało wpaść. Potem był prosty błąd, rzut karny i 3:1. Było wiadomo, że musieliśmy się odkryć i ta porażka mogła być jeszcze wyższa. Przykro jest, że przegrywamy drugi mecz z rzędu u siebie, natomiast ja nie popadam tutaj w panikę, bo jest to dla nas kolejne doświadczenie – bolesne, ale jest. Musimy teraz wyciągnąć wnioski. Plus jest taki, że już w środę mamy kolejny mecz i możemy się zrehabilitować – powiedział na koniec Marek Papszun.
Dla GKS-u Katowice było to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, natomiast Raków poniósł drugą porażkę z rzędu na własnym boisku. Oba zespoły mają w tym momencie po cztery punkty w ligowej tabeli. Liderem z dziesięcioma oczkami jest Chrobry Głogów.

Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze