Janowicz przed rokiem wystąpił na kortach ziemnych przy al. Wojska Polskiego 127, dochodząc do drugiej rundy. Obydwa jego mecze oglądało po ponad 3500 widzów. Przyjechał wówczas do Szczecina zaraz po triumfie w imprezie tej samej rangi w Genui, gdzie w finale pokonał Hiszpana Nicolasa Almagro. To oznacza, że w dwóch wrześniowych tygodniach będzie bronić w sumie 135 punktów (z czego 10 pkt w Szczecinie) w rankingu ATP World Tour, w którym zajmuje obecnie 108. pozycję.

Lista zgłoszeń do szczecińskiego challengera została zamknięta w poniedziałek, na trzy tygodnie przed startem imprezy, która w tym roku oferuje jeszcze wyższą pulę nagród, niż dotychczas. Łączna suma premii wypłacanych uczestnikom w 25. edycji wyniesie 150 tysięcy dolarów (127 tys. euro), o 25 tys. więcej, niż przed rokiem.

- To skutek reformy cyklu ATP Challenger Tour, którą wprowadzono na początku sezonu. Nasz turniej pozostał dzięki temu w elitarnym gronie „Top Level Event”, czyli ma najwyższą rangę wśród challengerów. Wyższe nagrody dla tenisistów są na pewno sporym magnesem, chociaż liczba punktów, przyznawanych za przejście kolejnych rund, nie zmieniła się w porównaniu z poprzednią edycją. Czyli zwycięzca otrzyma ich 125, a nie 150, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka – powiedział dyrektor Pekao Szczecin Open Krzysztof Bobala.

- Ogromnie się cieszymy, że to nie jest przeszkodą dla świetnych zawodników w zgłaszaniu się do naszej imprezy, bo niektóre nazwiska naprawdę są bardzo ciekawe. Na pewno liczymy, że Jurek Janowicz, jako pierwszy Polak zwycięży w naszym challengerze. Dotychczas udało się to tylko Bartłomiejowi Dąbrowskiemu, ale miało to miejsce w 1994 roku, gdy jeszcze był to turniej zaliczany do cyklu satelitarnego, a nie ATP Challenger Tour. Natomiast nazwisko Tommy’ego Robredo budzi oczywiście nasze obawy o to, że na 25-lecie możemy się doczekać przełamania „hiszpańskiej klątwy”, bo żaden tenisista z tego kraju nie zdołał jeszcze triumfować w Szczecinie – dodał Bobala.

Zamkniętą właśnie listę zgłoszeń do tegorocznego Pekao Szczecin Open otwiera Niemiec Florian Mayer, 75. w rankingu ATP World Tour. Tuż za nim można znaleźć ubiegłorocznego triumfatora Włocha Alessandro Gianessiego – 91. na świecie, Argentyńczyka Carlosa Berloqa – 96., Włocha Marco Cecchinato - 101., Janowicza, Norwega Caspera Ruuda - 110. Ten ostatni - uznawany za jeden z największych talentów młodego pokolenia graczy - przed rokiem wystąpił już w turnieju, ale odpadł w drugiej rundzie.

Chęć gry wyraził również ubiegłoroczny finalista i podwójny triumfator z 2014 roku (w singlu i deblu) Niemiec Dustin Brown – 115. Nieco dalej rzucają się w oczy nazwiska dwóch weteranów światowych kortów, którzy w wyniku kontuzji i słabszej formy, starają się obecnie wrócić do światowej czołówki. Jednym z nich jest Austriak Juergen Melzer, były numer osiem w rankingu tenisistów, aktualnie 149. A drugą bardzo znaną postacią jest Hiszpan Tommy Robredo – 182. Zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego swoje pierwsze w karierze zwycięstwo w cyklu ATP World Tour odniósł w 2001 roku w Polsce, wgrywając sopocki Orange Prokom Open.

- Oczywiście patrząc na aktualna listę zgłoszeń należy zachować pewien umiar, bo pojedyncze nazwiska mogą z niej zniknąć, nawet tuż przed losowaniem turniejowej drabinki. Nie można bowiem przewidzieć kontuzji czy sytuacji losowych, jakie mogą uniemożliwić komuś przyjazd do Szczecina. Ta było np. z Nicolasem Almagro przed rokiem, gdy wycofał się w ostatniej chwili w wyniku problemów zagrożenia ciąży jego narzeczonej. Ale też pamiętajmy, ze mamy do dyspozycji cztery „dzikie karty”, z których też mogą skorzystać tenisiści, którzy zdecydują się na start u nas, nawet tuż przed losowaniem głównej drabinki – powiedział Bobala.