W Hamburgu ostatecznie walczyć będzie 243 pięściarzy z 75 krajów, w tym wielu medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata  oraz imprez kontynentalnych. W tym gronie dwaj Polacy, którzy prawo startu w tym turnieju wywalczyli podczas czerwcowych mistrzostw Europy w Charkowie. Polski (kat. lekkopółśrednia) zdobył tam brązowy medal wygrywając w ćwierćfinale z wicemistrzem olimpijskim z Rio de Janeiro Lorenzo Sotomayorem, co było wielką sensacją. Kubańczyk boksujący w barwach Azerbejdżanu był w tym pojedynku dwukrotnie liczony i nie miał nic do powiedzenia.

 

A Kiwior (półsrednia) wrócił wprawdzie z Charkowa bez medalu, ale awans do ćwierćfinałów wystarczył, by zapewnić sobie prawo startu w Hamburgu. Niestety pozostali nasi reprezentanci odpadli wcześniej i mistrzowski turniej rozgrywany w Niemczech obejrzą w telewizji.

 

Czy losowanie w Hamburgu było dla nas szczęśliwe? Na imprezach tej rangi, gdy rozstawia się najlepszych zawodników, na pełnię szczęścia liczyć nie można. System kwalifikacji przypomina gęste sito przez które słabeusze nie mają się szans przecisnąć. Ale myślę, że Polski i Kiwior nie mogą narzekać. Gutierrez i Byamba są w ich zasięgu.

 

Kolumbijczyk z pewnością nie należy do asów boksu olimpijskiego, nie można stawiać go w jednym rzędzie chociażby z Sotomayorem, którego Mateusz pokonał w Charkowie.

 

Był dwa lata temu mistrzem swojego kraju, przed rokiem przegrał w finale, stoczył jedną, przegraną walkę w WSB (World Series of  Boxing), nie zrobił furory w mistrzostwach obu Ameryk, gdzie wygrał w barażu z Charlie Wilsonem z Panamy i awansował na MŚ, ale cześniej został poddany w starciu z Kubańczykiem Andy Cruzem.

 

Jeśli Polski sobie z nim poradzi, a jest w stanie, to w kolejnej walce zmierzy się z Uzbekiem Ukboljonem Choldarowem, i to będzie trudniejszy rywal.

 

Kiwior ma znacznie bardziej doświadczonego przeciwnika. Byamba jest dziesięciokrotnym mistrzem Mongolii, olimpijczykiem z Pekinu (2008) i Londynu (2012). Startował też w kilku ostatnich mistrzostwach świata, ale bez sukcesu. Jeśli Kiwior "przeskoczy" tę przeszkodę, to już czekać będzie na niego Azer Parviz Baghirov, zwycięzca I Igrzysk Europejskich w Baku. Ale najpierw niech Kiwior pokona Mongoła.

 

Turniej w Hamburgu potrwa do przyszłej soboty. Miejmy nadzieję, że dobrych walk nie zabraknie, szykują się przecież wielkie rewanże za ubiegłoroczne igrzyska W wadze papierowej (49 kg) chociażby jest przecież Uzbek Hasanboy Dusmatow, złoty medalista z Rio de Janeiro, zdobywca Pucharu Barkera, przyznawanego najlepszym zawodnikom olimpijskiej rywalizacji. Jest też znakomity Kolumbijczyk Yuberjen Martinez,  który przegrał z nim w finale i wywalczył srebrny medal. A obok nich Kubańczyk Yohanys  Argilagos, Anglik Galal Yafai, Rosjanin Jegorow. W pierwszym dniu mistrzostw odbędzie się aż 41 walk. W tym wspomniany wcześniej pojedynek Mateusza Polskiego z  Gutierrezem.

 

Przypomnę tylko, że pierwsze mistrzostwa świata odbyły się 1974 roku w Hawanie, a Polacy przywieźli z nich tylko jeden brązowy medal zdobyty przez Zbigniewa Kickę (póśrednia). Cztery lata później w Belgradzie Henryk Średnicki sięgnął po zlóto w wadze muszej, to jak na razie jedyny tytuł mistrza świata dla Polski. Pierwszym turniej z którego nasi pięściarzy wrócili bez medalu były mistrzostwa w Sydney (1991). Dwa lata później w Tampere, to samo, znów porażka. Ale w 1995 roku w Berlinie zaświeciło słońce. Robert Ciba (kogucia) i Tomasz Borowski (średnia) walczyli w finałach. Przegrali ze znakomitościami, Ciba z Rosjaninem Małachbekowem, a Borowski z Kubańczykiem Arielem Hernandezem, ale są wicemistrzami świata. Później już tylko Andrzej Rżany (Houston 1999) i Aleksy Kuziemski (Bangkok 2003) stali na podium. Obaj z brązowymi medalami, pierwszy w wadze muszej, drugi półciężkiej. Jak na dyscyplinę z tak pięknymi tradycjami, naprawdę niewiele. Sen o kolejnym polskim medalu mistrzostw świata wciąż trwa.

 

Transmisje mistrzostw świata w boksie w Polsacie Sport Fight.