Prezes PZKosz. o Adamie Wójciku: Na parkiecie wręcz pomagał arbitrom

Koszykówka
Prezes PZKosz. o Adamie Wójciku: Na parkiecie wręcz pomagał arbitrom
fot. PAP

Adam Wójcik nie był tzw. boiskowym zabijaką, na parkiecie w trudnych sytuacjach wręcz pomagał arbitrom – takie wspomnienia o zmarłym na białaczkę 149-krotnym reprezentancie Polski w koszykówce ma prezes krajowej federacji Grzegorz Bachański, były sędzia międzynarodowy.

Szef PZKosz. pamięta pierwsze spotkanie z Wójcikiem, u progu jego zawodowej kariery. Obydwaj byli wówczas nastolatkami...

- Zobaczyłem go po raz pierwszy jako kibic-nastolatek, siedząc w ciasnej salce Legii Warszawa przy ul. 29 Listopada. Był koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku. 17 czy 18-letni Adam grał w Gwardii Wrocław i już wtedy zrobił na mnie wrażenie. Miał specyficzny, swój styl gry. Mówiąc kolokwialnie latał nad koszami. Przy swoim wzroście był bardzo ruchliwy, potrafił rzucać za trzy punkty. Można powiedzieć, że jego gra była zwiastunem nowej epoki w polskiej, ale i światowej koszykówce, basketu lat dziewięćdziesiątych, w którym gwiazdami byli wysocy, wszechstronni gracze – powiedział Bachański.

Potem przez kilkanaście lat w roli arbitra spotykał się z koszykarzem urodzonym w Oławie na parkiecie. Bachański przyznał, że nigdy nie doszło między nimi do większej kontrowersji, nieprzyjemnego zdarzenia.

- Jako sędzia nigdy nie miałem z Adamem żadnego większego konfliktu, choć mecze przełomu wieków o mistrzostwo Polski między Śląskiem Wrocław, a Mazowszanką Pruszków czy Nobilesem Włocławek do łatwych nie należały, tym bardziej, że było wówczas dwóch, a nie tak jak jest teraz, trzech arbitrów. Adam był nad wyraz spokojnym graczem, miała łagodną naturę. Można powiedzieć, że w trudnych sytuacjach na parkiecie wręcz pomagał nam, arbitrom. Skupiał się w stu procentach na grze, współpracy z kolegami. Nie wdawał się w dyskusje z sędziami. Miał taki poziom sportowy, a przy tym charakter, że nigdy nie wymuszał fauli. Wszyscy go szanowali, wiedzieli, że jest gwiazdą, ale on tego nie wykorzystywał. Nie był typem zabijaki kontestującego każdą decyzję – dodał.

Ich kontakty w ostatnich latach zmieniły charakter. Bachański został prezesem związku, a Wójcik po zakończeniu kariery w 2012 r., rozpoczął pracę z reprezentacją w roli asystenta trenera Dirka Bauermanna.

- Pamiętam pierwsze spotkanie z niemieckim trenerem i jego pierwsze pytanie: a co robi teraz Adam Wójcik? Chciałbym, żeby pracował ze mną w kadrze. Adam miał pomagać w ustawieniu współpracy wysokich graczy, a szczególnie Marcina Gortata i Macieja Lampego. W tej nowej roli wszyscy go także szanowali i lubili - przypomniał.

Bachański cenił ośmiokrotnego mistrza Polski nie tylko za wybitne umiejętności sportowe, ale właśnie charakter i sposób – pozytywnego podejścia do życia.

- Po finałowych meczach o mistrzostwo Polski, na organizowanych przez kluby bankietach, zawsze można było z Adamem normalnie porozmawiać, już bez emocji, nie tylko o koszykówce, ale i o życiu. Nie z każdym zawodnikiem, trenerem, czy szefem klubu taka konwersacja była możliwa i miła. Jego odejście to wielka strata dla środowiska koszykarskiego – dodał.

CM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze