Lorek: Tai Woffinden - Przytulony do Didgeridoo

Żużel
Lorek: Tai Woffinden - Przytulony do Didgeridoo
fot. Cyfrasport

Podczas wrocławskich The World Games paradował w parku maszyn we flip – flopach, czyli najwygodniejszym obuwiu jakie wymyśliły blade twarze… Japonki zdobiły stopy dwukrotnego indywidualnego mistrza świata, Taia Woffindena. Gdyby nie mury pamiętające Adolfa Hitlera i uroczy jazgot motocykli, można było odnieść wrażenie, że to nie jest wielka impreza sportowa na Dolnym Śląsku, tylko plaża nieopodal Perth…

We Wrocławiu Woffy odpoczywał od ścigania, ale w Gorzowie Wielkopolskim realizował plan taktyczny nakreślony przez Petera Adamsa. Tai lubi eksperymentować. Przed rokiem Brytyjczyk korzystał z rad swojego dobrego kolegi – Szweda z Gullspang – Petera Karlssona. Woffy jest mistrzem wnikliwej analizy. Dostrzegł, że świetny kumpel Pikej to wspaniała partia do konwersacji, ale czegoś brakowało w znakomicie naoliwionej machinie. Sięgnął po starego mistrza, który jest praktycznie niewidzialny w parku maszyn. Peter Adams pracował z wielkimi mistrzami speedwaya w latach 70-tych i 80-tych. Pamięta atmosferę Wembley, Ullevi, Stadionu Śląskiego i Stadionu Olimpijskiego.

Adams to szczwany lis, prawdziwy profesor w czytaniu gry. Wystarczy, że dwa razy kopnie w nawierzchnię toru, nagryzmoli dwa wersety w kajecie i delikatnie szepnie Taiowi na ucho co należy zrobić w danym momencie. To nikt inny, tylko Peter Adams, wskazał Woffindenowi drogę do najlepszego mechanika w żużlowej branży – Jacka Trojanowskiego z Rzeszowa. Peter Adams wypatrzył go, gdy „Jack” Trojanowski pracował w teamie Petera Karlssona. Woffy posłuchał, bo Brytyjczycy posiadają wyjątkowy dar do wyławiania talentów.

Skrzętnie konstruowana ekipa. Każdy element jest istotny w tej skomplikowanej układance. W Malilli Woffy wykręcił 14 oczek. W Gorzowie Wielkopolskim potrzebował eksplozji. Pomimo przegranego startu w finale wiedział, że jedyną metodą, aby zaskoczyć Patryka Dudka jest atak pod płotem. Inna sprawa, że zielonogórzanin zachował się z klasą i zostawił Brytyjczykowi miejsce przy bandzie. Woffy był rozpędzony jakby ścigał się ze sławetnym pociągiem „The Ghan” przemierzającym dystans z Adelajdy do Darwin. Różnica polegała na tym, że Woffinden nie zatrzymał się choćby na ułamek sekundy, a „The Ghan” odpoczywał przez 4 godziny w Alice Springs…

Tai wygrał GP w Gorzowie Wielkopolskim, zainkasował 18 oczek, ale tegoroczny finał w niczym nie przypominał ubiegłorocznego. Wówczas Doyle pokonał Woffindena po pasjonującym boju. Teraz Doyley był trzeci w decydującej batalii, ale najniższy stopień podium ma wyjątkowy smak dla Australijczyka, gdyż przesunął go w klasyfikacji na pierwsze miejsce…

Co rok to prorok

GP w Gorzowie Wielkopolskim rozgrywane jest od 2011 roku. Pierwszą, deszczową edycję, przerwaną po 16 wyścigach wygrał Kalifornijczyk Greg Hancock. W tegorocznej GP zabrakło Grega, gdyż specjaliści od urazów barku zalecili mu operację. Hancock rozumie potrzeby swojego ciała, więc posłuchał rad fachowców i zakończył starty w tym sezonie. Wróci naładowany pozytywną energią i za rok postara się wyrównać rekord Ove Fundina, pięciokrotnego indywidualnego mistrza świata.
 
W 2012 roku w nadwarciańskim grodzie zwyciężył Słowak z maleńkiej Żarnovicy – Martin Vaculik. Rok później nie było mocnych na „Małego”, czyli rodowitego łodzianina Jarosława Hampela. W 2014 roku „Jancarz” oszalał z radości, bo po pierwszy profesjonalny skalp sięgnął Bartosz Zmarzlik. W 2015 roku w fenomenalnej dyspozycji był Słoweniec Matej Zagar wspierany przez przyjaciela i sponsora Krzysztofa Kozaryna.

Wreszcie przed rokiem fani szlaki, którzy przybyli na stadion imienia Edwarda Jancarza wstrzymywali oddech widząc tasujących się Woffindena z Doylem. W tym roku zwyciężył Tai, a więc w historii siedmioletniej przygody Gorzowa Wielkopolskiego z cyklem Speedway GP, poznaliśmy aż siedmiu rozmaitych zwycięzców. To ilustruje jak trudnym obiektem jest gorzowski tor. Nikt nie potrafi go rozgryźć na tyle, aby pokusić się o seryjne zwycięstwa.

Paweł Nizioł, klubowy mechanik Stali Gorzów, Jarek Gała – toromistrz, Stanisław Chomski – trener drużynowych mistrzów Polski – zgodnie wyznają, że gorzowski tor jest piekielnie trudny technicznie. W tym tkwi urok tego obiektu, na którym najlepiej czuje się… zielonogórzanin Patryk Dudek. To dodatkowy smaczek odwiecznej rywalizacji dwóch najsilniejszych żużlowych ośrodków na Ziemi Lubuskiej.

Duzers, podobnie jak Woffy, nic nie musi. Dudek i Woffinden są w najbardziej komfortowym położeniu, bo nie dźwigają presji, tylko ścigają zmieniających się liderów. To Maciej Magic Janowski i Jason Kevin Doyle zmagają się z gigantyczną presją…

Rosyjska torpeda

31 sierpnia w Oktiabrsku rozegrany zostanie finał indywidualnych mistrzostw Rosji. Przed laty na torze w Oktiabrsku ścigał się Zajtun Gafurow, tata Renata Gafurowa. Odległe to dzieje kiedy w Związku Radzieckim mieszkańcy Oktiabrska tłumnie przychodzili na mecze miejscowego Stroitiela. Dziś obiekt nosi nazwę Neftianik Oktiabrsk. Na liście uczestników indywidualnego czempionatu Rosji zabraknie dwukrotnego mistrza świata juniorów Emila Sajfutdinowa. Taką decyzję powziął najbardziej utalentowany rosyjski żużlowiec.

Koniec i kropka. O wygraną i splendor powalczą Władimir Morozow, Gleb Czugunow, Renat Gafurow i spółka… „Wot, żizn” jak mawiał Ławrientij Beria…

Emil to chłopak, który świetnie czuje żużlowy motocykl. Do tego stopnia, że jeżeli rywal pozostawi mu wąską szczelinę, Rosjanin skwapliwie skorzysta z prezentu. Nie inaczej było w drugim wyścigu GP w Gorzowie Wielkopolskim. Piotr Pawlicki, który potrzebuje punktów jak kania dżdżu, wygrał start i pojechał szeroko z obłędną prędkością na prostej przeciwległej. Nie miał złych intencji, ale pod prawą rękę wcisnął się Emil i doszło do kontaktu dwóch zawodników.

Piotr tak nieszczęśliwie upadł, że otrzymał solidne uderzenie w głowę od odbijającego się motocykla, który wylądował poza bandą! Co prawda, Piotr pozbierał się po upadku, ba, nawet wygrał kolejny wyścig numer 5, w którym pokonał Macieja Janowskiego, ale ból mu doskwierał. Zaś Emil, którego szwedzki sędzia Krister Gardell nie wykluczył z tego wyścigu, ścigał się jak natchniony w serii zasadniczej. Uzbierał aż 11 punktów w pięciu startach. Niestraszny był mu ani Tai Woffinden ani Michael Jepsen Jensen, ani Patryk Dudek czy Matej Zagar. Wydawało się, że Rosjanina nikt nie powstrzyma, ale w półfinale już nie było tak kolorowo. Jason Doyle i Bartosz Zmarzlik pomknęli jak szaleni do mety, a Emilowi wyraźnie brakowało prędkości w drugim półfinale.

Tai Woffinden ukochał hazard dotyczący wyboru pól startowych. W finale postawił na wyjątkowo wredne trzecie pole startowe. To pokazuje jak bardzo pewnym czuł się Brytyjczyk. Wygrał finał i po dwóch – trzecich sezonu Woffy niepostrzeżenie skrada się ku medalowej pozycji. Pamiętajmy, że zodiakalnego Lwa nie zadowoli trzecie bądź drugie miejsce. On chce koronacji na Etihad Stadium w Melbourne.

Co prawda, zgoła odmienne zdanie wyrażają w tej kwestii Jason Doyle, Maciej Janowski i Patryk Dudek, ale mistrzostwa nabierają takiego kolorytu, że to przytulony od brzdąca do didgeridoo, magicznego instrumentu muzycznego Aborygenów, Tai Woffinden ma w ręku magiczny talizman. Atakuje w Teterow, Sztokholmie, Toruniu i Melbourne z pozycji żużlowca, który nic nie musi. Wystarczy, że założy na uszy nuty mistrza gry na didgeridoo – Davida Charlesa Hudsona z Cairns i odleci w obcą galaktykę, ale powróci silniejszy z Peterem Adamsem i gronem zacnych polskich majstrów…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze