Skrzydłowy Iberostaru Tenerife był jedną z niewielu wyróżniających się postaci w drużynie, uzyskał double-double: 22 pkt, 13 zbiórek, także asystę, ale i pięć strat – najwięcej w zespole. Wnosił do gry energię i nieustępliwość.

- Ale też popełniłem dużo błędów, więc myślę, że za bardzo nie zasługuję na pochwały. Źle zagraliśmy ten pierwszy mecz. Na szczęście są jeszcze cztery do rozegrania, w których nie jesteśmy bez szans. Słowenia jest jednym z najlepszych zespołów w tej grupie. Teraz musimy się skupić na meczach, które są przed nami – skomentował.

Wśród przyczyn porażki wskazał dużą liczbę strat, które ustawiły mecz w początkowej fazie.

- Nie wiem z czego to mimo wszystko wynikło. Nie mogę mówić za innych, bo każdy inaczej podchodzi do rywalizacji, inaczej koncentruje się przed meczem. Szkoda, że tak się to potoczyło. Potem przecież graliśmy już ze Słowenią jak równy z równym. Próbowaliśmy gonić w końcówce, ale początek był słaby – przyznał.

Spotkanie zaczęło się z kłopotami dla biało-czerwonych, bo kontuzji łuku brwiowego już po 46 sekundach doznał Adam Waczyński, a Łukasz Koszarek szybko miał na koncie dwa faule. To wybiło zespół z rytmu.

- Na pewno nie zaczęliśmy tak, jakbyśmy chcieli. Cały mecz nie układał się po naszej myśli. Próbowaliśmy wrócić do gry, ale trudno dogonić taką drużynę jak Słowenia, gdy da się jej zbudować 21 punktów przewagi. Mają trzech świetnych zawodników i to było widać. Dragic pociągnął dzisiaj cały zespół, Doncic i Randolph trafiali w najważniejszych momentach. Zadaniowcy też potrafią dobrze wywiązać się ze swoich ról - powiedział.

- Szkoda, że zawaliliśmy pierwszą fazę, bo naprawdę można się było tu bić o zwycięstwo – zakończył lider reprezentacji w czwartkowym meczu.

Piątek jest dniem przerwy w turnieju grupy A. W sobotę Polacy zagrają w Helsinkach z Islandią. Początek meczu o godz. 12.45.