34-letni Szewczyk, który od nowego sezonu będzie występował w Anwilu Włocławek jest zdania, że Polska miała szansę na odniesienie zwycięstwa.

- Mieliśmy szanse, ale dwa razy w końcówkach drugiej i czwartej kwarty, gdy zmniejszyliśmy straty do kilku punktów, chyba nawet do trzech jeśli dobrze pamiętam (w 19. min. było 42:45), zabrakło koncentracji i pojawiły się proste błędy, co pozwoliło odskoczyć rywalom - ocenił.

Jego zdaniem Polska fatalnie rozpoczęła trzecią kwartę.

- Ale w czwartej odrobiliśmy straty. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy jeszcze bardziej faktu, że Słowenia grała w końcówce bez dwóch środkowych i pozostała tylko z naturalizowanym Anthonym Randolphem. Niepotrzebne straty Przemka Karnowskiego i proste błędy oraz brak koncentracji zemściły się w końcówce, bo Słoweńcom łatwiej przychodziło zdobywanie punktów niż nam - dodał.

Trzykrotny uczestnik mistrzostw Europy (2007, 2009 i 2011) jest pod wrażeniem gry lidera Słoweńców Gorana Dragica (Miami Heat), ale cieszy się z dobrej postawy Mateusza Ponitki oraz zmienników koszykarzy pierwszej piątki i jest pełny nadziei przed kolejnym spotkaniem.

- To, że Dragic będzie tak grał, było wiadomo przed meczem. To zawodnik najwyższej klasy europejskiej, który znakomicie radzi sobie w NBA. Nie mogliśmy go zatrzymać, ale to nie był powód naszej porażki. Mnie cieszy to, że to było dobre spotkanie, momentami widowiskowe, że bardzo dobrze zagrał Mateusz Ponitka, a ciekawe wejścia mieli Przemysław Zamojski i Michał Sokołowski - zaznaczył.

Jego zdaniem naturalizowani zawodnicy w obydwu ekipach A.J. Slaughter i Randolph w Słowenii nie byli gwiazdami swoich drużyn.

- Od naturalizowanych amerykańskich koszykarzy zawsze oczekuje się więcej. Gra Slaughtera i Randolpha nie wpłynęła na zasadniczą różnicę w poziomie gry obydwu zespołów. Obaj to oczywiście zawodnicy pożyteczni, ale gwiazdami nie są - wyjaśnił.

Szewczyk życzy kolegom z reprezentacji, by wygrali w kolejnym spotkaniu z Islandią wysoko i odbudowali się psychicznie przed ważnymi kolejnymi pojedynkami z Finlandią, Francją i Grecją. Piątek będzie dniem przerwy dla drużyn z grupy A, zaś w sobotę biało-czerwoni zagrają z Islandią (godz. 12.45).

- Każdy mecz jest inny, niech wygrają z Islandią 20 czy 30 punktami, albo nawet jednym... Islandia, choć to teoretycznie najsłabszy rywal w grupie A, wcale nie jest taką przyjemną drużyną. Musimy na nią uważać. Najważniejsze teraz to starać się wyeliminować własne błędy i odbudować się psychicznie po porażce ze Słowenią - zakończył Szewczyk.