Siatkówka

Leon zagra w reprezentacji Polski! Siatkarz...

Anna Daniluk (pzps.pl): Nareszcie doczekaliśmy się przełomu w twojej sprawie. Jakie uczucie w Tobie dominuje – ulga, zniecierpliwienie, radość czy coś zupełnie innego?

Wilfredo Leon: Rzeczywiście, zmiana mojego „obywatelstwa sportowego” została zatwierdzona przez Światową Federację Siatkówki (FIVB), więc ten długi proces nareszcie dobiegł końca. Wprawdzie nie będę mógł jeszcze zadebiutować w reprezentacji, ale ta perspektywa nie wydaje się już tak odległa – o ile oczywiście zostanę powołany. Sama wiadomość dała mnie i mojej rodzinie dużą radość.

Twoja rezygnacja z gry w kadrze kubańskiej zapadła po niezakwalifikowaniu się Kuby na IO w Londynie i tłumaczyłeś ją między innymi chęcią rozwoju. Tymczasem kwestia nowej reprezentacji ciągnęła się parę lat. Nigdy nie było momentu, w którym żałowałeś swojej decyzji?

Rezygnacja z gry w kadrze Kuby była spowodowana wieloma różnymi czynnikami, o których nie chciałbym mówić publicznie, ale oczywiście jednym z nich była chęć bycia lepszym sportowcem, co tam byłoby niemożliwe. To była świadoma decyzja, do której długo dojrzewałem. Dlatego nigdy nie żałowałem odejścia z reprezentacji Kuby – nawet, gdy widziałem kolegów z reprezentacji na Igrzyskach w Rio de Janeiro. Oczywiście każdy sportowiec marzy o sukcesie olimpijskim, ale nie frustruję się brakiem doświadczenia IO. Dwa turnieje kwalifikacyjne do Igrzysk, w których zabrakło nam bardzo niewiele do awansu, są w mojej pamięci, ale emocje już dawno opadły. Teraz, po otrzymaniu zgody FIVB na grę w reprezentacji Polski, mam realne szanse na występ w Tokio w 2020 roku, a moja motywacja do walki o miejsce w składzie jest naprawdę ogromna.

Osmany Juantorena wybrał Włochy, Joandry Leal Hidalgo – Brazylię. W ich przypadku decyzje zostały sfinalizowane szybciej. Nigdy nie żałowałeś wyboru polskiej federacji?

Nigdy nie było mowy o żałowaniu, że nie wybrałem innego kraju, bo w mojej chęci gry dla Polski nie kierowałem się i nie kieruję żadnym prywatnym interesem. Chęć reprezentowania Polski wynika z faktu, że moja żona jest Polką, tu osiadłem po wyjeździe z Kuby i tu urodziła się moja córka. To jest w tej chwili mój dom. Nie przeszło mi przez myśl reprezentowanie innego kraju, dlatego nawet nie powiedziałbym, że dokonałem wyboru reprezentacji – dokonałem wyboru kraju, w którym chciałem zamieszkać, a chęć gry w reprezentacji to naturalna kolej rzeczy po otrzymaniu polskiego obywatelstwa.

Często mówi się, że jesteś jak Midas i czego nie dotkniesz, zamienia się w złoto. Dostajesz indywidualne nagrody, sięgasz po trofea i jesteś zawodnikiem który w pojedynkę potrafi wygrać mecz. Z jednej strony „game creator”, z drugiej niesamowicie skromny człowiek. Kto trzyma cię w ryzach?

Siatkówka jest grą zespołową, więc nie jest tak, że cała gra mojej drużyny zależy jedynie ode mnie. Bez dobrej dyspozycji reszty zespołu trudno byłoby o trofea, ponieważ obecnie różnice między najlepszymi zespołami są niewielkie, a o zwycięstwach decydują szczegóły. Kto trzyma mnie w ryzach? Myślę, że gdybym sam się nie motywował i nie trzymał dyscypliny, to nie osiągnąłbym w sporcie niczego wielkiego. Bardzo dużo sam od siebie wymagam. Oczywiście motywacja z zewnątrz – od rodziny, zespołu czy kibiców – jest pomocna, ale impuls do pracy nad sobą rodzi się najpierw we mnie. A to, że mimo sukcesów ciągle uważasz mnie za skromnego człowieka, wynika pewnie z faktu, że nie czuję się żadnym nadczłowiekiem czy kimś lepszym od innych. Dostałem od Boga warunki i serce do gry w siatkówkę, ale przy tym wiem od najmłodszych lat, że osiągnięcie jakiegokolwiek sukcesu w życiu zależy w największej mierze od ciężkiej pracy. Nie spoczywam na laurach, bo wiem, że stać mnie na jeszcze więcej.

Kiedy oglądałeś Igrzyska w Rio, mecze Kuby i Polski, miałeś momenty w których myślałeś, że zagrałbyś inaczej niż któryś z zawodników?

Nie ma dwóch identycznych zawodników, więc na pewno grałbym inaczej – po swojemu.

Tegoroczny sezon reprezentacyjny był dla Ciebie nieco luźniejszy. Jak spędziłeś swój wolny czas?

Przez pierwszą część wakacji regenerowałem się po sezonie. Zwykle wyjeżdżam gdzieś dalej na tydzień czy dwa, a resztę czasu spędzam w Polsce, głównie w Warszawie i okolicach. Lubię wędkować, więc od czasu do czasu udaję się na łowisko. Ale już od końcówki czerwca zacząłem powoli przygotowywać się do kolejnego sezonu, co wiąże się z częstymi wizytami na siłowni.

Czy jest jakieś miejsce w Polsce, które chcesz koniecznie zobaczyć?

Nie byłem jeszcze w Zakopanem, więc to pewnie będzie mój kolejny wakacyjny kierunek.

Jak wygląda kwestia rozpoznawalności - częściej proszą Cię o autograf w Polsce czy w Rosji?

Siatkówka jest dużo bardziej popularna w Polsce niż w Rosji, dlatego to tutaj jestem częściej rozpoznawany przez kibiców. Są to zwykle bardzo miłe spotkania, podczas których słyszę wiele ciepłych słów i wsparcia. Nawet w Urzędzie Stanu Cywilnego, rejestrując narodziny mojej córki, trafiłem na sympatyczne panie urzędniczki, a prywatnie zagorzałe kibicki siatkówki, które życzyły mi, żebym wkrótce grał w reprezentacji Polski. Cieszę się, że ich pragnienie, a także wielu innych polskich kibiców, z którymi miałem przyjemność się spotkać, jest na realnej drodze do spełnienia.

Kilka lat temu mówiłeś, że wciąż masz opory żeby swobodnie używać polskiego. Jak teraz wygląda sytuacja?

Coraz łatwiej dogaduję się po polsku. Oczywiście mój zasób słów poszerza się przede wszystkim podczas wakacji, kiedy jestem w naszym kraju. Wtedy oprócz rozmów z polską częścią mojej rodziny, muszę radzić sobie samodzielnie chociażby podczas wizyt w urzędach, sklepach czy restauracjach. Jednak nawet będąc w Rosji staram się jak najczęściej uczyć języka polskiego z różnych książek.

Masz silny związek z trzema krajami: z Kubą, z Rosją i z Polską. Kim czujesz się z narodowości?

Większość swojego życia spędziłem na Kubie, więc oczywiście pod względem tradycji, wychowania i języka najbliżej mi do tego właśnie kraju. Poza tym moi rodzice i dalsza rodzina nadal mieszkają na Kubie, więc jest ona w moim życiu wciąż obecna. Jednakże już od kilku lat mieszkam w Polsce i można powiedzieć, że w dużej mierze „przesiąknąłem” polskością. Mam tu swoją polską rodzinę, dom, bardzo lubię polskie jedzenie, muzykę, w sposób tradycyjny dla Polaków spędzam Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc. Ponadto orientuję się w ważnych wydarzeniach historycznych, śledzę aktualną sytuację polityczną i gospodarczą w Polsce, coraz lepiej mówię w naszym języku, dzięki czemu mam w tym kraju coraz więcej znajomych. Na pewno Polska zajmuje w moim sercu bardzo ważne miejsce. Rosja jest krajem, w którym gram w klubie, spędzam tam dużo czasu i nie narzekam w żadnym wypadku na codzienne życie w Kazaniu, ale jednak nie nazywam go swoim domem. Najbardziej „u siebie” czuję się w moim mieszkaniu w Warszawie, w którym mam wszystko, czego potrzebuję do szczęścia.

Widzisz siebie w przyszłości jakimś konkretnym PlusLigowym klubie?

Bardzo chciałbym zagrać w mojej karierze w Pluslidze, ale nie dostałem dotychczas żadnej konkretnej oferty z polskich klubów. Gdybym miał sam wybierać, gdzie chciałbym grać, to ze względu na miejsce zamieszkania preferowałbym Warszawę. Ale rozważyłbym propozycję z każdego polskiego klubu.

W ostatnim czasie sporo zmieniło się w Twoim życiu, bowiem zostałeś tatą. To najtrudniejsza rola życiowa jaką musisz odegrać?

Na pewno jest to najważniejsza i najbardziej odpowiedzialna rola w moim życiu, ale wierzę, że jej podołam. Córeczka jest bardzo kontaktowa, często obdarza nas pięknym uśmiechem i jej rozwój widać dosłownie z dnia na dzień, więc to sama przyjemność i fascynująca przygoda być tatą - nawet kiedy wiąże się to z nocnymi pobudkami (uśmiech).

Mała Natalia odziedziczyła siatkarskie geny po tacie czy raczej muzyczny talent po mamie?

Potrzeba jeszcze kilku lat, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno razem z żoną będziemy starać się jej pomagać w rozwijaniu swoich talentów, ale wszystko na spokojnie – bez pośpiechu i presji. Teraz najważniejsze jest to, by miała zdrowe i szczęśliwe dzieciństwo, a na resztę przyjdzie czas.