Kto stawia na Hucka?

Sporty walki
Kto stawia na Hucka?
fot. Youtube

On sam i jego znajomi. Faworytem walki w Berlinie jest Ołeksandr Usyk. Marco Huck najlepsze lata ma za sobą, ale przed swoją publicznością być może przypomni sobie czasy, kiedy wygrywał.

Karierę Bośniaka dwa lata temu złamał Krzysztof Głowacki. W szczęśliwej dla Polaków Prudential Center w Newark znokautował najdłużej urzędującego wtedy mistrza świata organizacji WBO w wadze junior ciężkiej, w 11 rundzie.

 

Marco Huck (40-4-1, 27 KO) w najczarniejszych snach nie dopuszczał takiego scenariusza. Myślał, że pobije rekord Johna Nelsona (13 obron) i efektownym występem podbije Amerykę, gdzie zamierzał kontynuować swoje występy.

 

Nic z tego nie wyszło, jak niepyszny powrócił do Niemiec, wgrał z Olą Afolabim  i kiedy dostał kolejną szansę walki o znaczący tytuł (WBC), znów dostał po uszach przegrywając z Łotyszem Mairisem Breidisem.

 

Ale jeśli pokona Usyka (12-0, 10 KO) raz jeszcze będzie mistrzem, a pas WBO, którego skutecznie bronił 13 razy, wróci do niego.

 

Turniej WBSS (World Boxing Super Series) kusi honorariami, mistrzowskimi pasami i pucharem Muhammada Alego dla zwycięzcy. I tytułem króla kategorii junior ciężkiej. Ósemka uczestników, to elita tej wagi, na czele z mistrzami świata. Drugi turniej, w wadze superśredniej, nie jest już tak mocno obsadzony. Ale w cruiser walczą najlepsi, to wielka szansa przejść do historii. I Huck taką szansę dostał, choć jednocześnie musi mieć świadomość, że w starciu z Usykiem nie będzie faworytem i prawdopodobieństwo, że przegra przed własną publicznością jest bardzo duże.

 

Tym bardziej, że Ukrainiec, to pięściarz wyjątkowy. Niepokonany na zawodowym ringu mistrz olimpijski z Londynu, mistrz świata i Europy w boksie olimpijskim, mający za sobą zwycięskie występy w rozgrywkach WSB (World Series of Boxing).

 

30 letni Usyk ma 190 cm wzrostu, na co dzień waży 100 kg, i walczy z odwrotnej pozycji. Imponuje znakomitą pracą nóg i najwyższej klasy techniką użytkową. Przekonał się o tym chociażby Głowacki, pokonany rok temu przez Ukraińca w gdańskiej Ergo Arenie. Stracił wtedy pas WBO, który odebrał Huckowi i teraz marzy tylko o tym, by go odzyskać.

 

Polak jest rezerwowym w tym turnieju, jeśli jeden z uczestników dozna kontuzji, to on stanie za niego w ringu. A przy tym będzie walczył na galach uczestników, wiadomo już, że wystąpi 30 września w Rydze, gdzie Briedis stoczy pojedynek ćwierćfinałowy w ramach WBSS ( a jednocześnie w obronie należącego do niego pasa WBC) z Kubańczykiem Mikiem Perezem.

 

Zupełnie inny status ma inny z Polaków, Krzysztof Włodarczyk, jeden z ośmiu wspaniałych. „Diablo” pierwszy turniejowy pojedynek stoczy 21 października w Newark z Rosjaninem Muratem Gassijewem, mistrzem IBF. Ten pas należał kiedyś do naszego mistrza, podobnie jak WBC.  Włodarczyk obiecuje, że zrobi wszystko, by je odzyskać, ale na razie to tylko słowa. Na tej gali rezerwowym będzie Mateusz Masternak.

 

Marco Huck też dużo obiecuje, ale trudno mi sobie wyobrazić, by pokonał wszechstronnego, szybkiego Usyka. Problem w tym, że za nim stoi przeszłość, a za Ukraińcem teraźniejszość i przyszłość. To on, nie tylko moim zdaniem, jest faworytem całego turnieju. Jeśli pokona Hucka w Max Schmeling Halle, to w pierwszych miesiącach 2018 roku zmierzy się z lepszym z pary Briedis – Perez w półfinale WBSS. W drugim półfinale spotka się zwycięzca pojedynku w Newark (Włodarczyk lub Gassijew)  z Dmitrijem Kudriaszowem lub Yunierem Dorticosem, którzy 23 września wyjdą na ring w San Antonio.

 

Wielki finał planowany jest w maju przyszłego roku.  Na razie wszyscy mają takie same szanse, ale już dziś w Berlinie, Usyk lub Huck pożegnają się z turniejem, który właśnie się zaczyna.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze