Po pierwszej wpadce w tym sezonie, czyli remisie na Britania Stadium ze Stoke 2:2, "Czerwone Diabły" musiały zgarnąć całą pulę w starciu z Evertonem. Ewentualna wpadka spowodowałaby, że ekipie United odskoczyłby Manchester City. Ponadto "The Toffees" notowali fatalny okres. Trzy porażki z rzędu (bilans 0-8) i słabiutkie, siedemnaste miejsce w tabeli Premier League to nie to czego spodziewali się fani klubu, który w lecie prawie 160 mln euro na transfery.

Oczywiście oczy kibiców skupiły się na jednym zawodniku, chodzi oczywiście o Wayne'a Rooneya, który wracał na Old Trafford. W Manchesterze spędził trzynaście lat, by w lipcu przenieść się do Evertonu, w którym zaczynał karierę. Ze swoją była ekipą mierzył się również m.in. najgłośniejszy transfer na wyspach, czyli Romelu Lukaku.

Gospodarze bardzo szybko otworzyli wynik spotkania. Bramkę-marzenie zdobył Antonio Valencia, który kropnął zza pola karnego po podaniu Nemanji Maticia. Potem gra nieco się uspokoiła, Manchester miał swoje szanse, m.in. Lukaku.

Everton zdecydował się bardziej otworzyć w drugiej połowie. Od razu wyrównać mógł Rooney, ale na posterunku był David de Gea. Lepszy okres gry gości nie przyniósł jednak wyczekiwanego gola. Podwyższyć mógł Juan Mata, ale piłka po jego strzale z rzutu wolnego trafiła w słupek. W końcu gospodarze dopięli swego i za sprawą Henrikha Mkhitaryana zrobiło się 2:0. Manchester tradycyjnie najlepsze zachował na koniec. Gole Lukaku oraz Anthony'ego Martiala z karnego dobiły ekipę z Liverpoolu.

Manchester United - Everton 4:0 (1:0)


Bramki: Valencia 4', Mkhitaryan 84', Lukaku 89', Martial 90+2'-karny

 

Manchester United: Valencia, Bailly, Jones, Young - Fellaini, Matic - Mata (Herrera 77'), Mkhitaryan (Martial 88'), Rashford (Lingard 61') - Lukaku

Everton: Pickford - Keane, Jagielka, Williams - Martina, Gueye (Calvin-Lewin 76'), Schneiderlin, Baines - Davies (Ramirez 66'), Sigurdson - Rooney (Mirallas 82')