O odejściu Costy mówiło się już od jakiegoś czasu - w styczniu tego roku długo był kuszony przez kluby z ligi chińskiej, lecz ostatecznie zdecydował się na pozostanie w Londynie. Kibice Chelsea mogli więc odetchnąć, lecz od tego momentu forma ich ulubionego snajpera ewidentnie spadła. Przełamał się dopiero na koniec sezonu, kiedy mistrzostwo Anglii było praktycznie zapewnione. Później Antonio Conte poinformował go SMS-em, że nie widzi dla niego miejsca w składzie "The Blues" na następny sezon i tak właśnie rozpoczął się medialny konflikt.

Costa opowiadał różne rzeczy w mediach, wiele razy atakował Conte, który z kolei nie chciał wypowiadać się na ten temat, uważając sprawę za zamkniętą. Reprezentant Hiszpanii wylądował na liście transferowej, nie stawił się na pierwszych treningach Chelsea przed nowymi rozgrywkami, czekając na transfer. Opcji było sporo, lecz on chciał trafić tylko do Atletico. Problemem był zakaz transferowy nałożony na klub z Madrytu oznaczający, że "Rojiblancos" mogą rejestrować nowych piłkarzy dopiero od stycznia 2018 roku.

Trzy tygodnie po zamknięciu okienka transferowego kluby w końcu się dogadały. Chelsea i Atletico osiągnęły porozumienie, na mocy którego Costa przeniesie się do Hiszpanii i będzie mógł wystąpić w oficjalnym meczu już w styczniu. Mistrzowie Anglii mają otrzymać za niego około 55 milionów euro.

Costa występował w Chelsea od 2014 roku. Wcześniej cztery lata spędził właśnie w Atletico.