Ary Graca już kilka chwil po wylądowaniu na Okęciu znalazł czas na udzielenie wywiadu naszej stacji. I nawet przez moment nie ukrywał, jak dużą przyjemność sprawiają mu wizyty w Polsce.

 

Ary Graca: Polska jest wyjątkowa i to nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich ludzi na świecie interesujących się siatkówką. Z każdym dniem Polska jest coraz ważniejsza dla naszej dyscypliny, tak pod względem sportowym, jak biznesowym czy telewizyjnym. I mam z tego prawdziwą satysfakcję, mimo że pochodzę z Brazylii, kraju, o którym kiedyś mówiło się, że jest siatkarskim numerem jeden, a który stracił tę pozycję na rzecz Polski. Spektakle, które oferuje nam Polska to jest - bez cienia przesady - poziom NBA. To, co działo się w 2014 czy w 2017 roku było fantastyczne. Jako prezydent FIVB jestem dumny z tego, co robi z siatkówką Polska, co robi telewizja Polsat.

 

Ceremonia otwarcia mistrzostw świata w 2014 roku była porównywalna z ceremoniami otwarcia igrzysk olimpijskich. A dodatkowym plusem był entuzjazm kibiców. Chodzi mi o to, że wy nie potrzebujecie się wysilać, by kibice dobrze się bawili, nie musicie sztucznie tworzyć show. Polscy kibice show mają w sobie.

 

Szymon Rojek: To był powód, dla którego przyznano Polsce prawo organizacji najbliższych klubowych mistrzostw świata - pierwszych w nowej formule?

 

Kiedy Pedro Alvares Cabral odkrył Brazylię wysłał do króla Portugalii taką wiadomość: tu jest taka ziemia, że czegokolwiek się nie zasieje, to da owoce. Lubię powtarzać to zdanie w odniesieniu do siatkówki i Polski. Czegokolwiek nie spróbujemy, nie zrobimy w Polsce, to da to efekty. Dobre efekty.

 

To bardzo miłe, ale chciałem zapytać o szczegóły klubowych mistrzostw świata. W czym te z 2017 roku będą lepsze od poprzednich?

 

Siatkówka w ostatnich czterech-pięciu latach na świecie niesamowicie urosła. Możemy opisywać to w naprawdę olbrzymich liczbach. Problemem jest niestety ograniczony czas, w którym mogą rywalizować reprezentacje narodowe i z którego korzystać mogą telewizje. Często miałem od przedstawicieli mediów pytania, czy nie możemy stworzyć kalendarza ciekawych rozgrywek na cały rok. Stąd pomysł, by stopniowo zmieniać Klubowe Mistrzostwa Świata w Ligę Światową klubów. Rywalizowałyby w niej największe kluby z największymi gwiazdami i mielibyśmy emocje cały rok - bez przerwy. To z kolei zainspiruje ludzi na całym świece do tworzenia nowych klubów lub wspierania już istniejących. Bo o takich rozgrywkach będzie głośno na całym świecie. I nie mam wątpliwości, że ten projekt, który zainaugurujemy w grudniu w Polsce - kraju tradycyjnie siatkarskim - ma wszystko co potrzebne, by zakończyć się sukcesem.

 

Czy to oznacza, że turniej o Klubowe Mistrzostwa Świata będzie jedynie zwieńczeniem klubowej Ligi Światowej trwającej cały sezon?

 

Nie cały sezon. Nasz pomysł zakłada pozostawienie okresu pięciu miesięcy dla reprezentacji narodowych. Później, powiedzmy miesiąc przerwy, i od października ruszają rozgrywki w ligach krajowych, w trakcie których organizowalibyśmy dla klubów turnieje międzynarodowe. Wyobrażam sobie, że początkowo mogłyby to być turnieje kontynentalne, których zwycięzcy spotykają się w wielkim turnieju finałowym na przykład - bardzo by mi się to podobało - w Polsce.

 

A co w takim razie z europejskimi pucharami, które są przecież właśnie pomyślane jako rywalizacja klubów z różnych krajów? Czy tu nie rodzi się jakiś potencjalny konflikt między światową a europejską federacją siatkówki?

 

Nie widzę tego w ten sposób. Tym bardziej, że rozgrywki o tytuł najlepszej drużyny klubowej Europy nie mają się zbyt dobrze... Zresztą można to spokojnie połączyć, wszystko jest kwestią kalendarza. Jeśli europejskie kluby będą chciały uczestniczyć w rozgrywkach światowej ligi, to my jesteśmy otwarci, a terminy z pewnością można dograć. Walka o tytuł najlepszej drużyny Europy nie tylko nie stoi w sprzeczności z rywalizacją na poziomie światowym, przeciwnie - jest jej częścią. Przecież to zwycięzca europejskich zmagań trafiałby do turnieju finałowego.

 

Wierzy pan, że zmagania drużyn klubowych mogą być dla kibiców siatkówki tak ciekawe i emocjonujące, jak mecze reprezentacji narodowych?

 

Nie mam wątpliwości, że tak. Kibice będą mocno identyfikowali się z klubami, w których grają ich ulubieni siatkarze, gwiazdy ich reprezentacji. Coś podobnego udało się w siatkówce plażowej - tam kibicujesz nie tylko drużynie w koszulkach w twoich narodowych barwach, ale jesteś za konkretnymi zawodnikami. I my też tego chcemy. Chcemy stworzyć wielkich bohaterów, idoli za którymi pójdą fani. To sportowcy są najważniejsi. Stąd nasze działania marketingowe skupione właśnie na konkretnych zawodnikach.

 

Ja prawie całe życie pracowałem w bankowości i i wiem, że kluczem do sukcesu jest dobre planowanie.. Nie improwizacja. Improwizacja to nieodpowiedzialność, jeśli improwizujesz - ryzykujesz, że wezmą cię za osobę niekompetentną. Wszystko trzeba mieć zaplanowane.

 

Kiedy pana słucham mam wrażenie, że nic nie jest pana w stanie zatrzymać. Że do misji popularyzacji siatkówki na całym świecie podchodzi pan z niebywałym entuzjazmem.

 

Bo to prawda. Również z bankowości wyniosłem umiejętność analizy, wyceny produktu. I stwierdzam z pełnym przekonaniem, że siatkówka to produkt nadzwyczajny. Niestety przez długi czas źle się z nim obchodzono. Dwadzieścia, trzydzieści lat temu nie mieliśmy o tym pojęcia. Teraz to się zmieniło. Nie twierdzę, że dzięki mnie - chodzi mi o fachowców którzy się pojawili, o profesjonalizację wśród działaczy siatkarskich. I w światowej federacji, i w europejskiej. I w wielu krajowych związkach ten profesjonalizm też już widać.