Przed rewanżem w lepszej sytuacji byli Węgrzy, którzy dwa tygodnie temu pokonali w Miszkolcu Biało-Czerwonych 2:1. Nasi bratankowie zwycięstwo wywalczyli jednak w kontrowersyjnych okolicznościach, ponieważ druga bramka dla Węgrów padła z rzutu karnego, który nie powinien zostać podyktowany. Mikołaj Zastawnik nie dotknął bowiem piłki ręką, jednak sędziowie Bogdan Sorescu z Rumunii oraz Oleg Iwanow z Ukrainy byli nieubłagani i nie zmienili swojej decyzji. Należy otwarcie powiedzieć, że Polacy przespali pierwszą połowę i jeżeli na poważnie myśleli o pierwszym od szesnastu lat awansie do mistrzostw Starego Kontynentu, to w rewanżowym spotkaniu musieli zaprezentować formę z drugiej części meczu w Miszkolcu.

Na początku ten warunek spełniany był w stu procentach, ponieważ wynik w 6. minucie otworzył Franz. Po chwili stało się coś, czego nie spodziewał się prawdopodobnie żaden ze zromadzonych w koszalińskiej hali kibiców. Jedenaście sekund po strzeleniu pierwszego gola Franz po raz kolejny wpisał się na listę strzelców, a taki wynik premiował do awansu naszych reprezentantów.

Węgrzy jednak zdołali podnieść się po tych dwóch ekspresowo wyprowadzonych ciosach i minutę później zdobyli bramkę kontaktową, a jej autorem był Norbert Horvath. Dwie minuty później, ku rozpaczy polskich kibiców, do wyrównania doprowadził największy gwiazdor Madziarów Zoltan Droth. Na domiar złego zdobywca dubletu w naszej reprezentacji Franz dostał po chwili drugą żółtą kartkę i w konsekwencji opuścił boisko. Zgodnie z zasadami Polacy musieli grać w osłabieniu przez dwie minuty, chyba że Węgrzy strzeliliby kolejną bramkę. Wówczas składy zostałyby wyrównane. Nasi reprezentanci jednak bronili się dzielnie i to oni stworzyli sobie więcej klarownych sytuacji w końcówce pierwszej połowy, dwukrotnie obijając słupek i poprzeczkę Węgrów.

O awansie miała zatem zdecydować druga połowa, która na stałe zapadnie pewnie w pamięć miłośnikom futsalu w Polsce. Najpierw na 3:2 strzelił Sebastian Wojciechowski, który lewą nogą dokręcił piłkę tuż obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Marcella Alaszticsa i do ekstazy brakowało nam tylko jednego trafienia. W futsalowym raju znaleźliśmy się po dwóch golach Michała Kubika, a gdyby tego było mało, na sześć minut przed końcem pięknym lobem przez całe boisko na listę strzelców wpisał się Dominik Solecki i było już 6:2. Również w końcówce emocji nie brakowało, ponieważ Węgrzy z nożem na gardle strzelili nam dwa gole i potrzebowali tylko jednego, aby przekreślić nasze szanse na awans. Biało-Czerwoni bronili się jednak mądrze i to my na początku przyszłego roku pojedziemy do Lublany!

Polska - Węgry 6:4

Polska: Michał Kałuża, Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Marcin Mikołajewicz, Tomasz Kriezel - Michał Widuch, Michał Kubik, Przemysław Dewucki, Robert Gładczak, Maciej Mizgalski, Dominik Solecki, Rafał Franz, Krzysztof Elsner, Sebastian Wojciechowski.

Węgry: Gyula Toth, Bence Klacsak, Peter Nemeth, Akos Harnish, Zoltan Droth - Marcell Alasztics, Richard David, Peter Komaromi, Janos Trencsenyi, Norbert Horvath, Janos Rabl, Adam Hosszu, Istvan Gal, Imre Nagy.

 

W załączonym materiale wideo skrót futsalowego meczu Polska - Węgry.