Ruch Chorzów - nawet jeśli nie zostałby ukarany odjęciem pięciu punktów - to i tak znajdowałby się na ostatnim miejscu w tabeli Nice 1 Ligi. Ostatnio jednak wygrał na wyjeździe z Pogonią Siedlce, więc na pewno liczył na to samo w starciu z Miedzią Legnica, która co prawda plasuje się na trzeciej pozycji, to jednak przegrała dwa ostatnie spotkania.

 

Trener Miedzi Dominik Nowak mówił, że jego ekipa przyjedzie do Chorzowa, by poprawić skuteczność. Ten aspekt dalej jednak szwankował , bo choć legniczanie nieźle radzili sobie z rozgrywaniem akcji, to gorzej było już z wykończeniem. Ogólnie jednak obie strony postawiły na strzały z dystansu. Efekt? Do przerwy bez bramek.

 

W drugiej połowie gospodarze wyszli na prowadzenie. Jonatan de Amo przytrzymał Artura Balickiego w polu karnym, a sędzia po krótkim namyśle podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Maciej Urbańczyk, który popisał się nerwami ze stali, bo na strzał musiał poczekać więcej niż minutę. Wszystko przez Tomislava Bozica, który tuż przed wykonaniem rzutu karnego przez rywala, popchnął Miłosza Trojaka. Urbańczyk wytrzymał ciśnienie i pewnie trafił do siatki.


Do końca meczu wynik się już nie zmienił. Ruch Chorzów wygrał trzeci mecz w sezonie - ciągle jest jednak na ostatnim miejscu w tabeli Nice 1 Ligi - podczas gdy dla Miedzi jest to trzecia porażka z rzędu!

Ruch Chorzów - Miedź Legnica 1:0 (0:0)

Bramka: Urbańczyk 54 (rz.k.).

 

Ruch: Bankov - Villafane, Trojak, Markovic, Hołownia - Walski, Urbańczyk - Przybecki, Melo (78 Zawal), Posinkovic (86 Komarnicki) - Balicki (65 Nowak).

 

Miedź: Kapsa - Bartczak, Bozic, De Amo, Adu Kwame (85 Bartulovic) - Garguła (77 Marquitos), Augustyniak, Santana - Łobodziński, Piasecki (58 Vojtus), Mystkowski.

 

Żółte kartki: Posinkovic - Bozic, Kwame, Mystkowski.