Pique, który w czwartek na Twitterze apelował o udział w referendum, zamieścił w niedzielę swoje zdjęcie z lokalu wyborczego. - Zagłosowałem. Razem jesteśmy nie do powstrzymania w obronie demokracji - napisał na portalu społecznościowym. Pique uczestniczył w głosowaniu, mimo apeli, by tego nie robił i ostrzeżeń, że może być wykluczony z reprezentacji Hiszpanii z powodu swoich poglądów politycznych.

Puyol, który karierę zakończył w 2014 roku, napisał na Twitterze krótkie zdanie: Głosować, to jest demokracja.

 

Z kolei Xavi poparł referendum w wypowiedzi dla katalońskiego radia Rac1. To, co dziś dzieje się w Katalonii, jest hańbą. To niedopuszczalne, że w kraju demokratycznym ludzie nie mogą głosować. Popieram tych, którzy próbują pokojowo egzekwować swoje prawo do głosowania - powiedział były piłkarz Barcelony, a obecnie katarskiego zespołu Al-Sadd.

O godz. 16.15 na stadionie Camp Nou ma się rozpocząć mecz ligowy Barcelony z Las Palmas. Goście zapowiedzieli, że wyjdą na murawę w koszulkach z flagą hiszpańską.

Rząd w Madrycie uznaje referendum za nielegalne. W niedzielę policja wkroczyła do wielu lokali i skonfiskowała urny oraz karty wyborcze. Funkcjonariusze Gwardii Cywilnej siłą, wybijając szyby, wdarli się m.in. do lokalu w Sant Julia de Ramis w prowincji Girona, gdzie głos planował oddać szef katalońskiego rządu Carles Puigdemont. Doszło tam do przepychanek między głosującymi a policją. Puigdemont jednak wziął udział w referendum, oddając głos w innym lokalu wyborczym.

Autonomiczny rząd Katalonii poinformował, że przed południem działało w regionie 73 proc. lokali wyborczych z ponad 2300 zaplanowanych w referendum niepodległościowym. Hiszpańskie media uznają te szacunki za niewiarygodne.

Jak podają agencje, w wyniku działań policji w Katalonii rany odniosło w niedzielę 38 osób.

Tymczasem w porannym komunikacie rządu centralnego w Madrycie gabinet Mariano Rajoya uznał interwencję hiszpańskiej policji w Katalonii za uzasadnioną i profesjonalną.